Siedem 1995

Se7en

Brad Pitt i Morgan Freeman występują w thrillerze psychologicznym jako detektywi tropiący Johna Doe, seryjnego mordercę, który wybiera swe ofiary według siedmiu grzechów głównych. Dokładnie, metodycznie i z groteskowym wręcz artyzmem, zabójca zaplanował każde morderstwo w najdrobniejszych szczegółach. W miarę, jak śledztwo… zobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 1 zwiastun

Zdjęcia Zobacz wszystkie 53 zdjęcia

Obsada Zobacz pełną obsadę

Brad Pitt
jako Det. David Mills
Morgan Freeman
jako Det. por. William Somerset
Gwyneth Paltrow
jako Tracy Mills
R. Lee Ermey
jako Kapitan policji
Andrew Kevin Walker
jako Nieżyjący człowiek
Daniel Zacapa
jako Det. Taylor
John Cassini
jako Oficer Davis
Bob Mack
jako Ofiara obżarstwa
Kevin Spacey
jako John Doe
Reg E. Cathey
jako Koroner
Hawthorne James
jako George, strażnik w bibliotece
Julie Araskog
jako Pani Gould

Fabuła

Brad Pitt i Morgan Freeman występują w thrillerze psychologicznym jako detektywi tropiący Johna Doe, seryjnego mordercę, który wybiera swe ofiary według siedmiu grzechów głównych. Dokładnie, metodycznie i z groteskowym wręcz artyzmem, zabójca zaplanował każde morderstwo w najdrobniejszych szczegółach. W miarę, jak śledztwo posuwa się naprzód, John Doe cierpliwie czeka na finałową konfrontację, zdecydowany doprowadzić swe mordercze arcydzieło do końca. Anonimowy

Gatunek
Kryminał, Thriller, Dramat
Słowa kluczowe
morderstwo, policja, przemoc, szaleństwo zobacz więcej

Zobacz także

Szczegóły

Premiera
1996-02-16 (kino), 1995-09-22 (świat), 2001-04-02 (dvd)
Dystrybutor
IMP
Wytwórnia
Cecchi Gori Pictures
New Line Cinema
Kraj produkcji
USA
Inne tytuły
The Seven Deadly Sins (USA) (tytuł roboczy)
Seven (USA) (alternatywna pisownia)
Wiek
od 16 lat
Czas trwania
127 minut
Budżet
30 000 000 USD

Wiadomości zobacz wszystkie 4 wiadomości

Recenzje

Pełna kara 8
  • 2007-02-05
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Gatunek policyjnego thrillera z założenia jest przeznaczony dla intelektualistów, więc scenariusz powinien zaspokajać wyrafinowane podniebienia miłośników tego kina. Tym razem tematem przewodnim tego mrocznego filmu jest zło i fascynujący świat genialnego maniakalnego mordercy.

„Seven” nie ma pretensji do arcydzieła sztuki filmowej, ale z pewnością jest to film niegłupi z inspirującym przesłaniem, zasługujący w pełni na swoje dobre miano. W tym kryminale inteligentny, perfidny morderca z czytelną premedytacją działa według przemyślanego skrupulatnie scenariusza, zostawiając za sobą świadomie trop dla ścigających go policjantów. Z niebywałą pewnością siebie wywiązuje się z narzuconej sobie roli karzącego ramienia boskiej sprawiedliwości. Wbrew pozorom, nie jest to typowa zabawa w kotka i myszkę, ale zaplanowane z mistycznym rozmachem biblijne kazanie, z makabrycznymi akcesoriami w postaci nieboszczyków służących za rekwizyty alegorycznie obrazujące siedem kardynalnych uchybień ludzkości. W tym pozornym szaleństwie jest metoda – John Doe chce nakłonić widza swojego wstrząsającego spektaklu, by zrewidował stosunek do wszechobecnego zła, pytając przewrotnie, czy jest mu wygodnie z tym, że pozwala, by się panoszyło. Paradoksalnie to pytanie o sens życia – czyż w świecie, w którym przyblakły moralne wzorce nie jesteśmy skazani na przegraną w walce ze złem? W celu wywołania tej kwestii poświęca tych, którzy już za życia byli martwi, i żeby uwiarygodnić przesłanie siebie samego również składa na kazalnicy.

Mamy konwencjonalny duet detektywów zbudowany na zasadzie malowniczo skontrastowanego kontrapunktu. Erudyta i ignorant - dzieli ich wszystko. Czarny Sommerset jest doświadczony, błyskotliwy, wykształcony, oczytany, rozważny i mądry, a przy tym pokorny. Mills to młody, porywczy, sfrustrowany biały dureń, o prostej umysłowości prowincjusza, którego rozpiera hucpa, i którego własna żona nie traktuje poważnie. W tym zestawie od początku Sommerset jest skazany na sympatię widzów. Do tego wciela się w niego wspaniały Morgan Freeman, który silnie zaznacza swoje istnienie na ekranie, nawet nie wypowiadając żadnej kwestii, i który przy całej swej łatwości wykonawczej miłosiernie oszczędza swego filmowego partnera, Pitta irytującego manieryzmem i dysponującego ograniczonym wachlarzem środków wyrazu, który w towarzystwie Freemana i Kevina Spacey'a grającego Johna Doe niestety pozostaje w tle, nawet jeśli ten ostatni pojawia się zaledwie na kilkanaście minut i tak bez trudu przyćmiewając swojego kolegę aktorską charyzmą.

Najwyraźniej w konwencji tego filmu nawet rozkład aktorskich talentów został wliczony w dobrodziejstwo inwentarza, chyba w sposób niezamierzony przysługując się sukcesowi. Dobudowując drugie dno, gdzie finalną porażkę denerwującego, bezczelnego Millsa widz przyjmuje zupełnie pogodzony z sytuacją, z pozbawionym zażenowania przekonaniem, że mu się należało za to, że nie docenił możliwości przeciwnika, a swoje przecenił. Tutaj role ścigających i uciekających nie są sztywno wpisane w schemat. W obliczu bezimiennego zła, dotykającego każdego nie ma winnych i niewinnych. Każdy jest równy wobec faktu ludzkiej ułomności, gdzie wysiłek czynienia dobra do pewnego stopnia jest niewspółmierny do efektu.

Osadzona w anonimowym, wielkim mieście akcja o piekielnej fabule pasuje idealnie do przygnębiająco brzydkiej scenerii, odpuszczając przy tym polemikę z faktem charakteryzującej ludzkość podatności na korupcję. Natomiast dość sugestywnie piętnuje apatię współczesnej, miejskiej cywilizacji, otwartej na deprawację i zobojętniałej wobec faktu nędznej ludzkiej kondycji. Prowokacyjnie przeciwstawiając niezidentyfikowanego „Kowalskiego” organowi sprawiedliwości, którego agentami są ludzie ulegający takim samym słabościom, jak ścigani przestępcy. Czy jednak fakt, że wszyscy jesteśmy grzeszni zwalnia nas z odpowiedzialności za popełnione zło i z wymierzania sprawiedliwości?

Temat został opracowany bardzo solidnie, choć gdyby zajął się nim bardziej doświadczony reżyser, otrzymalibyśmy pewnie dramat psychologiczny, z mocniej rozbudowanymi charakterami, kładący większy nacisk na grę aktorską. Tutaj atmosferę filmu, który oscyluje w kierunku kina grozy buduje upiorna scenografia, mroczne, oszczędnie oświetlone zdjęcia i efekty specjalne zatrudnione do realistycznego przedstawienia miejsc zbrodni. Szkoda, że tylko tyle. Aktorzy (Freeman, Spacey, Paltrow), z łatwością poradzili sobie z tymi szczątkowymi dialogami zaproponowanymi im przez scenarzystę. Gdyby otrzymali trudniejszy skrypt, byłby to popis gry wykorzystujący ich aktorski potencjał. W tym wypadku w widoczny sposób doszło do konfliktu interesów między scenarzystą dążącym do zaproponowania głębokiego dramaturgicznego przesłania, a reżyserem (David Fincher) skupionym na obrazowej pracy kamer i brylowaniu interesującymi ujęciami. Efekt utknął w połowie drogi między widzem nastawionym na intelektualną treść a miłośnikiem kryminalnego kina akcji z posmaczkiem gore.

12 z 19 osób uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Czy wiesz, że?

Ciekawostka

Denzel Washington odrzucił rolę detektywa Millisa. zobacz więcej

Komentarze 26

Avatar square 200x200

789RYSZARDA789 2016-08-12 1

przestarzały kryminałek w stylu z archiwum x

miotacz_onucowy 2014-12-19 8

Tylko dla ludzi o silnych nerwach – W sumie to świetny film – wzorzec thrillera, ale tak brutalny w swojej wymowie, że zapada w pamięci jak np. Szeregowiec Ryan.
Bez wątpienia przyczyniła się do tego perfekcyjna gra aktorów. To jednak nie dziwi, bo obsada jest iście gwiazdorska.

bodek75 2013-06-11 10

Wrażenie robi. – Za każdym razem. Kapitalne kino !

porcjusz 2011-12-09 10

Wzór thrillera – Ten film to wzór dla wszystkich thrillerów. Wspaniałe kreacje aktorskie – od Freemana przez Pitta do Spacey’ego, trzymająca w napięciu fabuła przedstawiona w ponurym, mrocznym świecie doskonale w doskonale ujętych zdjęciach. No i ta końcówka!

pablo75 porcjusz 2012-11-21 8

Chociaż znam już zakończenie filmu,to za każdym kolejnym oglądaniem ciary chodzą po plecach…

Maciek_Przybyszewski 2010-06-04 9

Kino Charlie – pierwszy seans – Po raz pierwszy widziałem ten film w łódzkim kinie Charlie. Pamiętam jak dziś, że rozpoczynał się koło 21, w kinie były drewniane krzesła. Jak wyszedłem po dwóch godzinach autentycznie się bałem poruszać po mieście. Wszędzie widziałem dziwne twarze, które w grze nocnych cieni wyglądały przerażająco. Do dziś "Siedem" budzi we mnie wiele emocji.

Współtworzą