Giganci ze stali 2011

Real Steel

Historia osadzona w niedalekiej przyszłości. Poznajemy świat trochę innego boksu, bo zawodnicy nie spotykają się bezpośrednio na ringu, a sterują, ważącymi prawię tonę, robotami, które wyglądem bardzo przypominają ludzi. Opowieść skupia się na zdesperowanym promotorze (Hugh Jackman), który wierzy, że odnalazł mistrza pośród… zobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
,
Aktorzy
, ,

W telewizji

HBO, 05 grudzień 2016, poniedziałek 18:05 (Polska) zobacz więcej

Zwiastuny Zobacz wszystkie 7 zwiastunów

Zdjęcia Zobacz wszystkie 55 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Hugh Jackman
jako Charlie Kenton
Dakota Goyo
jako Max Kenton
Evangeline Lilly
jako Bailey Tallet
Anthony Mackie
jako Finn
Kevin Durand
jako Ricky
Hope Davis
jako Ciocia Debra
James Rebhorn
jako Marvin
Karl Yune
jako Tak Mashido
Olga Fonda
jako Farra Lemkova
John Gatins
jako Kingpin
Sophie Levy
jako Wielka siostra
Tess Levy
jako Mała siostra

Fabuła

Historia osadzona w niedalekiej przyszłości. Poznajemy świat trochę innego boksu, bo zawodnicy nie spotykają się bezpośrednio na ringu, a sterują, ważącymi prawię tonę, robotami, które wyglądem bardzo przypominają ludzi. Opowieść skupia się na zdesperowanym promotorze (Hugh Jackman), który wierzy, że odnalazł mistrza pośród odrzuconych robotów. nathalie

Gatunek
Akcja, Dramat, Sci-Fi, Sportowy
Słowa kluczowe
robot, nadzieja, boks, walka zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2011-10-14 (kino), 2011-09-06 (świat), 2012-02-24 (dvd)
Dystrybutor
Forum Film Poland
Wytwórnia
Touchstone Pictures
DreamWorks SKG
21 Laps Entertainment zobacz więcej
Kraj produkcji
USA, Indie
Inne tytuły
Real Steel: The IMAX Experience (USA)
Wiek
od 12 lat
Czas trwania
127 minut
Budżet
110 000 000 USD

Wiadomości zobacz wszystkie 25 wiadomości

Recenzje

Gigantyczne roboty zastąpiły na ringu bokserskim ludzi. Czy skutecznie? 8
  • 2011-10-11
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Możliwe spoilery “Chleb i igrzyska” to dwa elementy, którymi najłatwiej było zadowolić rzesze obywateli rzymskich. Pomimo kilku tysiącleci, nadal lubimy patrzeć, jak inni rywalizują o nagrody i tytuły. W legalnej rozrywce nie można dobijać rannych, ale co by było, gdyby istniała możliwość zaspokojenia zapotrzebowania widowni na przemoc bez ofiar w ludziach?

Reżyser Shawn Levy pokazał nam zupełnie nową wizję sportu. W niedalekiej przyszłości, w roku 2020 ktoś poszedł po rozum do głowy i zaczęto konstruować roboty do walk bokserskich. Maszyny przypominają ludzi, biją się jak ludzie, ale jednak nimi nie są. Nie trzeba ich trenować, jedynie programować. Walka bokserska przypomina teraz jedną wielką grę komputerową, a „trenerzy” na żywo prowadzą swoich podopiecznych za pomocą wymyślnych urządzeń sterujących. Tego rodzaju walki są wręcz brutalniejsze, gdyż robot nie czuje bólu, nie ma skrupułów, nie zna strachu, nie męczy się. Jak nietrudno się domyśleć, boks z udziałem ludzi stracił swoją rację bytu.

Główny bohater filmu, Charlie Kenton, był zawodowym bokserem wagi ciężkiej, a teraz utrzymuje się z organizowania nie do końca legalnych walk robotów w podrzędnych mieścinach. Prowadzi typowy, kawalerski styl życia, mieszkając w ciężarówce. Nie stroni od kieliszka i poza tym tonie po uszy w długach. Nie sposób go polubić. Nawet nie starałam się wzbudzić w sobie do niego sympatii, bo spodziewałam się nagłego zwrotu w jego życiu, który diametralnie go odmieni. Moją jedyną bolączką było to, jak reżyser tego dokona. Czy zaserwuje nam podręcznikową przemianę złego typa w dobrego gościa? Czy może…

Bohaterowie najczęściej zmieniają się pod wpływem śmierci ważnych dla nich osób bądź w momencie pojawienia się nowego życia. Tak było w tym przypadku. Porzucona przed dziesięcioma laty partnerka Charliego umiera i on jako biologiczny ojciec musi teraz zająć się 11-letnim Maksem. Chłopiec od początku zdaje sobie doskonale sprawę ze swojej sytuacji i nie wiąże z nowo poznanym ojcem żadnych nadziei. W ich relacji nie ma ani odrobiny ciepła, ba, nawet nie ma śladu wyrzutów sumienia u Charliego. Reżyser bardzo wiarygodnie skonstruował obie postacie. Patrząc na nich ma się wrażenie, że widzimy dwóch chłopców, z których jeden ma trochę więcej lat i jest nieco wyższy. Nić porozumienia udaje im się nawiązać poprzez wspólną pasję, jaką jest boks robotów. Przez moment obawiałam się jakichś przydługich, lirycznych wspomnień o matce chłopca, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Dalej reżyser idzie za ciosem filmów tego gatunku, tylko że niedocenianego zawodnika, najczęściej pochodzącego z dołów społecznych, zastąpiła maszyna. Na śmietniku znajdują porzuconego robota, którego oczyszczają, naprawiają i zaczynają trenować. Od początku jest jasne, że owo trio zawędruje na sam szczyt. I tak też się stało. To tyle jeśli chodzi o fabułę i ogólny zarys.

Przyznam szczerze, że w swoim życiu widziałam sporo filmów poświęconych światu sportu i jeszcze więcej familijnych, dlatego podążając za stereotypami, pozastawiałam szereg pułapek. Muszę przyznać, że z większości z nich reżyser wyszedł obronną ręką. Przykładowo, czekałam z szyderczym uśmiechem na moment, gdy robot zostanie uczłowieczony, zaczną w grę wchodzić emocje, a na końcu zostanie przyjęty do rodziny i dostanie swój własny pokój. Jednak reżyser pozostawił tę kwestię w doskonałej równowadze, nie dodając więcej emocji, niż było potrzeba. Podobnie miała się sprawa z relacjami ojca i syna. Bardzo obawiałam się, że znów zostanie nam wciśnięty amerykański moralitet. A jednak… Reżyser pamiętał, że głównego bohatera zaprezentował nam jako niedojrzałego, egoistycznego faceta. Pewne jego dobre cechy zostały wyciągnięte na wierzch, ale wszystko zostało w dobrym tonie wiarygodności. Zazwyczaj w tego rodzaju filmach ojcowie wyrażają filozoficzne treści o życiu, a potem patetycznie padają sobie z dziećmi w ramiona. Tu relacje ojca i syna nie zostały w sposób cudowny uzdrowiony. Ot, zapanowała w nich serdeczność i… tak, można powiedzieć już o początkach rodzicielskiej miłości.

A chłopiec i jego robot? Max od początku filmu wydaje się być bardziej dojrzały niż jego ojciec i tak w zasadzie pozostaje do końca. Reżyser nie czyni wielkich wysiłków, żeby ten pogląd u widza zmienić. To właśnie on odnajduje na starym wysypisku zakopanego robota i podejmuje trud remontu, wyczyszczenia itd. Kiedy okazało się, że Atom rozumie, co się do niego mówi, struchlałam. Z drżeniem serca oczekiwałam rozwoju akcji w kierunku tworzenia się głębokiej przyjaźni między chłopcem i maszyną oraz dialogu „Kocham cię Max!”, „Kocham Cię Atom!”. Na szczęście Shawn Levy ominął tę pułapkę, nie starając się wciskać widzom żadnych sentymentalnych kawałków.

Skoro już mowa o sentymentach, nie mogło się obyć bez wątku romantycznego. Został on jednak tak zręcznie wmontowany w ten twardy świat boksu, że nie razi, a nawet ukazuje dobitniej dojrzewanie Charliego.

Filmu z pewnością nie można zaliczyć do kameralnych. Walki pokazywane są jak należy – brutalne, hałaśliwe widowiska z tryskającym smarem i latającymi kawałkami stali. Aż sama byłam zdziwiona, gdyż nie przepadam za hałaśliwym kinem, a jednak… Ten film wciągnął mnie bez reszty, podobnie jak większość widowni. Na sali, mimo sporej liczby dzieci, w miarę rozwoju akcji zalegała cisza i trwała nieprzerwanie aż do napisów końcowych. Poza tym reżyserowi udała się jeszcze jedna rzecz, mianowicie, naprawdę trudno było się powstrzymać od kibicowania i okrzyków „Dołóż mu! Wstań! Nie daj się!” Dawno nie zostałam tak zaangażowana w oglądaną treść. Dziewczynka siedząca za mną i nerwowo podskakująca na siedzeniu podczas finałowej walki również.

Myślę, że nie do przecenienia jest tu rola znakomitej muzyki, skomponowanej przez Danny’ego Elfmana. Kompozytor znakomicie poradził sobie ze stworzeniem ścieżki dźwiękowej z mocnym, rockowym brzmieniem.

Na tym idealnym pancerzu ze stali pojawiła się jednak rysa. Ze względu na specyfikę gatunku, film był dubbingowany. Bardzo raziło mnie, że bohaterowie wypowiadali się jak typowe „równiachy”. Nie mam na myśli tego, że w filmach powinno prowadzić się dialogi z wyszukanym słownictwem itd. Miejscami po prostu ten uliczny żargon był aż przesadzony. Niemniej jest to do przeżycia i myślę, że spodoba się młodszej publice.

Roboty w Gigantach ze stali nie są tak uczuciowe jak WALL-E, nie są tak niezniszczalne i inteligentne jak Transformery – są tak autentyczne i realistyczne, jak tylko może być maszyna. Historia opowiedziana w filmie również jest poprowadzona w przyjemnych granicach realizmu. Z całą pewnością jest to film dla całej rodziny.

2 z 5 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 10

Avatar square 200x200

jacks 2012-04-11 8

8/10 – dla małych i dużych chłopców – Świetne kino familijne. Ani przez moment nie można się nudzić. Łatwo zauważyć prostotę scenariusza, jednak film w tej kategorii wiekowej powinien taki posiadać. Oglądałem w oryginale więc nie wiem jak wypadł dubbing, ale angielska wersja wyszła naprawdę nieźle. Zdecydowanie polecam.

hejfalubaz jacks 2012-04-11 8

Angielska wersja naprawdę niezła, gorzej że tłumaczenie wyglądało jak ściągnięte z dubbingu…
Noisy Boy = Łomot ??!? O_o

rosomak2008 2012-01-29

8/10 – A mnie sie film bardzo podobal. Moze i scenariusz oklepany, ale film sprawia wielka frajde. Roboty walczace ze soba jak bokserzy-niezle:) A glowny bohater-robot przypomina mi troche Rockiego i jego pierwsza walke, gdzie z bokser z nikad staje do walki o mistrzostwo swiata. Nawet przebieg walki mi sie kojarzyl z tamtym filmem:) Polecam zwlaszcza dla osob interesujacych sie tematyka robotyki.

Zobacz wszystkie 3 odpowiedzi Ukryj odpowiedzi
caryca84 rosomak2008 2012-03-12 8

Też 8/10 – cieszę się, że oszczędzili mi łzawego zakończenia :) Film dobry i wywołuje fajne emocje.

Wkurzało mnie tylko, że ta Bailey 5 razy na minutę mówiła "Charlie", przez co jej dialogi brzmiały sztucznie.

luk_milew rosomak2008 2012-04-23 8

> rosomak2008 o 2012-01-29 19:05 napisał:
> A mnie sie film bardzo podobal. Moze i scenariusz oklepany, ale film sprawia
> wielka frajde. Roboty walczace ze soba jak bokserzy-niezle:) A glowny
> bohater-robot przypomina mi troche Rockiego i jego pierwsza walke, gdzie z
> bokser z nikad staje do walki o mistrzostwo swiata. Nawet przebieg walki mi sie
> kojarzyl z tamtym filmem:) Polecam zwlaszcza dla osob interesujacych sie
> tematyka robotyki.
Zgadzam sie. Nawet emocje podobne jak podczas oglądania Rocky’ego. Film naprawdę dobry i godny polecenia.

Mis_Koralgol rosomak2008 2016-03-02 8

@rosomak2008 Jak najbardziej się zgodzę. Na film trafiłem przypadkiem, nic nie słyszałem jak wyszedł. Nie spodziewałem się dobrego filmu, taka bajeczka. I o ile to rzeczywiście była bajeczka, to naprawdę porządnie wykonana. Wszystko na swoim miejscu, aktorzy dobrze zgrani, rytm dobrze utrzymany. Jest gościu na dnie, jest od zera do bohatera, zmaganie się z przeciwnościami i nawet fajna muzyka (chociaż nie wyczułem wielkości – musiała być dobra, skoro film się podobał – taki film mocno opiera się na muzyce :) ).
Ogólnie tak jak już było powiedziane – porządne kino familijne dla małych i dużych chłopców. Myślę że najlepszy film w tej kategorii jaki widziałem w ostatnich latach (nie żebym był znawcą :))

FilmowyJoker 2012-01-22 9

Oglądałem z zaciekawieniem – Oglądając film nigdzie wcześniej nie widziałem reklamówek oraz nie słyszałem o nim. Włączając film nie spodziewałem się niczego , lecz z każdą chwilą film ciekawił mnie coraz bardziej , zwykły mały chłopiec uratowany przez rękę robota , który został wyrzucony na wysypisko śmieci. Odnalazł w sobie, więź do robotów. Jego ojciec był okrzyknięty pechowcem w tej dziedzinie robotyki , gdy chłopiec zaczyna poznawać budowę robota i co On może zdziałać. Pragnie tylko jednego walki. Pierwsza walka zwycięska i dzięki niej zwykły szary robot zapomniany przez innych odnosi małymi krokami. Wielki sukces aż do dnia walki z gigantem robotów Zeusem, polecam wszystkim ten film wart jest spędzenia przed telewizorem tych kilku chwil.

i_darek1x 2012-01-07 5

Średni ! – Mały wielki robot dał czadu ! Ogólnie dobrze się ogląda !
Nieźle prezentuje się Olga Fonda !

pablito54 2011-10-17 6

może być 6/10 – reklamówka świetnie zrobiona, napaliłem się, ale…
film to już inna bajka!
mocno oklepany scenariusz, niczym nie zaskakuje…
ogląda się lekko, mózg odpoczywa, taki film familijny na niedzielne popołudnie
6/10

zAwI pablito54 2011-11-12

według mnie reklamówka nie sugeruje powalającej produkcji. Roboty na ringu-to powinno być mocne pired..nięcie, a sceny pojedynków w zwiastunach…po prostu są. Takie moje zdanie. W zasadzie po zwiastunie dałem ocene max 6.5/10 i widze, że wcale się nie myliłem:)

Współtworzą