Panowie w cylindrach 1935

Top Hat

Aktorzy
, ,

Zdjęcia Zobacz wszystkie 1 zdjęcie

Obsada Zobacz pełną obsadę

Fred Astaire
jako Jerry Travers
Ginger Rogers
jako Dale Tremont
Edward Everett Horton
jako Horace Hardwick
Erik Rhodes
jako Alberto Beddini
Eric Blore
jako Bates
Helen Broderick
jako Madge Hardwick

Fabuła

Dodaj pierwszy opis

Gatunek
Komedia, Musical, Romans

Szczegóły

Premiera
1935-08-30 (świat)
Kraj produkcji
USA
Czas trwania
101 minut

Recenzje

Klasyka, ech, klasyka... 5

Stare filmy mają to do siebie, że... mogą się postarzeć. Tzn. próba czasu była wręcz katastrofalna w wypadku takich filmów jak M Fritza Langa, ale już z filmami Chaplina obeszła się nader łaskawie. Podobno komedie i musicale należą do najwolniej starzejących się gatunków, więc do emisji Panów w cylindrach usiadłem z miłą myślą.

Oto Fred Astaire stepując nad sypialnią Ginger Rogers, doprowadza ją do furii, jednak gdy tylko ją zobaczy - to polubi, pokocha a nawet "wystepuje" kołysankę. Następnie dostanie w twarz, ale to już inna historia. Bo opowieść tu przytoczona jest naprawdę zakręcona, nieco w stylu Drapieżnego maleństwa. Nikt nie wie, kto kim jest, co powoduje tym samym masę zabawnych sytuacji. Wprawdzie tempo wydarzeń jest nieco za wolne, ale nie zaczynajmy od błędów.

Na pierwszym planie są same zalety! A właściwie - jedna, duża: Fred Astaire. Przyznam się, że to dopiero mój pierwszy film z jego udziałem, ale od razu pełny pozytyw: jego rola została zagrana z polotem, fantazją i dystansem, jakiego można doszukiwać się tylko u tych największych: wspaniałe partie solowe, niekwestionowany talent do stepowania oraz wręcz szatański uśmiech w jednej scenie. Doprawdy, jeśli miałbym obejrzeć ten film tylko dla niego, nie wahałbym się ani chwili!

Tylko, czy mam wybór? Bo, jak już wspomniałem, zaleta jest tylko jedna, i jest nią Fred Astaire. Bo jak bym go nie uwielbiał, tak nie mogę przymknąć oka na różne, mniejsze lub większe, błędy i skazy: tempo wydarzeń jest stanowczo za wolne, piosenki - poza jedną - nijakie, a partie taneczne wespół z Ginger Rogers to niejako koszmarek jest: widać jak na dłoni, że to nie ta klasa. A nawet kilka klas, Astaire jest wręcz zmuszony pozbawiać się w nich swojej finezji, by dopasować się do "poziomu" Rogers - z całym szacunkiem dla niej.

A więc, warto czy nie? Szczerze mówiąc, nie wiem. Na pewno kiedyś wrócę do tego filmu, ale tym czasem zaczynam szukać innych filmów z Fredem Astaire. I wam chyba radzę to samo.

1 z 5 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Avatar square 200x200

Współtworzą