Pewnego razu na Dzikim Zachodzie 1968

C'era una volta il West

To właśnie Dziki Zachód. Claudia Cardinale gra prostytutkę, która zamienia się w madonnę. Henry Fonda wciela się w najczarniejszy charakter w swej karierze i jest w tym przekonujący jak nigdy: jego Frank, bezwzględny, psychopatyczny morderca, nie odczuwa żadnych wyrzutów sumienia po wymordowaniu całej rodziny. Jason Robardszobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 1 zwiastun

Zdjęcia Zobacz wszystkie 13 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Henry Fonda
jako Frank
Claudia Cardinale
jako Jill McBain
Jason Robards
jako Cheyenne
Charles Bronson
jako Harmonica
Gabriele Ferzetti
jako Morton
Paolo Stoppa
jako Sam
Woody Strode
jako Stony, członek gangu Franka
Jack Elam
jako Snaky, członek gangu Franka
Frank Wolff
jako Brett McBain
Keenan Wynn
jako Szeryf
Lionel Stander
jako Barman
Renato Pinciroli
jako Pierwszy oferent na aukcji

Fabuła

To właśnie Dziki Zachód. Claudia Cardinale gra prostytutkę, która zamienia się w madonnę. Henry Fonda wciela się w najczarniejszy charakter w swej karierze i jest w tym przekonujący jak nigdy: jego Frank, bezwzględny, psychopatyczny morderca, nie odczuwa żadnych wyrzutów sumienia po wymordowaniu całej rodziny. Jason Robards jest Metysem fałszywie oskarżonym o te zbrodnię, zaś Charles Bronson gra człowieka, który pamięta, jak brutalnie torturowano jego brata. opis dystrybutora

Gatunek
Western
Słowa kluczowe
zemsta, morderstwo, sadyzm, łuk zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
1968-12-21 (świat), 2003-10-09 (dvd)
Kraj produkcji
Włochy, USA
Inne tytuły
There Was Once the West (USA)
Once Upon a Time in the West (tytuł międzynarodowy)
Wiek
od 15 lat
Czas trwania
165 minut
Budżet
5 000 000 USD

Wiadomości zobacz wszystkie 3 wiadomości

Recenzje

Kiedy nadejdzie czas na ciebie... módl się, żeby to był ktoś kto umie strzelać 9

Jakiż inny tekst lepiej się nadaje do wyrzucenia z siebie wazeliniarskiej litanii ku postaci największego reżysera wszech czasów, jak nie recenzja poświęcona jego najlepszemu filmowi? Sergio Leone – mistrz przebijający w moim prywatnym rankingu wszystkich innych, z Kurosawą, Chaplinem i Hasem włącznie. Człowiek, którego wolna narracja po prostu mnie oczarowała. To on spowodował, że polubiłem westerny nie tylko w jej mutacji: spaghetti, ale i te klasyczne obrazy od Johna Forda czy Howarda Hawksa. To wraz z Jego kinem dotarło do mnie, że nie trzeba masy dialogów, kosmicznych efektów i nie wiadomo czego, by stworzyć obraz wciągający i mocny, który będzie się wspominać bardzo długo...

Ale wielki Sergio wcale tego filmu nie chciał; miał zamiar skończyć z westernami i zająć się "Dawno temu w Ameryce". Amerykańskie wytwórnie wymusiły jednak na nim stworzenie jeszcze jednego westernu, co zaowocowało nowym konceptem: kolejną, po "dolarowej" trylogią - a wyrośnie z niej nie byle co, bo najlepszy i najgorszy film wielkiego Włocha.

"Pewnego razu na Dzikim Zachodzie" miało stanowić początek dla 3 historycznych momentów, które utworzyły Amerykę. A zaczyna od budowy kolei...

Fabuła? Trzech typów czeka na stacji. Kim są? Na kogo czekają? Nie wiadomo. Widz nie dowie się tego aż do końca filmu. Pozostaje mu czekać... I czeka... Czekają razem: oglądający i tych trzech typów. Mucha. Krople wody cieknące z dachu. Wiatrak. Szum wiatru. Niecierpliwe spojrzenia. W końcu nadjeżdża pociąg. Nikt nie wysiada. Gdy oczekujący zaczynają już wracać, ciszę przerywa dźwięk harmonijki....

Dalsze opisywanie tej historii byłoby wielce niestosowne; raz, że każde najdrobniejsze zdradzenie niuansów tej opowieści będzie się równać odebraniem widzowi przyjemności jej samodzielnego odkrywania i smakowania każdego detalu. A dwa, że tak naprawdę tego zdradzania nie jest aż tyle...

Cały film jest jednocześnie mocno wydłużony i skoncentrowany – ma się wrażenie, że ujęcia trwają wręcz w nieskończoność, a jednak nie powodują znużenia... Każdy kadr w tym filmie jest przesiąknięty perfekcją, nie ma tu nawet jednej sekundy, jednego zbędnego słowa: czuć, że reżyser wiedział, czego chce. I to osiągnął.

No, oczywiście nie sam. Mistrz, nie mistrz, Sergio Leone to nie orkiestra. Wydatnie pomógł mu tu Ennio Morricone, tworząc chyba najgenialniejszą stronę muzyczną filmu, jaką udało mi się usłyszeć. Po prostu wszystko jest ze sobą pięknie zgrane: Cheyenne popycha lampę ku Harmonijce, ukazując jego twarz: muzyka – miodzio. Kamera podnosi się, by ogarnąć kadrem miasteczko: muzyka – cudo. A motyw z harmonijki będzie mi się śnic po nocach.

Jak już wspomniałem we wstępie, nie jest to klasyczny western, tylko jego odmiana: spaghetti-western. Nad wszystkimi różnicami między nim a klasycznym westernem nie będę się rozpisywać, ale o jednym muszę wspomnieć. O postaciach. Jak wiadomo, w spaghetti nie spotka się ludzi prawych do końca, w białym kapeluszu i takowych spodniach, z uśmiechem na wygolonej buzi. Tu wszyscy są spoceni, brudni, zarośnięci, smętni, ponurzy. Wydatnie pomagają tutaj aktorzy: Henry Fonda, który tworzy jedyną "czarną" kreację w swojej karierze. Charles Bronson, którego stalowa twarz idealnie pasuje do roli Harmonijki. Nie można również zapomnieć o Claudii Cardinale która, łamiąc wszelkie westernowe schematy, zostaje główną bohaterką tej opowieści...

Czy o czymś powinienem jeszcze napisać? Jutro pewnie obudzę się ze świadomością, że o czymś zapomniałem. Jednak w wypadku tego filmu nie można pisać o wszystkim, powtarzając się: widz musi sam odkryć ten film. O minusach nie ma nawet co wspominać, bo ten film ich nie posiada. Niektórych może odstraszyć czas projekcji, inni stwierdzą "nudny". Ale... Sergio Leone kręcąc ten film, stworzył autentyczne mistrzostwo świata, które czaruje mnie od pierwszej do ostatniej minuty.

0 z 2 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Czy wiesz, że?

Ciekawostka

W filmie ginie 29 osób. zobacz więcej

Wpadka

W sekwencji otwierające film, czarnoskóry strzelec pije wodę ze swojego kapelusza. Jednak w następnych ujęciach, kiedy trzech rewolwerowców stoi naprzeciw Harmonijki kapelusz jest suchy i pokryty kurzem. zobacz więcej

Komentarze 10

Avatar square 200x200

bizarre 2015-02-27 8

8/10 – Klimat tego filmu nie bez powodu jest legendarny. Składają się na niego genialna muzyka Ennio Morricone i piękne, majestatyczne zdjęcia Dzikiego Zachodu. Film trwa prawie trzy godziny, nie dzieje się nic spektakularnego, ale seans jest bardzo przyjemny.
Minusem według mnie jest dźwięk, a raczej te wszystkie dźwięki dodane w postprodukcji, które brzmią nienaturalnie i odrobinę kiczowato (latająca mucha, odgłosy uderzenia w twarz itp.) ale można na to z łatwością przymknąć oko.
Aktorzy spisali się bez zarzutu, ale nie ma tu mowy o ich popisach, bo nie mieli ku temu okazji. Za to postacie, które kreują wręcz ociekają charyzmą. To tacy małomówni mistrzowie ciętej riposty.
Swietną postacią jest Mężczyzna z Harmonijką, także cały motyw harmonijki został kapitalnie wymyślony.
Nie zakochałem się od pierwszego wejrzenia w "Pewnego razu na Dzikim Zachodzie", ale rozumiem dlaczego ten film stał się klasyką kina.

mirob1 2011-04-12 9

Super – Ulubieniec

archipankrator 2010-01-10 10

wszystko – już zostało tu powiedziane

Redox archipankrator 2010-08-15 9

To w takim razie czemu ma służyć twój post? :)

Matejsoner11 2009-10-08

Najlepszy western w historii – Najlepszy film Leone. Genialna muzyka, scenariusz i aktorzy. 10/10 i polecam!!!!!!

Redox Matejsoner11 2010-01-10 9

W filmografii Leone’a bardziej sobie cenię "Dobrego, złego i brzydkiego", ale oczywiście dzieło to bezapelacyjnie perfekcja, czyste mistrzostwo gatunku.

Smuci mnie jedynie tragiczna średnia, jaką film ma na tym portalu → "6.7/10 (46 głosów)" (!)

Redox 2009-06-19 9

Znakomity! – Całkowite skupienie od pierwszej do ostatniej minuty. Choćbym chciał to jakiś większych minusów nie potrafiłbym wymienić. Te wszystkie powolne ruchy kamery, przybliżenia, genialna muzyka genialnego Morricone, błyskotliwy scenariusz, ta długa czołówka (rekord?), wspaniale wykreowane postacie, obalające stereotypy występujące w klasycznych westernach, nakładają się na mistrzowskie widowisko.

Trzeci najlepszy film reżysera!

9/10

Współtworzą