140x200 Update

Recenzje

Rozmowa o śmierci

2011-08-12 | zgrud | 8/10 | 0 z 1 osoba uważa tę recenzję za użyteczną

Nigdy nie ukrywałem swojej awersji do rodzimego kina. W większości przypadków omijałem je dość szerokim łukiem, robiąc czasami drobne wyjątki. Dotyczyły one głównie komedii, gdyż pozostała część repertuaru współczesnej polskiej kinematografii (sensacje, dramaty, obyczaje czy mnożące się historie miłosne) nie przemawiały do mnie. Podobno z upływającym czasem gusta się zmieniają. Nigdy nie sądziłem, że odczuję to na własnej skórze. Mamy prawie połowę roku, a ja od jego początku obejrzałem dokładnie dziesięć polskich produkcji (musiałem trochę pogrzebać w swojej pamięci, aby przypadkiem niczego nie pominąć).

Tym szczęśliwym strzałem w dziesiątą pozycję z kolei został film Małgorzaty Szumowskiej, zatytułowany 33 sceny z życia. Ta, pochodząca z malowniczego Krakowa, utytułowana reżyserka i scenarzystka młodego pokolenia, wielokrotnie udowodniła widowni swoją oryginalność i dojrzałość. Jest zdobywczynią wielu, prestiżowych nagród na festiwalach filmowych odbywających się w różnych zakątkach świata. Na uginającej się pod ich ciężarem półce znajdują się te, o zdobyciu których marzy każdy polski filmowiec. Triumf na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni czy statuetka Orła - Polskiej Akademii Filmowej o czymś świadczą. 33 sceny z życia w pełni zasłużyły na te wyróżnienia.

Film Szumowskiej powstał przy polsko - niemieckiej współpracy, dlatego obsada aktorska jest wielonarodowa. W skład niej wchodzą takie osoby jak Maciej Stuhr, Julia Jentsch, Peter Gantzler, Rafał Maćkowiak czy Renata Dancewicz. Należy jeszcze wspomnieć, o dwóch osobach Dominice Ostałowskiej oraz Robercie Więckiewiczu, którzy użyczyli swoich głosów w zdubbingowanej wersji filmu.

33 sceny z życia to nic innego jak opowieść o życiu i jego późniejszej konsekwencji, czyli śmierci. W większości przypadku ludzie nie myślą o starości, chorobach i przejściu na tamten świat. Do tego grona zalicza się główna bohaterka, Julia (Jentsch). Szczęśliwa mężatka, zajmująca się sztuką, w raz z całą rodziną żyje pełnią życia. Niestety przychodzi taki jeden dzień, który niszczy idealnie panującą harmonię. U matki Julii, pisarki, wykryty zostaje nowotwór na leczenie, którego jest już za późno. Pozostał tylko czas, przygotowanie się na odejście. Wszyscy radzą sobie na swój sposób, próbując zapomnieć o dotkniętym ich nieszczęściu. Każdy z osobna szuka ukojenia, które tak naprawdę nigdy nie przyjdzie.

Podczas oglądania filmu intensywnie zastanawiałem się, co autor chciał widzom przekazać, nauczyć bądź ewentualnie przestrzec. Poruszona w nim tematyka to nie chleb powszedni. Od twórców wymagało to niemałej odwagi. Dla Szumowskiej materiałem do scenariusza posłużyło własne życie, tworząc swoisty obraz rzeczywistej tragedii. Oczywistością jest, że w stu procentach nie można przenieść uczuć na filmowy ekran. Reżyserce ta próba wypadła dobrze, łapiąc widza mocno za serce. Otwarta rozmowa o śmierci, często z humorystycznym zabarwieniem może wywołać mieszane odczucia. Normalnością jest, że umieramy, tworząc miejsce na nowe życie. Myśl ta większość ludzi nie przekonuje, zwłaszcza kiedy koniec stąpania po tym świecie jest tylko kwestią czasu. 33 sceny z życia próbuje zmienić konwenanse oraz złamać drażliwy temat tabu. Szumowska przeprowadza ten zabieg z powodzeniem, w sposób delikatny, bez nacisku. Widz powoli, stopniowo oswaja się, z czasem dochodząc do wniosków wcześniej mu obcych.

Oceniając film od części technicznej, to zasługuje on na same superlatywy. Surowe, chłodne zdjęcia Michała Englerta oraz klimatyczne dźwięki Pawła Mykietyna tworzą idealne dopełnienie całej historii. Aktorzy, zarówno zagraniczni jak i polscy, stworzyli genialne kreacje. Jedną, jedyną rzeczą, która z pewnością zniesmaczy oglądającego to polski dubbing, zastosowany przy dialogach niemieckich aktorów. Mnie ten zabieg od początku do końca strasznie przeszkadzał.

33 sceny z życia jak na rodzimą kinematografię to film zaskakująco dobry. Mówi prostym językiem, o trudnych sprawach. Ten sposób przekazu powinien zachęcić widzów do obejrzenia tej produkcji. Ja tak zrobiłem i cieszę się, że mogłem z nią obcować.

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie

33 genialne sceny

2009-06-30 | Garret_Reza_fdb | 9/10 | 0 z 4 osoby uważa tę recenzję za użyteczną

Piszę o tym filmie drugi raz. Za pierwszym razem zrobiłem to źle: zacząłem pisać świeżo po seansie, skutkiem czego po głowie chodziło mi tysiące przemyśleń, w uszach brzmiały dialogi, w oczach stało setki scen. I tak przez tydzień. Aż do dzisiaj... Chyba jestem gotów.

Tematem filmu jest śmierć. Tematem filmu jest podejście do śmierci. Tematem filmu jest próba radzenia sobie ze śmiercią – tak pokrótce można by spróbować go streścić. Owszem, fabułę jako taką posiada: matka Julii, uznana pisarka kryminałów, jest chora na raka, w wyniku czego – umiera. Jednak jest to tylko szkielet całości, na której reżyserka bynajmniej się nie zatrzymuje: brnie dalej. Gałęziami staje się rodzina matki, korzeniami: ambicje twórców.

Jest to film dojrzały, bezwstydny – nie ugrzecznia, nie koloryzuje, przedstawia rzeczy, jakimi są, nie boi się tego. Nie stroni od nagości, nie odwraca wzroku. Nie wpisuje się w schemat, nie kieruje się ku masowemu odbiorcy. Szuka w tłumie, znajduje i daje po głowie w najmniej odpowiednim momencie. Daje ujście wielkim oczekiwaniom, pragnieniu czystej sztuki, ładuje do pełna poczucie dumy z własnego kraju. Ten film to co najmniej ewenement, w najlepszym razie: najlepszy film kilku ostatnich lat, jednocześnie należący do ścisłej, światowej czołówki w ogóle. Reżyserka szkicuje sytuację rodziny wobec śmierci: czegoś tragicznego, wyznaczającego pewne granice wspomnień i nastrój najbliższych tygodni, naznaczającego kilka następnych lat... Tylko w jaki sposób?

Okazuje się, że śmierć jest okropna, jeszcze bardziej niż się może wydawać – nie dlatego że trzeba patrzeć na czyjeś cierpienie, tylko dlatego, że nie wiesz, co wtedy czuć. Osoba leżąca przed tobą w agonii budzi niezbyt przyjemne wspomnienia... Te lata dzieciństwa... Ale po prostu nie potrafisz myśleć o niej źle. Dlaczego? Bo nie wypada?

Zbrodnią byłoby myślenie o sztuce tylko pod względem treści w niej zawartej. Bo jakim cudem można by pominąć to, co tu wyprawia chociażby kamera? W większości wypadków nieruchoma, statyczna, wykonująca co najwyżej lekkie obroty, zawsze jednak będąca w centrum wydarzeń, poprowadzona z niebywałą lekkością i precyzją. Długie, pełne ujęcia, przywodzące na myśl filmy Tarkowskiego (sztuczki z lustrem). Aktorzy poprowadzeni z wyczuciem, pazurem.

Oczywiście, filmowi do arcydzieła brakuje – ale co to za sztuka zrobić genialny filmem bez wad? Sztuką jest oczarowanie widza mimo niedociągnięć. Można zarzucić, że w pewnym momencie zmierza zbyt niebezpiecznie w stronę groteski, że momentami potrafi się zapomnieć, w końcu zawsze jednak znaleźć drogę powrotną. Ale jak to się ma wobec tego bezcennego uczucia na napisach końcowych: „Ja chcę jeszcze!”?

Ten film, mimo młodego wieku, ma mocne korzenie. Nie przeminie, będzie twardo trwać w czasie. Przetrwa, będzie punktem odniesienia do wielu przyszłych pokoleń filmów – nie tylko polskich, ale i na skalę światową. Wierzę w to. Ten film mnie przekonał.

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie

Jeden z najlepszych polskich filmów ostatnich lat nakręcony na poziomie światowym!

2008-11-05 | Adam_Siennica | 8/10 | 5 z 9 osób uważa tę recenzję za użyteczną

Przed seansem słyszałem dużo dobrego o najnowszym filmie Małgorzaty Szumowskiej. Miałem okazję oglądać obraz na Festiwalu Filmowym w Gdyni, a także usłyszeć samą panią reżyser, która odpowiadała na pytania nurtujące dziennikarzy. Na tymże festiwalu film zdobył także wiele nagród.

Obraz opowiadający o ludziach, którzy pozostają przy życiu po śmierci bliskich osób. O ich reakcjach i uczuciach. Film do pewnego stopnia autobiograficzny. Pani Małgorzata pokazała nam 33 prawdziwe i życiowe sceny przedstawiające co dzieje się, lub co może się stać z nami, po śmierci bliskiej osoby. Jak radzimy sobie w ekstremalnych emocjonalnie sytuacjach, jak rozpada się nasz system wartości, jak tracimy poczucie bezpieczeństwa, którym otacza nas dzieciństwo, zwłaszcza to szczęśliwe. Mimo, że jest to film traktujący o śmierci, nie brakuje w nim humoru i lekkości. W zasadzie można powiedzieć, że film jest czarną komedią, komediodramatem, którego sceny indywidualnie dotyczą, lub będą dotyczyć, każdego z nas. Obraz i dźwięk w filmie pozwalają nam na chwilę zadumy. Pewne sceny kończą się ilustracją muzyczną i czarnym tłem, co jest bardzo sugestywnym zabiegiem. Za zdjęcia odpowiadał Michał Englert, tematem muzycznym jest II symfonia Pawła Mykietyna.

Obraz od początku wciąga emocjonalnie. Narracja w odpowiednim tempie nie pozwala widzowi na myśl, że coś się dłuży. Myślę, że coś takiego z reguły jest rzadko spotykane w naszym rodzimym kinie. Pani Szumowska, zasługuje na wielkie uznanie za świetnie poprowadzoną obsadę. Aktorzy swoimi kreacjami zaprezentowali prawdziwe, z krwi i kości postaci, z którymi niektórzy mogą się na pewno identyfikować. Julia Jentsch, grająca główną rolę, po raz kolejny udowodniła, że jest aktorką wszechstronną. Jej gra zwykłej dziewczyny w niezwykłej sytuacji nie daje o sobie zapomnieć na długo po seansie. Nie przekonała mnie za to Izabela Kuna, znana z Lejdis. Dla mnie wyglądała identycznie jak w filmie Koneckiego i tak też się zachowywała. Czy ona nie potrafi inaczej grać? Natomiast Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, grająca matkę, pokazała wybitny talent. Ekspresja osoby umierającej na raka była tak realna, tak straszna, aż poruszająca. Męska część obsady poradziła sobie świetnie. Andrzej Hudziak w roli ojca, który bardzo przeżył śmierć żony, zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Do dziś nie mogę uwierzyć, że nie dostał za to nagrody. Maciej Stuhr, jeden z przedstawicieli młodego pokolenia, ukazał, że w odróżnieniu od Borysa Szyca, nie marnuje swojego talentu na granie ciągle tego samego w głupich komediach. Wiedziałem, że jest dobrym komikiem, ale zadziwił mnie tym, że jest również dobrym aktorem dramatycznym.

Wracając jeszcze do muzyki – była świetna, wspaniale napisana, ale... nie spodobała mi się przyznana za nią nagroda na Festiwalu, ponieważ nie była oryginalna. Mimo wszystko jest ona jednym z największych plusów obrazu.

Trochę irytujący był dubbing dwóch głównych postaci granych przez Julię Jentsch i Petera Gantzlera. Głosy podkładali Robert Więckiewicz oraz Dominika Ostałowska. Podczas seansu wyraźnie to drażniło.

Podsumowując – dla mnie 33 sceny z życia są jednym z najlepszych polskich filmów jakie widziałem w ostatnich latach. Ten film wykonany był na światowym poziomie i sądzę, że gdyby to właśnie obraz Szumowskiej startował w tym roku do Oscara, miałby duże szansę na nominację. Jestem mile zaskoczony, że nasze rodzime kino się tak rozwija i życzę pani Małgorzacie jeszcze wiele wspaniałych i poruszających projektów. Serdecznie polecam!

Czy ta recenzja była dla ciebie użyteczna? Tak Nie
  • 33 sceny z życia (2007)

    33 sceny z życia (2007) — 2

    33-letnia Julia ma wszystko: kochających rodziców, utalentowanego męża odnoszącego sukcesy za granicą i pracę będącą jednocześnie jej największą pasją. W ciągu zaledwie kilku miesięcy jej życie zmienia...

  • 21x30

    Matejsoner11

    2009-08-31

    7/10

    Stonowany, spokojny obraz. Śmierć w tym filmie przychodzi sobie i odchodzi, zostawiając bohaterów w głębokim szoku, którego jednaka nie dostrzegłem na ekranie. Kilka niezłych scen (przeważnie te w ...

    0 odpowiedzi

  • 21x30

    juskowiak

    2009-03-18

    ...Ma to "coś" w sobie.

    Czytam tę recenzję powyżej. W tytule pada stwierdzenie, że "jest na poziomie światowym'. Czy rzeczywiscie jest/? czy wart jest tego calego szunu i licznych nagrod? Początek nie przypadł mi do gus...

    1 odpowiedź

    lifemovie