Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia 8.3

Wspierany przez odważną drużynę przyjaciół i sprzymierzeńców. Frodo wyrusza na niebezpieczną wyprawę, której celem jest zniszczenie legendarnego Pierścienia Władzy. Jego tropem podążają słudzy Władcy Ciemności - okrutnego Saurona, twórcy Pierścienia. Jeśli Sauron odzyska Pierścień, Śródziemie zostanie skazane na zagładę.

Recenzje

Na tropach fantasy 8
  • 2007-01-10
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Władca pierścieni Petera Jacksona to świat wielkich cyfr. Niewiele produkcji może się z nim równać pod względem niewiarygodnie wysokiego budżetu, nakładu pracy, ilości sprzętu, zużycia taśmy filmowej, emocjonalnego zaangażowania aktorów, ilości dni zdjęciowych, kilometrów zbudowanych scenografii, rekwizytów, charakteryzacji, czy wprawiających w osłupienie poziomem technicznym efektów F/X. Do wykonania tego zadania zatrudniono najlepszych fachowców, miedzy innymi kompozytora Howarda Shore'a, który przedstawił wspaniałą, zasługująca w pełni na Oscara ścieżkę dźwiękową i autora malowniczych zdjęć Andrew Lesnie'go, któremu udało się oddać niemal doskonale piękno niektórych, dziewiczych jeszcze zakątków naszej planety.

Tolkien, bliski przyjaciel C.S. Lewisa, zazdrościł mu łatwości, z jaką pisał kontrowersyjne i niezrozumiałe dla niego „Opowieści z Narnii”. Kroniki Lewisa operujące aluzjami, mitami i bogatą symboliką posiadają głębię, której pozbawiona jest większość twórczości Tolkiena, zdolna oddać zaledwie podstawowe, gramatyczne znaczenia. Do swojej epopei o Śródziemiu wpuścił dużo narracyjnego powietrza, lecz mimo objętości, wartkiej akcji i wybujałej stylistycznie otoczki jest to opowieść o niczym, infantylna i jałowa, nie proponująca żadnej inspirującej konkluzji. Fundamentalny, nieunikniony dla istnienia świata konflikt dobra i zła, zajmujący umysły obu tych wybitnych, dyskutujących ze sobą przez całe lata literatów, nie udało się Tolkienowi przedstawić tak finezyjnie a zarazem wstrząsająco wiarygodnie, jak Lewisowi. Stąd też film będący nawet najwierniejszą adaptacją zrealizowaną z oszałamiającym impaktem kinematograficznym, nie przebije się z żadnym przesłaniem.

Rzecz dzieje się w Śródziemiu, w krainie legendarnej, wymyślonej przez Tolkiena inspirowanego kulturą i wierzeniami skandynawskimi, zamieszkałej przez rozmaite, starsze i młodsze rasy – elfów, krasnoludów, hobbitów, ludzi, oraz odrażające, zdegenerowane stwory – orków, złośliwe gobliny i potężne, za to niezbyt lotne trolle. Przedstawiciele ludzkich ras otrzymali pierścienie mocy, dzięki którym świat może trwać w harmonii. Zostaje ona zakłócona w chwili, gdy Sauron opętany żądzą władzy, pragnący zdominować świat, przy pomocy sił ciemności odlewa własny pierścień będący w zamyśle narzędziem zagłady dotychczasowego stanu rzeczy. Zatruwając pierścień całą swoją nienawiścią do wszelkiego życia używa go, by kontrolować działanie pozostałych. Pewnego dnia w walce Sauron traci jednak pierścień, który na długie lata ginie bezpowrotnie, przechodząc z rąk do rąk, ale posiada pewną tajemną właściwość – dąży, by wrócić do swojego prawowitego właściciela. W odpowiednim czasie pierścień ujawnia się, trafiając po wielu perturbacjach do prostodusznego niziołka, Frodo Bagginsa, mieszkańca sielskiego Shire. Sauron pragnąc odzyskać swą własność wysyła w ślad za nim swoich sług Nazguli, niegdyś dostojnych królów, aktualnie oddanych siłom ciemności i przemienionych w upiory. Jeśli go odzyska, z łatwością może stać się panem Wszechświata, którego moc sięgnie aż do podstaw ziemi. Świat ludzi, elfów, hobbitów i krasnoludów jest zagrożony, więc ich przedstawiciele formują drużynę, której zadaniem jest odnieść pierścień do Mordoru i zniszczyć wrzucając go w ogień górskiej czeluści.

Składający się z trzech części film Jacksona to druga w historii kina adaptacja trylogii o Śródziemiu. Jest wyraźnie skierowany do wyznawców Tolkiena i pewnie w dużej mierze zdołał zaspokoić oczekiwania widowni. Dla mnie jednak całość, podobnie jak pierwowzór literacki jest zbyt infantylna, nawet jak na gatunek fantasy. Pozbawiona realnego dramatyzmu i odniesienia do rzeczywistości, koniecznego, bym mogła to przedsięwzięcie zaliczyć do dzieł kinematograficznych. Zrealizowany rozwlekle ze zbyt dużym zadęciem i patosem, co zamiast pomagać skupić się na odbiorze, przytłacza dusznym, barokowym nadmiarem wymyślnych efektów specjalnych ogłuszonego, a w końcu znudzonego tymi pokazami widza, wydłużając niemiłosiernie i tak niemrawą opowieść operującą dwoma przeplatającymi się wymiennie, nużącymi schematami: realizowaną cyfrowo bitewną kotłowaniną i ujęciami maszerującej dziarsko drużyny w różnym składzie, w zależności od momentu narracji, w którym się znajdujemy. Film jest przegadany, a ilość dialogów nie przyczynia się ani o jotę do interesujących zwrotów akcji, czy też do zbudowania barwnych postaci, które zamiast tego są wątłe i jednowymiarowe. Na uwagę zasługuje właściwie jedynie postać Golluma, autentycznie dramatyczna i tragiczna, do tego rewelacyjnie animowana komputerowo. Nota bene cała charakterystyka Golluma, zarówno strona fizyczna jak sposób podkładanie głosu postaci przekalkowana została skrupulatnie z filmu Bakshiego z 1978 roku.

Film należy jednak zobaczyć, nie traktując moich wyrzekań ze śmiertelna powagą. Choć nie stanowi wyzwania intelektualnego, jest godziwą rozrywką, zrealizowaną na najwyższym poziomie technicznym adaptacją gatunku fantasy.

4 z 11 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie