Źródło 2006

The Fountain

Głównym bohaterem opowieści jest człowiek poszukujący nieśmiertelności. Taką moc ma dać "drzewo życia", które znajduje się gdzieś w Ameryce Środkowej i jest poszukiwane od wielu stuleci. Ostatecznie to śmierć ma być częścią nowego odrodzenia...

Reżyseria
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 2 zwiastuny

Zdjęcia Zobacz wszystkie 40 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Hugh Jackman
jako Dr Tom Creo
Rachel Weisz
jako Izzi Creo
Ellen Burstyn
jako Dr Lillian Guzetti
Mark Margolis
jako Ojciec Avila
Stephen McHattie
jako Silecio, starszy inkwizytor
Fernando Hernandez
jako Lord Xibalba
Cliff Curtis
jako Kpt. Ariel
Sean Patrick Thomas
jako Antonio
Donna Murphy
jako Betty
Ethan Suplee
jako Manny
Richard McMillan
jako Henry
Lorne Brass
jako Dr Alan Lipper

Fabuła

Głównym bohaterem opowieści jest człowiek poszukujący nieśmiertelności. Taką moc ma dać "drzewo życia", które znajduje się gdzieś w Ameryce Środkowej i jest poszukiwane od wielu stuleci. Ostatecznie to śmierć ma być częścią nowego odrodzenia... opis dystrybutora

Gatunek
Dramat, Sci-Fi, Romans
Słowa kluczowe
kosmos, drzewo życia, pogrzeb, królowa zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
2006-10-06 (kino), 2006-09-04 (świat), 2007-07-03 (dvd)
Dystrybutor
Imperial - CinePix
Wytwórnia
Warner Bros.
Regency Enterprises
Protozoa Pictures zobacz więcej
Kraj produkcji
USA
Inne tytuły
The Last Man (USA) (tytuł oryginalny)
Wiek
od 15 lat
Czas trwania
96 minut
Budżet
35 000 000 USD

Wiadomości zobacz wszystkie 1 wiadomość

Recenzje

Sztuka Empatii 10
  • 2009-12-30
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Możliwe spoilery „To Ty...

Przeciągnęłaś mnie przez czas”

Darren Aronofsky na opinie jednego z najbardziej interesujących, utalentowanych i enigmatycznych reżyserów współczesnej kinematografii zasłużył sobie już jakiś czas temu. Jego debiut Pi, dzisiaj znany już nieco szerszej publiczności stał się niewątpliwie autorską wizytówką reżysera, u którego trudno dostrzec jakiekolwiek inspiracje filmowe. Kolejne dziecko tego Brooklińskiego reżysera Requiem for a Dream, które zostało niestety okrzyknięte kolejnym filmem o ćpunach, pozwoliło w pełni dostrzec autorski warsztat, kunszt a przede wszystkim niepowtarzalny styl Aronofsky'ego. Począwszy od industrialnych, ciężkich obrazów przywołujących na myśl muzykę Lustmord i cyberpunkowe, kultowe już serie Tetsuo, a na biblijnych przypowieściach kończąc, reżyser stara się nie odnajdywać specjalnie środków przekazu, karmiąc nas bardziej swoim zafascynowaniem prostotą człowieka, jego ewolucją i nie tyle intelektualizmem [nawet w przypadku Pi] a jego zmysłowością.

Nowy film Aronofsky'ego, co powinno nieco dziwić po kasowym sukcesie Requiem for a Dream wchodził do polskich kin tak, jakby nikt go tam nie chciał. Chętni na obejrzenie filmu w kinie musieli wybrać się do kameralnych sal ze wszystkich stron omijając multikina. Może być to jednak powód do zadowolenia, bo jeśli rozochocona publiczność parę lat temu obrzucając się popcornem w zafascynowaniu oglądała kolejny hit o narkomanach to wypada się szybko zastanowić i stwierdzić że oglądali inny film. Nieszczęsna potrafi być popularność filmu, szczególnie kiedy jest on źle rozumiany. Po paru miesiącach od premiery The Fountain muszę przyznać, że nierozumienie odbiorców idzie w parze z każdym jego kolejnym filmem. Ciekawa rekomendacja.

Źródło opowiada jedną historie, lecz przedstawioną na trzech płaszczyznach. Adekwatnie do struktury filmu i tego co na ekranie się pojawia można by nazwać je satelitami. Film rozpoczyna się historią Hiszpańskiego konkwistadora Tomasa Creo, który w XVI wieku z polecenia królowej poszukuję legendarnego Drzewa Życia. Niezależnie [do pewnego momentu] na ekranie opowiadana jest nam następnie historia współczesnego lekarza/naukowca o tym samym imieniu maniakalnie poszukującego lekarstwa dla swojej chorej na raka żony. Trzecią płaszczyzną jest może nie tyle przyszłość, co pewnego rodzaju wizje tego samego człowieka poruszającego się wraz z wielkim drzewem w ogromnej bańce. Podróżującego ku światłu.

Estetyka i kolory filmu poszły jeszcze dalej w stosunku do poprzednich dokonań reżysera. Film samymi barwami staje się dla odbiorcy w pewien sposób przygnębiający, a zarazem ezoteryczny, wyrwany z miejsc których na pewno nie mijaliśmy idąc do kina. Ciemne, przeżółkłe zdjęcia, dominujące w filmie sprzyjają refleksji, bo same w sobie niosą poczucie samotności i beznadziei. Często kontrastem do tych obrazów jest śnieg i tylko śnieg. Praca kamery w każdej z płaszczyzn jest flegmatyczna i zachowawcza, pozwala skupić się nad tym co widzimy, a nie nad tym jak zostaje nam przedstawione. Taka realizacja pozostawia dużo miejsca aktorom, to im mamy się przyglądać. Kolory mają nam ułatwić jedynie wczucie się w stan emocjonalny bohaterów. Hugh Jackman w roli konkwistadora/naukowcy i Rachel Weisz w roli chorej żony/królowej pokazali klasę. W filmie nie ma mowy o papierowych postaciach, którzy ratują kiepski warsztat masą niepotrzebnych dialogów. Film ociera się o granice teatralności będąc tym samym bardziej naturalnym i przejmującym w przekazie. Mowa tu jednak o rzemieślniczym zapleczu autorów, a nie w tym tkwi siła Źródła.

Darren Aronofsky przyzwyczaił już jak zawsze zahaczając o kultury i religie sprzedaje niesamowicie ciekawe i rozbudowane historie. Autor nic nikomu nie wpycha do głowy, Źródło jak każdy poprzedni film to opowieść, a nie gotowe rozwiązania czy też uniwersalne tłumaczenie czegokolwiek. Film wykracza poza świat fizyczny i intelektualny, jego celem jest działać na zmysły, uczucia, wyobraźnie, obudzić u widza empatie, którą właśnie chyba popularna kinematografia zabiła. To jak oceniamy takie filmy jak ten świadczy o tym jak wąscy jesteśmy w swojej wyobraźni, na co nie możemy się otworzyć, a na co możemy, ale nie mamy ochoty. W przypadku tego filmu jest to jedna historia, z jedną miłością, z jedną tą samą nadzieją w każdej płaszczyźnie filmu. Nawet z tym samym zakończeniem – zupełnie nie moralizatorskim, ani pozytywnym, ani negatywnym – po prostu zmysłowym. Aronofsky kolejny raz pokazał, że robi filmy o rzeczach, zjawiskach i emocjach, których on jak i nikt inny całkowicie zrozumieć po prostu nie może. Doszukiwanie się rzeczowego wyjaśnienia to walka z wiatrakami – niepotrzebna i niemożliwa. Nie na tym polega jego kino, je powinno się wchłaniać, odbierać jak zjawiska które nas ujmują, lecz których wcale do końca nie potrafimy zrozumieć.

Muzyka Clinta Mansella to temat na osobną recenzje. Piękny i przejmujący soundtrack ocierający się o minimalistyczny fortepian i ambient przepełniony partiami smyczkowymi nie jest tłem, a bardzo wyraźnym współautorem tego co czujemy po napisach końcowych. Notabene „The Fountain Motion Picture Soundtrack” jest podajże najlepszą ścieżką dźwiękową ostatnich lat.

Sumując The Fountain to film trzymający niebanalny poziom reżysera. To film, który bez pretensjonalności opowiada nam starą jak świat historie miłości, historie śmierci i odwiecznego poszukiwania na nią lekarstwa. Nie dając nam odpowiedzi, nie pocieszając, nie dając pozytywnego zakończenia ma w sobie jednak coś co uspokaja. Coś z czym wychodzimy z kina zadowoleni. Bogatsi o to, o czym być może wcześniej nawet nie rozmyślaliśmy. Film mimo swojej dramaturgi karmi nadzieją, nie jest to jednak spowodowane samozwańczymi hasłami współczesnego New Age do którego niewątli piwie ten film należy, lecz zwykłą ludzką wrażliwością.

3 z 5 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Czy wiesz, że?

Ciekawostka

Nazwisko Toma Creo po łacinie oznacza "tworzę", a w języku hiszpańskim "wierzę". zobacz więcej

Pressbook

Możliwe spoilery Jeden człowiek. Jedna miłość. Jedno dążenie. Jedno przeznaczenie. — Znając solidne przesłanie swego zamysłu, Aronofsky zaczął szukać motywacji dla postaci, która rzuciłaby się z pasją na poszukiwanie Źródła. Thomas Creo – jako konkwistador, naukowiec i astronauta – ma wytyczony cel i pasję. Ale opowiadanie o człowieku, który nie chce zaakceptować swego losu i losu tych, których kocha, jest dziś wyzwaniem szczególnym. „Trudno teraz... zobacz więcej

Komentarze 50

Avatar square 200x200

bodek75 2013-12-15 6

Gatunek filmu. – Może to i mało istotne , ale moim zdaniem powinien być jeszcze zakwalifikowany jako fantasy , a nie Sci – fi.
A co do samego filmu to muszę przyznać , że oglądało mi się dość ciężko. Wyrafinowany , można by rzec , że taki jakiś filozoficzny skłaniający do refleksji nad życiem. W filmie mamy różnego rodzaju przenośnie , a także odniesienia do jakiś średniowiecznych wierzeń no i do samej biblii.
Zdaję mi się , że ten rodzaj filmu trzeba po prostu lubić. Obraz dosyć dobry , ale do mnie trafił raczej słabo.
6/10

ALVAREZ 2009-08-19

MIESZNE ODCZUCIA – Szczerze mówiąc dziwi mnie ten wielki zachwyt nad filmem.Owszem,tworzy wokół siebie jakąs taką tajemniczą aure i szczególną atmosferę,ale dla mnie nie wystrcza to aby zaliczać go do arcydzieła.Zwłaszcza,że role głównych bohaterów nie są zbyt przekonywujące.Powiedziałbym nawet,że są sztuczne.Szczególnie nie pasował mi tu w ogóle H.Jackman.Również przyczepiłbym sie do fabuły,która na siłe próbuje wywrzeć na nas wielkie wrażenie.

majak01 2009-10-17 8

8/10 – Jak większość stwierdziła, tak i ja podzielam to zdanie – produkcja dziwna, lecz udana. Podejmuje ciekawą tematykę i swym oryginalnym podejściem przykuwa uwagę widza. Ze względu na złożoność fabuły i jej zagmatwanie polecam obejrzeć więcej niż jeden raz. Myślę, że warto.

Odi 2008-08-20 7

Mieszane uczucia – Co do filmu. Nie wiem dlaczego według Was ma on takie głębokie przesłanie. Szczerze zastanawiałbym się, czy jest on o miłości, o śmierci, o życiu wiecznym, o reinkarnacji czy o mieszających się religiach. Mam wrażenie, że w pełni zrozumieć ten film może tylko twórca scenariusza. Nie chodzi o to, że trudno jest odgadnąć symbolikę, trudno jest mi właściwie odpowiedzieć sobie na pytanie, co autor chciał mi powiedzieć? Kochaj i szanuj życie? Jedynie takie odpowiedzi nasuwają mi się na myśl. Skoro są one prawidłowe to wydają mi się banalne. Ubrane w 1,5 godzinny nudnawy i przymulony obraz. Mimo, że film podobał mi się w jakimś tam stopniu, głównie dzięki swojej kościelnej niemal mistyce, to nie mogę zaprzeczyć, był nudnawy. Co bardzo psuje odbiór i chęć do dalszego oglądania. Zwłaszcza, że fabuła da się ując w jedno zdanie tak jak to zrobiono w bardzo trafnym opisie, a przesłanie mimo wszystko jest bardzo proste i nawet rzekłbym, nie godne 1,5 godzinnej uwagi. Mimo wszystko cieszę się, że obejrzałem, czasu nie straciłem. Moja ocena to 7/10.

P.S. Aktorzy zagrali według mnie bez polotu. Weisz jedna z moich ulubionych aktorek, bardzo zawiodła, nie podobała mi się jej rola i wykonanie.

Anonimowy 2008-03-18

Dziwny, tajemniczy a zarazem piękny… – Choć nie wiem do końca jak sprecyzować i odnaleźć się w fabule tego filmu, wiem jedno, że przedstawione w tym filmie wątki poruszają temat śmiertelności ludzkiej, obsesyjnego dążenia do nieśmiertelności oraz niemożność pogodzenia się ze śmiercią – śmierć jako choroba na którą nie ma lekarstwa. Jest jednak pewna nadzieja odnalezienie Biblijnego Drzewa Życia…

Edit 24.05.2007: Zrozumiałem cały film gdy oglądnąłem go po raz drugi.

Właśnie kupiłem sobie Soundtrack z filmu "Źródło" Przepiękna muzyka Clinta Mansella. Ciarki przeszywają moje ciało, i bardzo wpływa na mą psychikę, muza spokojna a zarazem spontaniczna, ułożona, pełna harmonii, odczuwam w niej smutek… płaczę. Słuchając powracają wspomnienia z poszczególnych scen filmu…

Odi Anonimowy 2008-08-20 7

> centralny o 2008-03-18 00:52 napisał:
> Choć nie wiem do końca jak sprecyzować i odnaleźć się w fabule tego filmu, wiem
> jedno, że przedstawione w tym filmie wątki poruszają temat śmiertelności
> ludzkiej, obsesyjnego dążenia do nieśmiertelności oraz niemożność pogodzenia się
> ze śmiercią – śmierć jako choroba na którą nie ma lekarstwa. Jest jednak pewna
> nadzieja odnalezienie Biblijnego Drzewa Życia…
>
> Edit 24.05.2007: Zrozumiałem cały film gdy oglądnąłem go po raz drugi.
>
> Właśnie kupiłem sobie Soundtrack z filmu "Źródło" Przepiękna muzyka Clinta
> Mansella. Ciarki przeszywają moje ciało, i bardzo wpływa na mą psychikę, muza
> spokojna a zarazem spontaniczna, ułożona, pełna harmonii, odczuwam w niej
> smutek… płaczę. Słuchając powracają wspomnienia z poszczególnych scen filmu…

Co do muzyki. Facet jest mistrzem w budowaniu nastrojów, przez co płacą mu kupę forsy za każdy dźwięk jaki nagra. Nie wiem czy wiesz ale to on stworzył soundtrack do Requiem for a dream. Kup sobie tą płytę i włącz w nocy, słuchaj w ciemnościach. Wrażenia gwarantowane!

Współtworzą