140x200 Update

Recenzje

Po co zrealizowano ten film?

2009-04-02 | Jana | 7/10 | 6 z 8 osób uważa tę recenzję za użyteczną

Film w reżyserii Baza Luhrmanna, z jego i Ronalda Harwooda scenariuszem na ekranach kin w Polsce pojawił się pod koniec ubiegłego roku. Obejrzałam go po kilku tygodniach od premiery. Zacznę od pewnej deklaracji: nie przepadam za aktorstwem Kidman. Nie należę jednak do tych, którzy, tak jak poprzednik recenzujący Australię, lubi film „zjechać”. Zresztą nie tylko on. Często recenzenci nawet w najlepszych, nagradzanych wielokrotnie filmach usiłują doszukać się mankamentów. Krótko mówiąc, próbują znaleźć „dziurę w całym”. Ja, wręcz przeciwnie, staram się zawsze dostrzec coś pozytywnego. Nie oznacza to, że nie zauważam błędów czy celowo je pomijam. Próbuję po prostu znaleźć przysłowiowe „światełko w tunelu”, lecz nie bronię za wszelką cenę tego, czego obronić się nie da.

Film trwał wprawdzie 165 minut, ale nie powiem, żebym się na nim nudziła. Tematyka - miłość, której tłem jest Australia u progu II wojny światowej, myślę, zajmująca dla wielu widzów. Temat z pewnością istotny, ale nie mniej istotne tło: Australia - kraj szerokiej przestrzeni i wspaniałych widoków, wręcz niesamowitych krajobrazów!

Całkiem niedawno na forum padło pytanie, po co zrobiono ten film (z oceną 1/10). Właściwie ta opinia i ocena skłoniły mnie do napisania kilku zdań w jego obronie. Oto kilka argumentów. Wspaniałe zdjęcia, doskonała muzyka je ilustrująca, niezły scenariusz. Obraz zrealizowany z wielkim rozmachem. Niby wydaje się, że wszystko już było, wszystko można przewidzieć, ale chyba nie do końca. Mamy parę zaskakujących zwrotów akcji. Mimo że stwierdziłam na początku, iż nie przepadam za aktorstwem Nicole Kidman, jednak w roli Lady Sarah Ashley wypadła, moim zdaniem, więcej niż dobrze.

Po co nakręcono film? Aby zmienić panujący stereotyp, pokazać piękno i bogactwo kultury aborygenów. Aby pokazać więź, jaka istnieje między człowiekiem, a miejscem w którym żyje. Wreszcie, aby pokazać z jednej strony realizm, z drugiej zaś uniwersalizm opowiadanej historii.

Po co powstał ten film? A chociażby po to, żeby dać widzowi chwilę wytchnienia, zapomnienia, oderwania się od szarości życia codziennego. Wcale w moich dywagacjach nie chodzi mi o to, że film zawsze ma być lekki łatwy i przyjemny, chociaż nie uważam, aby Australia takim była. Może trochę baśniowa wręcz magiczna walka dobra ze złem, ale intrygująca. Widzimy też rdzennych mieszkańców Australii, których przybysze traktują z wyższością, no i oczywiście wiedzą , co jest dla nich najlepsze. Za wszelką cenę i na swoją modłę usiłują ich cywilizować. Stad pomysł na zamykanie aborygenów w gettach, na zabieranie dzieci rodzicom, przed czym oczywiście jako ludzie kochający wolność próbują się bronić. A do tego wszystkiego zabójczo przystojny Hugh Jackman w roli poganiacza, półkrwi aborygena, który z niemałym trudem próbuje „wyprostować ścieżki” zarozumiałej i pewnej siebie angielskiej arystokratki.

Nie wszystkie produkcje muszą być od razu arcydziełem, ale na pewno Australia zasługuje na więcej niż 1 z 10.

Poza tym któż z nas ma okazję bywać na antypodach? Myślę, że jednostki. A tu, siedząc wygodnie w fotelu, można podziwiać australijską florę i faunę. Ktoś powie, że od tego są filmy przyrodnicze. Być może, ale mnie to nie przeszkadza, że to film fabularny, który niesie ze sobą określoną treść, a że przy tej okazji mogę popatrzeć na obraz cieszący oko… to z pewnością nie jest jego wadą.

A poza wszystkim jaki ma być dramat? To pewna konwencja, której twórcy muszą się trzymać. W końcu po to są dramaty, żeby się wzruszać...

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie

Idąc na Australię miałem to dziwne uczucie, że "mile się zawiodę", jak powiedział ostatnio znajomy. Podobnie miałem przecież z "Moulin Rouge" i "Romeo i Julia" - tego samego reżysera.

2008-12-20 | Michal_Kamil_Kulesza | 7/10 | 4 z 12 osób uważa tę recenzję za użyteczną

Pewnie już to wspominałem, ale powtórzę, że lubię zjechać film i większość filmów daje po sobie jeździć bez większych oporów. Lubię romantyczne komedie, a mimo to kilku z nich się oberwało choćby w recenzjach na FDB. Australia jest romantyczna, lecz to nie komedia, choć są wesołe elementy... ale na początku muszę Was ostrzec.

Być może dzieł nie ocenia się po ramie czy zapachu farby, ale długość filmu może mieć dramatyczne znaczenie dla widza. Pamiętam, byłem kiedyś na filmie Indochiny z Catherine Deneuve i tylko jej nieprzemijające piękno przetrzymało mnie na sali przez 152 minuty. Pamiętam też maraton z Królestwem Larsa von Triera, ale to arcydzieło, więc z uśmiechem pielęgnowałem odciski. Moszcząc się przed Australią w kinowym fotelu usłyszałem jak ktoś rzucił cicho "sto sześćdziesiąt pięć minut" i przyznam, że spanikowałem. Nie ja sam byłem długością zaskoczony, bo trzecia część krytyków filmowych opuściła salę przed końcem seansu. Widocznie napięte mają kalendarze albo dało o sobie znać promowane przed pokazem australijskie wino. Ja zostałem do końca i przyznam, że dobrze się bawiłam... ehm, bawiłem! Zacznijmy od złych minusów. To nie jest arcydzieło, choć budżet film miał kosmiczny. Nie pójdą na niego mężczyźni, bo to jednak melodramat. Psychologicznie poprawny, ale nie jest zbyt głęboki. Wątek nietolerancji wobec biało-aborygeńskich mieszańców szlachetny, ale trochę nachalny jak przedświąteczne prośby o datki. Intryga przewidywalna... ale w ostatecznym rozrachunku nie o to chodzi.

Teraz dobre plusy. To jest doskonały film na długi wieczór z przyjaciółkami. Zrobiony z przymrużeniem oka, wesoły, ciepły, ciekawy i baaardzo romantyczny! Ponadto złożony jest jakby z dwóch części i w połowie drogi serwuje zaskakujący zwrot akcji zmieniając charakter przedstawienia. Główny wątek miłosny opiera się na soczystym mezaliansie i choć ogranym to wciągającym - pruderyjna arystokratka z Anglii poznaje kopię Krokodyla Dundee. Otaczają ich wyraziste postaci jakby wyjęte z książek podróżniczych i dopalane komputerem piękne australijskie krajobrazy.

Jest o czym opowiadać, jest co wspominać, jest na czym się bawić. Drogie Panie, kłusem do kina!

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie
  • Australia (2008)

    Australia (2008) — 6

    Koniec lat 30-tych zeszłego stulecia. Australia u progu II wojny światowej. Angielska arystokratka Sara Ashley (Nicole Kidman) przybywa do Australii, by odwiedzić męża, który jak odkrywa po przyjeździe - został...

  • 21x30

    TCksp

    2010-01-10

    Dobry

    Dobre kino z ciekawą fabuła, ale to co zasługuje na szczególne słowa uznania to plenery! Nicole Kidman w tym filmie moim zdaniem wypadła słabo.

    0 odpowiedzi

  • 21x30

    Edith

    2009-11-14

    7/10

    Nie no dobry. Może być. Zwroty akcji, nieco zabawne sceny kiedy poganiacz "nabija się" z paniusi Ashley.

    1 odpowiedź

    paleczka1993

  • 21x30

    slodkam

    2009-11-14

    Australia (2008)

    wciągająca mieszanka dramatu obyczajowego i romansu z wyraźnym naciskiem na kwestie społeczne(zwłaszcza kołtunizm Brytyjczyków) i historię Australii; całość utrzymana w klimacie "Pearl Harbor"

    3 odpowiedzi

    paleczka1993

  • 21x30

    borciuchy

    2009-11-14

    7/10. Doskonałe zdjęcia, muzyka i Hugh Jackman.

    Minusy -Nicole Kidman i czas trwania filmu . Film warty obejrzenia. Wesoły, smutny, romantyczny, poruszający ważne kwestie zarazem.

    1 odpowiedź

    paleczka1993