Trzy Królestwa 2008

Chi bi

Epicka opowieść o początkach Państwa chińskiego. Rok 208 po narodzeniu Chrystusa, Chiny, czas panowania Dynastii Han. Kraina Wu zostaje napadnięta przez liczącą ponad milion żołnierzy armię pod przywództwem wodza Cao Cao. Władca broniącego się państwa wzywa na pomoc Liu Bei, aby ten poprowadził atak od strony morza. Armia Cao… zobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
,
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 14 zwiastunów

Zdjęcia Zobacz wszystkie 63 zdjęcia

Obsada Zobacz pełną obsadę

Yong You
jako Liu Bei
Fengyi Zhang
jako Cao Cao
Tony Leung Chiu Wai
jako Zhou Yu
Takeshi Kaneshiro
jako Zhuge Liang
Shido Nakamura
jako Wa Long
Chen Chang
jako Sun Quan
Chiling Lin
jako Xiao Qiao
Jun Hu
jako Zhao Jun
Wei Zhao
jako Sun Shangxiang
Dawei Tong
jako Sun Shucai
Qingxiang Wang
jako Kong Rong
Jia Song
jako Li Ji

Fabuła

Epicka opowieść o początkach Państwa chińskiego. Rok 208 po narodzeniu Chrystusa, Chiny, czas panowania Dynastii Han. Kraina Wu zostaje napadnięta przez liczącą ponad milion żołnierzy armię pod przywództwem wodza Cao Cao. Władca broniącego się państwa wzywa na pomoc Liu Bei, aby ten poprowadził atak od strony morza. Armia Cao Cao nie jest na to przygotowana i sprzymierzeńcy Wu wykorzystują jej słabość. Dochodzi do kulminacyjnej walki nad Czerwonym Klifem. opis dystrybutora

Gatunek
Akcja, Przygodowy, Dramat
Słowa kluczowe
strzała, pożar, na podstawie powieści, bohater wojenny zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2009-07-03 (kino), 2008-06-30 (świat)
Dystrybutor
Monolith Films
Wytwórnia
Beijing Film Studio
China Film Group
Lion Rock Productions zobacz więcej
Kraj produkcji
Chiny
Inne tytuły
Red Cliff: Part I (Japonia)
赤壁 (Chiny) (tytuł oryginalny)
The Battle of Red Cliff (tytuł międzynarodowy) (tytuł roboczy)
Red Cliff (tytuł międzynarodowy)
Czas trwania
146 minut

Wiadomości zobacz wszystkie 3 wiadomości

Recenzje

Red Cliff - Niesamowicie udany powrót Johna Woo ze zniewalającą superprodukcją historyczną! 10

Superprodukcja Johna Woo na podstawie książki napisanej w XIV wieku przez Luo Guanzhonga pod tytułem „Romance of the Three Kingdoms” była najbardziej oczekiwanym filmem od wielu lat. Jest to największa produkcja w historii Azji z budżetem 70 milionów dolarów. Niestety problemy z obsadą, przekraczaniem budżetu, zmiany w stosunku do pierwowzoru literackiego, czy chociażby śmierć kaskadera, stawiały sukces produkcji pod wielkim znakiem zapytania. Każdy idąc na seans zadawał sobie pytanie, jaki będzie powrót Johna Woo do Chin po tych wszystkich latach?

Po ostatnich słabszych produkcjach kostiumowych rodem z Azji, jak „Przysięga”, „Three Kingdoms: Resurrection of the Dragon”, czy „An Empress and the Warriors”, widzowie zaczęli sądzić, że gatunek upada. Był w międzyczasie jeden niesamowity hit z Jetem Li (nagroda dla najlepszego aktora w Azji za tę rolę) i Andy Lauem pod tytułem „Warlords”, lecz to tylko jedna perełka wśród kilku bladych pozycji. „Red Cliff” został podzielony na dwie części i pierwsza miała premierę 10 lipca w paru krajach Azji łącznie z Hong Kongiem, gdzie była wersja z angielskimi napisami. John Woo pokazał klasę i powrócił w chwale!

„Red Cliff” jest filmem kostiumowo-historycznym, lecz niektóre fakty, jak pobudki bohaterów zostały zmienione. Drobiazgi, nie wpływające na pełny odbiór. Od pierwszych sekund atakuje nas klimat, podbudowywany przez zniewalającą muzykę japońskiego kompozytora i pianisty, Taro Iwashiro. Początkowy temat z wykorzystaniem instrumentów dętych brzmi, jak napisany przez największych z wielkich, a pierwsza osoba, która przychodzi na myśl to Jerry Goldsmith. Przez cały film muzyka bawi się z widzem szafując jego nastrojami wedle uznania kompozytora. Mamy zdecydowanie do czynienia z jedną z najlepszych filmowych kompozycji roku. Szkoda, że w Hollywood nie dbają o to, zatrudniając słabych twórców do wielkich filmów, jak chociażby przy „Iron Manie”, gdzie Ramin Djawadi nie potrafił zrobić niczego, co by zapadało w pamięć.

Świetnie pokazano olśniewające krajobrazy Chin, pojedynki, wreszcie bitwy. Zdjęcia autora nominowanego do Oscara za „Shanghai Triad” z 1995 roku w reżyserii Zhangha Yimou zapierają dech w piersiach, pieszcząc widza od pierwszych sekund, dając wrażenie, jakby tam się znajdował i oddychał powietrzem z 200 roku n.e. płynąc nad rzeką Yangtze. Jedne z najbardziej niezwykłych zdjęć, jakie widziałem w tym roku. Czuję, że walka o Oscary w tej kategorii będzie zacięta.

Wrażenie realności przedstawionej epoki robią także kostiumy i scenografia. Oczywiście Woo wziął jednego z najlepszych jakich ma Azja, a jest nim Tim Yip, laureat Oscara za scenografię i nominowany do Oscara za kostiumy do filmu „Przyczajony Tygrys i Ukryty Smok”. Wizualne mistrzostwo kusi oczy i pomaga zdjęciom przenieść nas w ów okres. Plusem na pewno jest fakt, że nie przesadzono z przepychem, jak to miało miejsce w ostatnim dziele Zhanga Yimou „Cesarzowa”. To wszystko widzimy także we wspaniałych scenach batalistycznych, w których podziwiamy pracę Corey Yuena, znanego choreografa, który pokazuje, że ma większy talent niż to widzimy w hollywoodzkich produkcjach. Walki na polu bitwy zwykłych wojów są takie, jak być powinny, nikt z nich wielkich umiejętności nie ma i po prostu walczą z całych sił, by ocalić życie i wspomóc królestwo zabijając tylu wrogów, ilu się da. Talent Yuena widać w umiejętnościach generałów, którzy, jak to w pierwowzorze literackim i wedle historii, byli fenomenalnymi wojownikami z reguły niepokonanymi w boju. To, razem ze zdjęciami i montażem, daje nam znakomitą, cieszącą oko, akcję. Nie uniknięto odrobiny przesady z jedną postacią, lecz nie wpływa to ogólnie na całokształt tych scen. Pod względem batalistycznym zdecydowanie jest to jeden z najlepszych filmów od lat, rozmach i świetne ukazanie starej, prostej taktyki strategów chińskich usatysfakcjonuje najbardziej wybrednego wielbiciela takich doznań w kinie.

Jak to w superprodukcjach bywa, wielkie pytanie tyczy się aktorstwa. Tutaj Woo pokazał klasę. Ważne postaci uniknęły papierkowości, każda jest unikalna, wyjątkowa i zapadająca w pamięć. Film to poniekąd pojedynek wielkich aktorów Azji. Takeshi Kaneshiro jako największy strateg swoich czasów, Zhuge Liang, gra swoją rolę z przekonaniem, naturalnością i lekkością, ukazując nam, że ta sławetna postać była nie tylko jednym z najmądrzejszych, ale i najskromniejszych wówczas ludzi. Obok niego mamy Tony'ego Leunga Chiu Waia, grającego postać Zhou Yu. Razem z Zhuge tworzą militarną głowę sił sprzeciwiających się nikczemnemu Cao Cao. Nie widziałem tego aktora jeszcze w złej kreacji i tu ponownie udowadnia, że jest jednym z najlepszych. Na przeciw ich stoi Zhang Fengyi, aktor doceniany za świetną grę, od paru lat występujący tylko na deskach teatru. Rolę samozwańczego premiera Cao Cao, chcącego stać się władcą wszystkich królestw, zagrał świetnie, pokazując jednocześnie wielowymiarowy kształt postaci. Genialny strateg, bezwzględny, dwulicowy, a zarazem psychopata z obsesją, pragnący osiągnąć jeden dodatkowy cel. Na uwagę zasługuje Zhao Wei, ta młoda aktorka bardzo sympatycznie zagrała księżniczkę-chłopczycę, tworząc najlepszą rolę kobiecą w tym filmie. Według mnie najsłabiej wypadła Chilling Lin. Pan Bóg nie poskąpił jej urody, lecz niestety zapomniał obdarować ją talentem aktorskim. Piękna buzia to wszystko, co prezentuje na ekranie.

Podsumowując, film pokazuje, że potęga kina azjatyckiego, jak i samego chińskiego jest wielka. Amerykanie nigdy nie nauczą się robić tak doskonale kina historycznego, jak to robią twórcy z Chin. Film zachwyca od początku do końca, dając imponującą rozrywkę, do której będzie można wracać latami. Patrząc na te piękne krajobrazy, aż chciałoby się pojechać i zobaczyć je na własne oczy. My, w Europie będziemy mogli obejrzeć to dzieło w jednym długim filmie, którego data premiery zostanie ustalona po nowym roku. Liczmy, że dystrybutor Monolith, który nabył do niego prawa, nie pozwoli nam długo czekać na kinowy seans. W Azji podzielono go na dwie części, a pierwsza, którą tu recenzuję, ma być wstępem do wielkiego epickiego dzieła. Skoro wstęp tak imponuje, to jaki będzie finał?

5 z 9 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Czy wiesz, że?

Pressbook

Historia trzech królestw — W 208 roku n.e. w Chinach panowała dynastia Han. Cesarz Xian Di nie miał realnej władzy, był marionetką w rękach swego kanclerza Cao Cao, a Chiny podzielone były na kilka walczących z sobą państewek. Ambitny Cao Cao wypowiedział wojnę leżącemu na zachód królestwu Szu, którym rządził wuj cesarza, Liu Bei. Miał to być dopiero pierwszy krok, bo Cao Cao zamierzał... zobacz więcej

Komentarze 7

Avatar square 200x200

i_darek1x 2009-07-19 7

Interesujący ! – Efektowny !widowiskowy z rozmachem !Jakaś odmiana !
Film jest po prostu dobry !

MJ_MARTINO i_darek1x 2009-11-17 10

Mogę się zgodzić z Twoją opinią
Ze swojej strony polecam.

slodkam 2009-07-11 5

można obejrzeć ale nie trzeba – w zasadzie jest to 2,5h ekranizacja bitwy – muzyka i krajobrazy faktycznie są rewelacyjne, brak jest rozbudowanej fabuły, nieoczekiwanych zwrotów akcji itd., wg mnie można obejrzeć jeżeli akurat nic ciekawszego nie ma do oglądania

lechu_1982 2009-03-31 8

Całkiem całkiem………………….Polecam fanom takowych produkcij. – Mimo tego że film trwa 4,5 h (2 części po 2,15) nie nudzi i da się go obejrzeć jednym seansem. Mimo tego że trup ściele się gęsto a jeden z głównych bohaterów po finałowej bitwie stwierdza "tu i tak nie ma zwycięzcy’’ nie odczuwa się straty czasu oglądając ten film. I nawet fakt że w części drugiej rzeczywiście efekty specjalne są takie podupadłe i przypominają trochę nasze rodzime produkcje typu Quo Vadis lub Wiedżmim film jest wart obejrzenia. I nie ma co traktować za poważnie chińskich superprodukcji. Te całe latania i rozgromienia połowy armii przez jedną osobę to typowe smaczki w takowych produkcjach. Albo się to lubi albo nie. Mi osobiście film przypadł do gustu. Fanom takich produkcji polecam. A tak na marginesie to chińskie superprodukcje zawsze są tak spektakularne bo u nich nigdy nie zabraknie statystów. A wiadomo jak się ich wszystkich opłaci to może wtedy nie starczyć na efekty specjalne na miarę Hollywood.

Anonimowy 2008-08-16

Zawiedziony dwoma faktami… – Do oglądnięcia filmu zachęciła mnie recenzja Adama Siennicy.

"Świetny muzyczny klimat", "olśniewające krajobrazy", "wrażenie realności robią także kostiumy i scenografia"

Z tymi spostrzeżeniami się jak najbardziej zgodzę.

Niestety co do pojedynków, bitew mam odmienne zdanie. Przesada goni przesadę i nie jest to jej odrobina ale aż wręcz zatrzęsienie. Mianowicie tyczy się ona również kilku postaci, które w pojedynkę rozgramiały chordy wroga (śmiechu warte), walki w żadnym wypadku nie są realne aż rażą swoją sztucznością oraz wymyślnością uników, ciosów, ofiary odlatują na kilka metrów jakby po jakimś mega nadnaturalnym uderzeniu, widać technikę linek… Miał to być typowy realny film historyczny a nie w stylu przyczajonego tygrysa… Pierwsza połowa filmu jak najbardziej mi spasowała, ale w drugiej wszystko się posypało… w dodatku te beznadziejne wątki komediowe jakbym oglądał jakiś tani film w stylu komedii kung- fu. Mógł by to być naprawdę genialny film, niestety przez te wyolbrzymienia podczas walk oraz tandetny humor… Zobaczymy jak zaprezentuje się II część choć spodziewam się, że nic się nie zmieni. Miał to wyreżyserować zupełnie ktoś inny, który poważnie by podszedł do całego przedsięwzięcia zamiast nas karmić bzdurnymi motywami podczas walk.

kuba_wajda Anonimowy 2008-12-22 6

również mam mieszane uczucia. kilka elementów estetycznych rzeczywiście powala na kolana, ale odnośnie choreografii walki miałbym wiele do zarzucenia, a najbardziej chyba brak konsekwencji. bardzo, zbyt bardzo miesza się tu sprzeczny ze sobą realizm z groteskową ponadprzeciętną siłą niektórych bohaterów. także sama ilustracja "ruchów wojsk", choć czasami wprost genialnie rozprowadzona, zdaję się być jednak tylko nadmuchaną fabularnie strategią, gdzie tysiące małych żołnierzyków biega w lewo i prawo, kierując się, co najwyżej efektem wizualnym niż logiką przetrwania.
brakuje mi tu od twórców pewnej stanowczości – czy film ma być baśniowo-legendarny czy być prawdopodobną namiastką jakiejś tam prawdy historycznej. niestety ma sie wrażenie, że te dwa style ciągle ze sobą walczą. być może za wcześnie na pełny osąd i możliwe, że blask II części przyćmi i zagłuszy moje obecne obawy. oby.

6/10, póki co.

Anonimowy Anonimowy 2009-03-18

Właśnie miałem okazję oglądnąć DRUGĄ cześć http://fdb.pl/film/198725-chi-bi-xia-jue-zhan-tian-xia niestety DRUGA część filmu jest totalną klapą, toć to jedna wielka katastrofa. Nie sądziłem jednak, że aż tak się jeszcze zaniży poziom tego filmu i przeistoczy się w tak śmieszny, daremny produkt… John Woo stworzył raczej coś na miarę parodii historycznego kina azjatyckiego, reżyser musiał być chyba na jakimś odjechanym chajcu, aby stworzyć takie tandetne kino, fabuła jest tak żenująco głupawa z motywami, scenami tak bzdurnymi, że już gorzej naprawdę być nie mogło, śmiałem się jak dzieciak. DRUGIEJ części zniknął świetny muzyczny klimat, krajobrazy, przez większość akcję skupiono bardziej na jakimś tragicznym biadoleniu oraz relacji pomiędzy generałem, półgłówkiem któremu brakowało wszystkich klepek a laską (szpieg) w przebraniu żołnierza… zaś sama główna bitwa wykonanie, której było tak strasznie zpartaczone, że moim zdaniem to Uwe Boll już by nakręcił lepiej… film jest po prostu straszny!! Nie polecam naprawdę to dla mnie były stracone ponad 2 godziny, a z częścią I w sumie ponad 4.

Współtworzą