Rocky Balboa 2006

Balboa nie walczy już na ringu, lecz zajmuje się prowadzeniem restauracji. Próbuje też pogodzić się ze śmiercią żony i naprawić swoje stosunki z synem...

Reżyseria
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 4 zwiastuny

Zdjęcia Zobacz wszystkie 31 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Sylvester Stallone
jako Rocky Balboa
Burt Young
jako Paulie
Antonio Tarver
jako Mason "The Line" Dixon
Geraldine Hughes
jako Marie
Milo Ventimiglia
jako Rocky Balboa Jr.
Tony Burton
jako Duke
A.J. Benza
jako L.C.
Talia Shire
jako Adrian
Lou DiBella
jako On sam
Mike Tyson
jako On sam
Henry G. Sanders
jako Martin

Fabuła

Balboa nie walczy już na ringu, lecz zajmuje się prowadzeniem restauracji. Próbuje też pogodzić się ze śmiercią żony i naprawić swoje stosunki z synem... opis dystrybutora

Gatunek
Dramat, Sportowy
Słowa kluczowe
boks, relacja ojciec-syn, restauracja, trening zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2007-03-09 (kino), 2006-12-20 (świat), 2007-09-04 (dvd)
Dystrybutor
Imperial - CinePix
Wytwórnia
Metro-Goldwyn-Mayer (MGM)
Columbia Pictures
Revolution Studios zobacz więcej
Kraj produkcji
USA
Inne tytuły
Rocky: The Final (Japonia)
Rocky VI (USA) (tytuł roboczy)
Rocky VI: Puncher's Chance (USA) (tytuł roboczy)
Wiek
od 12 lat
Czas trwania
102 minut
Budżet
24 000 000 USD

Recenzje

Powrót w wielkim stylu 9
  • 2007-12-05
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Plotki o VI części zmagań Rocky’ego krążyły od dawna. Gdy w końcu ruszyły zdjęcia, niewielu było chyba zwolenników tego pomysłu. Podstarzały, dawno emerytowany bokser ma wrócić na ring?! Przecież to nonsens, pewna kompromitacja na każdym polu, niszczenie legendy (którą i tak solidnie naruszyła część V). Podczas projekcji szybko jednak zweryfikowałem swoje poglądy, gdyż okazało się, że „Rocky Balboa” dorównuje świetnej części I, a może nawet ją przewyższa.

„Włoski Ogier” nieuchronnie zbliża się do 60-tki, wiodąc spokojne i raczej samotne życie. Ukochana żona Adrian zmarła na raka, lecz pozostała najważniejszą osobą w jego życiu. Długie godziny spędza przy jej grobie, odwiedza ważne niegdyś dla nich miejsca. W zasadzie więc żyje przeszłością. Nie stał się jednak zgorzkniały, nadal uwielbia pomagać innym. Na życie zarabia prowadząc własną restaurację w Filadelfii, która cieszy się dużym uznaniem wśród klientów. Legenda Rocky’ego jest bowiem wciąż żywa, ludzie pozdrawiają go na ulicy, proszą o zdjęcia, autografy. Sam „Włoski Ogier” niewiele się zmienił – wciąż jest prostym człowiekiem o złotym sercu, dla którego najważniejsza jest rodzina. Ubolewa nad swoimi nienajlepszymi stosunkami z synem, który nie może się pogodzić, że ludzie patrząc na niego widzą jego ojca. I tak oto toczy się życie wielkiej niegdyś gwiazdy – spokojnie, skromnie i godnie, zapewne tak, jak chciałaby Adrian. Ten spokój zostaje zakłócony, gdy telewizja pokazuje komputerową symulację walki, z której wynika, że gdyby w ringu starli się obecny wielki mistrz Mason Dixon i Rocky Balboa, wygrałby ten drugi. Opinie ekspertów są zaś inne, wg nich włoski champion był przereklamowany. Rocky bierze sobie te słowa do serca i postanawia wrócić do boksu, ale tylko w lokalnym wydaniu. Zmienia jednak zdanie, gdy menedżerowie Dixona oferują mu pokazową walkę z aktualnym mistrzem. Stawką nie jest żaden pas, chodzi po prostu o show, a przy okazji część zysków przekazana zostanie na cele charytatywne. Balboa przyjmuje wyzwanie...

Wiele można zarzucić Sylvestrowi Stallone, kpić z jego aktorskich umiejętności itp., ale przyznać należy, że jest on wprost stworzony do tej roli. On nie gra Rocky’ego, on nim jest! Nie wierzę, że ktokolwiek stworzyłby tę kreację lepiej, i nie chodzi tutaj o jego technikę bokserską, ale o pokazanie drugiej strony osobowości pięściarza – człowieka dobrego, prostodusznego, z poczuciem humoru, podchodzącego z dystansem do samego siebie. I na tym głównie skupia się film. Sama walka i poprzedzający ją trening stanowi niewielką część, co wg mnie jest dużym plusem. „Rocky Balboa” nie jest bowiem filmem efekciarskim, to raczej wciągający dramat pokazujący widzom, że w życiu mimo rozmaitych przeciwności warto pozostać sobą.

Na duże słowa uznania zasługuje muzyka (oczywiście Bill Conti). Rzecz jasna nie mogło zabraknąć klasycznego motywu przewodniego, ale równie okazale prezentuje się cała warstwa instrumentalna, która świetnie podkreśla nastrój zwłaszcza w początkowych fragmentach filmu. To samo można powiedzieć o zdjęciach, jakby nieco przyciemnionych, ale bardzo naturalnych, wspaniale oddających obraz biedniejszych ulic Filadelfii. Skoro już o technicznych aspektach mowa, trzeba wspomnieć o ciekawym montażu. Mam tu na myśli zręczne „zaimportowanie” w kilku scenach postaci Adrian i Mickey’a, a także umieszczenie na ekranie podczas walki tabeli, zegara czy nazwisk, co sprawia, że mamy wrażenie oglądania prawdziwej relacji z bokserskiego starcia. Ten fragment filmu jest bardzo dynamiczny, publiczność reaguje żywo (okrzyki „Rocky! Rocky!”), a widz wyraźnie czuje gorącą atmosferę! Jest to z pewnością najlepiej zrealizowana walka ze wszystkich części, co specjalnie dziwić nie powinno, gdyż z jednej strony mamy ogólny postęp techniki filmowej, z drugiej większy budżet produkcji, ale co jest nie mniej istotne to fakt, iż przeciwnika Balboy zagrał bokser z krwi i kości, Antonio Tarver (fanom pięściarstwa nie trzeba przedstawiać).

„Rocky Balboa” na różnych płaszczyznach nawiązuje do poprzednich części. Poza kilkoma znanymi nam wcześniej postaciami, widzimy też charakterystyczny czarny kapelusz bohatera i szary dres do treningu. Ponadto „Włoski Ogier” znów ćwiczy w rzeźni Pauliego i wbiega po schodach unosząc ręce w geście tryumfu. Podobnych smaczków jest więcej, fani bez problemu je wyłapią. Czy zatem „Rocky Balboa” jest filmem sentymentalnym? W dużej mierze tak, ale jest zarazem filmem, z którego wypływa autentyzm. Tak, jak z części I.

W zdecydowanej większości każdy kolejny film dowolnej serii jest gorszy od poprzedniego. Nie inaczej było w przypadku „Rocky’ego”, tym bardziej sens powstania następnej części (i to po tak długim czasie) budził poważne wątpliwości. Na szczęście film Sylvestra Stallone (ponownie także scenariusz i reżyseria) skutecznie je rozwiał. Ponieważ jest to bardzo dobra produkcja, z której fani powinni być zadowoleni. A może nie tylko oni...?

5 z 8 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Powiązane filmy Zobacz wszystkie 6 powiązanych

Komentarze 30

Avatar square 200x200

Quagmire 2013-07-03 8

8/10 – Sylvestrowi wreszcie udało się powrócić do prostych emocji które były największą siłą pierwszej części. Kameralna opowieść o godnym starzeniu i zamknięciu wiecznie otwartych rozdziałów swojego życia, okazała się najlepszym sequelem Rocky’ego. Świetne zakończenie, dobrze, że do filmu nie weszło te alternatywne, które byłoby jednym krokiem za daleko.

Zobacz wszystkie 3 odpowiedzi Ukryj odpowiedzi
Beznickowy Quagmire 2013-07-03 2

Co Cię tak na Rocky’ego wzięło? :D To pewnie teraz na Rambo przyjdzie kolej;)

Quagmire Quagmire 2013-07-05 8

Obejrzałem jedynkę i jakoś tak poszło :)

Beznickowy Quagmire 2013-07-05 2

> Quagmire o 2013-07-05 18:26 napisał:
> Obejrzałem jedynkę i jakoś tak poszło :)

To tak jak u Bronka z potomkami ;)

rast26 2010-10-22 8

8/10 – Szczeze to nie byłem przekonany do tego filmu wpadł mi w rece prez przypadek i z niesmakiem go właczyłem spodziewałem sie czegos w stylu poprzednich czesci rocky ale z dziadziusiem Stalone na ringu tłukoncym wszystkich a tu pozytywny szok naprawde dobry film wart polecenia

TVpiotrek rast26 2011-10-29 10

Ostatnią walkę przegrał na punkty. Stallone’a zobaczymy w Niezniszczalnych 2, potem w 2013r w Rambo 5. Rocky 6 był ostatnią częścią. Napisałem gwoli przypomnienia ;-)

Pitbull 2009-07-17 10

Rocky Balboa – Czyli Wielki Powrót niezapomnianego Rocky’ego.
Tak jak ktoś napisał w recenzji to był powrót w wielkim stylu.

Kaziunejkos 2009-07-16 9

Bardzo dobry film – Nowa część Rocky’ego jest zdecydowanie lepsza od nowego Rambo.
9/10.

twenty Kaziunejkos 2009-07-17 9

Zgadzam się nowa część Rambo to porażka, a Rocky Balboa to solidny film.

Adam_Siennica Kaziunejkos 2009-07-18 9

Rocky pozytywnie zaskoczył i naprawdę dobry sequel – aż się zapomniało o kilku słabszych częściach serii.

A John Rambo był i tak lepszy :)

master602 2009-02-07 8

8/10 – według mnie film jest ok jak inne części myslałem że syn rockyego pójdzie w ślady ojca

Współtworzą