Cesarzowa i wojownicy 2008

Jiang shan mei ren

Starożytne Chiny. Podzielony na liczne królestwa kraj zatopiony jest w nieustannej wojnie. Gdy król kraju Yan zostaje ciężko raniony, przekazuje dowodzenie i tron swemu zaufanemu generałowi. To cios dla ambitnego i mściwego siostrzeńca króla. Rozwścieczony zabija monarchę licząc na przejęcie tronu. Tymczasem ku jego zaskoczeniu… zobacz więcej

Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 2 zwiastuny

Zdjęcia Zobacz wszystkie 66 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Donnie Yen
jako Muyong Xuehu
Kelly Chen
jako Yen Feier
Xiaodong Guo
jako Wu Ba
Leon Lai
jako Duan Lan Quan
Zhenghai Kou
jako Teng Bochang
Weihua Liu
jako Król Yan
Shan Zhang
jako Król Zhao
Yi-Yi Yang
jako Mała Yan Feier
Daichi Harashima
jako Mały Muyong Xuehu

Fabuła

Starożytne Chiny. Podzielony na liczne królestwa kraj zatopiony jest w nieustannej wojnie. Gdy król kraju Yan zostaje ciężko raniony, przekazuje dowodzenie i tron swemu zaufanemu generałowi. To cios dla ambitnego i mściwego siostrzeńca króla. Rozwścieczony zabija monarchę licząc na przejęcie tronu. Tymczasem ku jego zaskoczeniu generałowie obwołują następczynią córkę króla – księżniczkę Feier. Feier bierze na siebie brzemię rządów i dowodzenia armią, ale staje się też kolejnym celem podstępnego siostrzeńca. Gdy nasłani przez niego mordercy ciężko ranią księżniczkę, ratuje ją tajemniczy mnich – rycerz Duan Lanquan. Ratując jej życie, daje jej także miłość. Zbliża się jednak dzień, w którym Wielka Księżna Królestwa Yan będzie musiała wybrać między obowiązkiem wobec kraju a uczuciem. opis dystrybutora

Gatunek
Dramat, Historyczny, Akcja, Romans
Słowa kluczowe
krew, morderstwo, król, strzała zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2008-10-03 (kino), 2008-02-09 (świat)
Dystrybutor
Epelpol Entertainment
Kraj produkcji
Chiny, Hongkong
Inne tytuły
An Empress and the Warriors (tytuł międzynarodowy)
The Kingdom and the Beauty (tytuł międzynarodowy)
Kong saan mei yan (Hongkong)
Czas trwania
99 minut

Recenzje

Dobra produkcja kostiumowa rodem z Chin 8

Ten rok obfituje w wielkie, kostiumowe superprodukcje z Chin. Największą i najlepiej ocenianą jest „Red Cliff” Johna Woo. Poza nim było „Three Kingdoms: Ressurrection of the Dragon” oraz recenzowana tu „Cesarzowa i Wojownicy”. Do seansu szykowałem się z oczekiwaniem widowiska i pięknej choreografii w wykonaniu Tony'ego Ching Siu Tunga – jednego z największych żyjących mistrzów tej sztuki filmowej.

W filmie „Cesarzowa i Wojownicy”, w odróżnieniu od droższych superprodukcji z Azji, widać dokładnie na co został wydany każdy dolar. Oscarowa ekipa zapewniła nam niesamowite wrażenia. Piękne kostiumy Dora Ng, wspaniałe zdjęcia nominowanego do Oscara Zhao Xiao Dinga, scenografia i plenery, za które odpowiadał nominowany do Oscara Yee Chun Man, a także choreografia to z pewnością widoczne plusy obrazu. Zwłaszcza scenografia i zdjęcia w pewnych momentach zapierają dech w piersi.

Jedną z głównych zalet filmu jest postać grana przez Donniego Yena. Jest wyrazista, pełna, dobrze zagrana, ale przede wszystkim, możemy oglądać popisy mistrza sztuk walki w pojedynkach na miecze. Robi to po mistrzowsku, do czego zdążył nas przyzwyczaić. Wykazuje się także przyzwoitym talentem aktorskim. Nie jest to może kreacja zniewalająca, ale z całą pewnością dobra. Poza indywidualnymi pojedynkami, o których wspomniałem, jego postać podczas scen batalistycznych to jest to, na co czekają fani Yena. Patrząc, w jakiej jest ostatnio niesamowitej formie, nie mogłem się doczekać tych części filmu. Na szczęście się nie zawiodłem, pokazuje, że nie ma sobie równych. Mimo wszystko czuć trochę niedosytu. Chciałoby się, aby te sceny trwały pół filmu, żeby sam Donnie mógł jeszcze bardziej nas zadziwić. Narracja jest lekka, tempo odpowiednie, dzięki czemu reżyser nie pozwala nam się nudzić. Jednakże, trzeba pamiętać, że nie jest to film wojenny, gdzie mamy nieprzerwaną falę akcji. Jesteśmy świadkami scen batalistycznych, lecz można rzec, że są dopełnieniem opowieści o miłości. Właśnie wątek trójkąta miłosnego i rozdarcia nowej Cesarzowej jest tu na pierwszym planie. Trzeba przyznać, iż został całkiem nieźle nakręcony. Cieszę się, że nie zabrakło w nim małej dawki humoru dla rozładowania napięcia. Nie byłem pewien młodej aktorki, Kelly Chen. Czytając o filmie, wydawało mi się, że nie pasuje do tej roli. Mimo wszystko zagrała należycie, lecz bardziej zwracało się uwagę na to, jak pięknie wyglądała w zbroi, niż na braki w jej kunszcie aktorskim. Co ciekawe, od dawna nie widziałem, aby kobieta pierwsza jechała do bitwy, a co dopiero dorównywała doświadczonym wojownikom w boju. Tony Ching Siu Tung potrafił nauczyć ją walki mieczem, przez co wyglądała naturalnie, bez śladów markowania. Możliwe, że sama coś trenowała, stąd pewne widoczne maniery w jej ruchach. Trochę zawiódł mnie Leon Lai, który ma naprawdę duży talent aktorski. Zagrał niestety przeciętnie, tworząc rozczarowującą postać. Nadrabia trochę w pojedynkach, lecz to za mało, bym pozbył się uczucia, że mogło być lepiej. Muzyka kompletnie do mnie nie przemówiła, w niektórych scenach dobrze ilustrowała akcje, ale brakowało w niej wyrazistych tematów i bogatych kompozycji, a tego oczekuję w filmach tego gatunku. Scenarzyści nie sprawili się idealnie. Pewne nieścisłości, parę kiepskich dialogów i niepotrzebnych scen psuje ogólny odbiór.

Podsumowując, film na pewno jest wart polecenia. Cechuje go dobra narracja, szybkie tempo akcji oraz imponująca scenografia, kostiumy i przede wszystkim choreografia. Walki w dobrym stylu rodem z Hong Kongu, z olśniewającym talentem Donniego Yena na czele. Tony Ching Siu Tung pracował ostatnio przy największych chińskich superprodukcjach kostiumowych, więc mógł podpatrzeć najlepsze elementy i wykorzystać w swoim filmie. Do końca mu się to nie udało, ale i tak, obraz stanowi świetną rozrywkę wartą wyprawy do kina. Zwłaszcza dla fanów kina kostiumowo-historycznego, którzy obecnie nie są rozpieszczani przez filmowców z zachodu. Miło zaskoczył mnie sam dystrybutor. Jak wiecie, w Polsce tytuły czasem tłumaczy się bardzo dziwnie z „Curse of the Golden Flower” (dosłownie Klątwa Złotego Kwiatu lub Klątwa Złotej Chryzantemy – idealnie odzwierciedlało to fabułę produkcji) przetłumaczono na „Cesarzowa”, albo „Dirty Dancing” na „Wirujący Seks”. Może i tytuły mają odpowiadać fabule, lecz osobiście wolę prosty, dosłowny tytuł z oryginalnego, który często idealnie pasuje do obrazu, niż frazy wymyślane na siłę, często wywołujące śmiech. Za to, że mamy „Cesarzową i Wojowników” należą się dystrybutorowi wielkie brawa. Chińska rycerska opowieść już 3 października w naszych kinach. Polecam.

3 z 5 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 3

Avatar square 200x200

Czechu 2008-07-23 5

Słabiutki – film jako całość mierny, jedynie efekty, krajobraz oraz kilka scen walk bardzo dobre, reszta słabo. Sceny czasami zupełnie ze sobą niepowiązane, odstaje od innych produkcji tego typu. 5/10

Flames23 Czechu 2009-04-03 4

Zgadzam się. Fakt zdjęcia,kostiumy można powiedzieć że na dośc wysokim poziomie, natomiast reszta to miernota przez duże M (zwłaszcza -oprawa muzyczna – żenująco kiepska). Nie polecam! miłośnikom takich produkcji jak "Hero" czy "Domu latających sztyletów".

ProZak 2008-05-28 7

Warto zobaczyć – Kolejna, po "Three Kingdoms: Resurrection of the Dragon", ciekawa chińska produkcja. Na szczególną uwagę zasługują staranie i efektownie zrealizowane sceny batalistyczne. Podobał mi się wątek miłosny oraz ładne zdjęcia. Ogólnie film wart zainteresowania, choć ostatnia walka lekko wg mnie przesadzona :)

Współtworzą