Henry - Portret seryjnego mordercy 1986

Henry: Portrait of a Serial Killer

Reżyseria
Scenariusz
,
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 1 zwiastun

Obsada Zobacz pełną obsadę

Mary Demas
jako Martwa kobieta
Michael Rooker
jako Henry
Anne Bartoletti
jako Kelnerka
Elizabeth Kaden
jako Zamordowana żona
Ted Kaden
jako Zamordowany maż
Denise Sullivan
jako Unosząca się kobieta
Anita Ores
jako Kupujący na deptaku #1
Megan Ores
jako Kupujący na deptaku #2
Cheri Jones
jako Kupujący na deptaku #3
Monica Anne O'Malley
jako Ofiara na deptaku
Bruce Quist
jako Mąż
Erzsebet Sziky
jako Autostopowiczka

Fabuła

Dodaj pierwszy opis

Gatunek
Horror, Kryminał, Thriller

Szczegóły

Kraj produkcji
USA
Wiek
od 18 lat
Czas trwania
83 minut

Recenzje

Nie mamy jeszcze recenzji do tego filmu, bądź pierwszy i napisz recenzję

Komentarze 1

Avatar square 200x200

Matejsoner11 2011-05-11

6/10 – Film z początkiem i zakończeniem, pozbawiony środka.

Początek jest klimatyczny i nieźle pomyślany, choć nieco kiczowaty: oto mamy nagie ciało kobiety, porzucone gdzieś na bagnach, potem krótką scenkę z Henrym w restauracji, znowu przebitka na martwe ciało, Henry na autostradzie, przebitka na trupa…Kurde, myślę sobie, podoba mi się!

Niestety, potem twórcom zaczyna brakować i pomysłów i jaj. W szczególności tego pierwszego. Bo to Henry, razem z przygłupim kumplem, zabijają ludzi: a to dla zabawy, a to dla odreagowania nerwów, a to za telwizor i kamerę…Koncept był ciekawy: pokazać morderstwo jako zwykłą, prozaiczną czynność, nie różniącą się od wyskoczenia na browca (co też po każdym trupie dwaj kumple czynią). I tu zaczynają się schody, bo nie wiem, czy reżyser miał na celu ukazanie większości zabójstw z pewnym dystansem, na zimno, bez emocji, czy też po prostu zabrakło mu zdolności, by w tę najważniejszą część filmu włożyć jednak nieco pracy i serca. Dlatego też, środkowa część filmu, na tle klimatycznego początku, wypada bladziutko, zarówno pod względem budowania napięcia, czy też wzajemnych relacji pomiędzy bohaterami.

Za to reżyser odzyskał w moich oczach w ostatnich minutach: pokazał, że jednak ma jaja, żeby nakręcić coś dosadnie, bez niepotrzebnych cięć i, co najważniejsze, z odpowiednią dawką dramatyzmu i suspensu. Szkoda tylko, że zakończenie, pomimo bardzo dobrego wykonania, kuleje znacznie pod względem fabularnym, czyt: jest banalne do bólu.

No i na koniec zostawiłem do opisania zdecydowanie największy plus tego filmu, czyli rolę Michaela Rookera. Jako Henry, tak prostymi aktorskimi sztuczkami, jak niewyrażająca większych uczuć twarz i spokojny głos, potrafił stworzyć sugestywną kreację chorego psychicznie faceta, którego dosięgają traumy z dzieciństwa. Jak na tak mocno średniawy scenariusz, Rooker wykrzesał ze swojej postaci, ile tylko mógł.

Współtworzą