Slumdog. Milioner z ulicy (2008)
Slumdog Millionaire
Recenzje
Nadzieja matką głupich
Najnowszy film Danny’ego Boyle’a jest chyba jego najważniejszym dziełem w dotychczasowej twórczości. Nie bójmy się użyć słowa "dzieło", jeśli chodzi o film „Slumdog. Milioner z ulicy”. Pokazują to chociażby statystyki i wyniki z różnego rodzaju festiwali, gdzie robi prawdziwą furorę i zgarnia wiele nagród. Twierdzę także, że jest to jeden z najpoważniejszych kandydatów do Oscara w kategorii najlepszy film. Cały urok filmu tkwi prawdopodobnie w pięknej, ale bardzo prostej historii opowiedzianej przez reżysera. Jamal jest 18-letnim herbaciarzem, który postanawia wziąć udział w hinduskiej edycji popularnego na całym świecie teleturnieju „Milionerzy”. Niespodziewanie chłopiec dochodzi do ostatniego pytania. Nie dane jest mu jednak na nie odpowiedzieć, gdyż kończy się czas emisji jednego odcinka. Jamal zostaje osądzony o oszustwo i zabrany przez policje. Tam wyjaśnia dlaczego chłopak bez szkoły i wykształcenia dochodzi do samego finału telewizyjnego show. Akcja filmu, która dzieje się w Indiach może wydać się kolejnym durnym filmidłem z Bollywood. Nic z tych rzeczy. Boyle zadbał o każdy szczegół, począwszy od zdjęć, kończąc na obsadzie aktorskiej. Film jest dopracowany niemalże do perfekcji. Nie znajdziemy tutaj brakujących kadrów, czy też będzie ich za dużo. Myślę, że ten utalentowany reżyser już niedługo może zostać kolejnym, który postawi Statuetkę, dla najlepszego reżysera na swojej półce. Poza reżyserią klimat Bombaju tworzą wspaniałe zdjęcia Anthony’ego Doda Mantle'a, który pracował już z Boyle’em przy realizacji filmu „28 dni później”. Do tego dochodzi magiczna muzyka nieznanego mi do tej pory Rahmana. Pewnie dlatego, że jest to jeden z przedstawicieli hinduskiego kina. Zdecydowanie jeden z powodów, dla których muzyka zgrywa się z całym filmem tworząc jedność. Całość zapętla jakże oryginalny scenariusz. Widz ma wrażenie, że jest to zwykły melodramat z masą retrospekcji. I oczywiście jest to prawda, ale z każdą minutą „Slumdog” zmienia się w prawdziwy kryminał poznając życie Jamala. Specjalnie na sam koniec zostawiłem sobie obsadę aktorską. Nie znajdziemy w niej jakichś wielkich gwiazd Hollywood. Sądzę, że jest to jeden z powodów, dla których film ten robi tak wielką furorę. Dzięki temu widz bardziej utożsamia się z bohaterami, nie musi porównywać wcześniejszych ról aktora. Wątpię, aby przeciętny człowiek znał Deva Patela czy Freide Pinto. Nie tylko ta dwójka stworzyła świetne kreacje, ale także reszta obsady, dlatego za dużo byłoby tu do opisywania. Uważam jednak, że to właśnie dzięki temu filmowi zostaną zapamiętani. Na podsumowanie dodam, że „Slumdog. Milioner z ulicy” jest tak naprawdę bardzo optymistycznym filmem. Ja mam przynajmniej takie wrażenie. Daje on nadzieję na to, że marzenia mogą się spełnić. I nie chodzi tutaj bynajmniej jedynie o te marzenia materialne. Po obejrzeniu na myśl nasunęło mi się pewne powiedzenie: nadzieja jest matką głupich. Jeśli tak jest, w takim razie ja chce być głupi. Pomimo braku różnego rodzaju efektów, wybuchów i strzelanin film i tak wbija w fotel i nie pozwala oderwać wzroku od ekranu. Zdecydowanie jest to dzieło 2008 roku.
Hinduski amerykański sen.
Z doświadczenia wiem, że filmy nagradzane na oscarowej gali są specyficzne i często trudne w odbiorze. Nie jest to kino dle mas, lecz bardziej skierowane do jego koneserów. Przed rozdaniem tegorocznych Oskarów wiele spekulowano nad ewentualnymi wygranymi. Osiemdziesiąta pierwsza z kolei gala przyniosła sporo niespodzianek, a pewniacy obeszli się tylko smakiem złotej statuetki.
Najwięcej, bo aż osiem nagród zdobył obraz angielskiego reżysera Dannego Boyle’a "Slumdog: milioner z ulicy" (dystrybutor Monolith Video). Jego kariera filmowa ukształtowała się jak górskie pasmo, w którym zdobywał szczyty i odwiedzał niziny. Jego dosłowność w „Trainspotting” przyniosła mu sławę i uznanie, a „Niebiańska plaża”, „W stronę morze” spore słowa krytyki. Wahania poziomu jego produkcji były wielkie, lecz w końcu udało mu się osiągnąć równowagę, uwieńczoną Oskarami w najbardziej prestiżowych kategoriach, film i reżyser.
Historia Boyle’a jest hinduskim odpowiednikiem amerykańskiego snu, czyli od pucybuta po milionera. Popularna na całym świecie gra telewizyjna „Milionerzy” stała się początkiem pięknej, łapiącej za serce opowieści o chłopcu, który otrzymał od losu swoje pięć minut. Osiemnastoletniego Jamala Malika poznajemy w momencie, kiedy zasiadając w teleturniejowym fotelu, ma przed sobą pytanie za niewiarygodną kwotę miliona. Zważywszy na upływający czas programu, finałowe pytanie miało powrócić w kolejnym jego odcinku. Jamal w tym czasie zostaje aresztowany przez policję, która podważa uczciwość dokonań młodzieńca. Stróże prawa nie dowierzają, że pochodzący z bombajskich slumsów sierota, ma tak ogromną wiedzą, umożliwiającą mu prawidłowo odpowiadać na arcytrudne pytania. Po brutalnym przesłuchaniu chłopak rozwiewa wszelkie podejrzenia funkcjonariuszy. Opowiada historię swojego życia, w którym ulica stała się jego prawdziwą szkołą, udzielającą odpowiedzi na najtrudniejsze pytania świata.
Wśród hinduskiej społeczności film „Slumdog – milioner z ulicy” wywołał sporą burzę niezadowolenia. Zarzuca się jego twórcom, że ukazali Bombaj od najgorszej strony. Biedota slumsów, zacofanie Indii to rzeczy, o których nikt nie chce głośno mówić. W przeciwieństwie do bollywoodzkich baśni, upiększonych miłością i wszystkimi kolorami tęczy, rzeczywistość jest inna, a Danny Boyle przedstawił ją całemu światu. Oglądając jego dzieło usilnie próbujemy uwierzyć, że droga od ubóstwa do bogactwa jest możliwa i nie zbyt skomplikowana. Szkoda tylko, że w filmach wszystko wydaje się takie proste. Film uczy marzeń, które są nieodzowną częścią życia każdego z nas, niestety zazwyczaj na samym bujaniu w obłokach się kończy. Dlatego bez względu na to, co robimy, kim jesteśmy i gdzie żyjemy próbujmy dążyć do lepszego świata, który tak jak w przypadku Jamala, oprócz fortuny, zaoferować może wiedzę miliona ksiąg.
Hollywood w Bollywood
Zaczytując się w wychwalające pod niebiosa komentarze dotyczące filmu Slumdog. Milioner z ulicy postanowiłam wybrać się na pokaz przedpremierowy owego filmu. Skusiła mnie tym bardziej postać reżysera, Danny’ego Boyle’a, którego bardzo cenię za Trainspotting.
Obraz od pierwszych chwil zachwyca zdjęciami i cudownym nasyceniem barw, które uwydatniają każdy szczegół i świetnie ukazują różnorodność Indii. I to jest praktycznie najmocniejszy punkt całego filmu – pokazanie kraju świętych krów od wewnątrz, z całą jego surowością i brutalnością, nie pomijając przy tym skrajnej dwubiegunowości – biednych slumsów i żyjących tuż obok miliarderów. I za dokonanie tego wyczynu szczere brawa należą się dla Anthony'ego Dod Mantle'a.
W tym świecie świetnie odnaleźli się najmłodsi aktorzy – naturalni, przekonujący i urzekający swoją prostolinijnością. Ale właściwie nie ma się co dziwić, bo są to dzieci, które na co dzień żyją w slumsach, więc praktycznie ich rolą było bycie sobą. Niestety następne pokolenia Jamali, Salimów i Latik nie przejawiają już takiej naturalności. Czuć ostry powiew sztuczności, który jest potęgowany zmianą języka, którym posługują się postaci filmu (z hindu na angielski). Swoją drogą był to dla mnie dość niezrozumiały i irytujący zabieg, dodatkowo zachwiał równowagą i ciągłością, która i tak była nadszarpnięta przez wprowadzanie w każdej grupie wiekowej innych aktorów. Rozumiem, że był to wymóg scenariusza, ale mimo wszystko nie przemawia to do mnie.
A propos scenariusza – jest to jak dla mnie najsłabsze ogniwo tej produkcji. Choć właściwie pod względem technicznym jest bardzo dobry (i chyba właśnie z uwagi na to dostał statuetkę Oscara) – świetne narracja, brak luk, ciągłość i przejrzystość. Jednak sama fabuła pod względem literackim to błaha historyjka o wielkiej miłości, która musi pokonać wielkie przeciwności losu, ale jak to zawsze bywa, wszystko kończy się happy endem. Przewidywalne do granic możliwości, tym bardziej, że Hollywood raczy nas takimi produkcjami na każdym kroku. Tutaj z tym wyjątkiem, iż cała fabuła została przeniesiona na hinduskie podwórko.
Jeśli kogoś razi taka treść, radzę by wytężył wzrok na przepływających obrazach i zawiesił ucho na ścieżce dźwiękowej, która notabene stanowi perfekcję samą w sobie – idealnie wpasowuje się w obraz i poszczególne sceny, a zarazem może istnieć jako samodzielne dzieło abstrahujące od filmu. Nic więc dziwnego, że i ta składowa filmu Danny’ego Boyle’a została dostrzeżona przez jury Akademii Filmowej.
Podsumowując, po rozłożeniu filmu na części pierwsze można powiedzieć, że każdy fragment jest zrobiony z ogromną pieczołowitością i stanowi w swej dziedzinie kunszt sam w sobie – montaż, dźwięk, narracja, reżyseria, itd.... Jednak składając to wszystko w jedną całość i opierając to na osi, którą tworzy fabuła, wychodzi nam bardzo dobrze zrobiony pod względem technicznym kiczowaty średniak.
„Antybollywoodzki” przerażająco realistyczny obraz Indii… Miłość, która zwycięża wszystko!
*** Możliwe spoilery *** Kinematografia Indii słynie przede wszystkim z filmów „bollywoodzkich” czyli „lukrowanych ckliwych romansideł”, w których dominuje charakterystyczna muzyka, taniec, gdzie pełno jaskrawo kolorowych, ociekających złotem strojów. Zwykle krytykowana jest za naiwność fabuły, kiepską grę aktorów oraz brak oryginalności scenariusza.
W Slumdogu. Milionerze z ulicy mamy do czynienia z zupełnie inną produkcją. Wprawdzie nie brak tu scen wzruszających, wręcz melodramatycznych, jednakże to obraz bardzo odległy od charakterystycznego dla Bollywood gatunku. Nie będę streszczać filmu, który, myślę, znany jest nie tylko tym, którzy go widzieli. Historia w nim opowiedziana to, najkrócej rzec można, udział głównego bohatera w hinduskiej wersji teleturnieju „Milionerzy”, a właściwie jego droga na szczyt, którym ma być nagroda - 20 milionów rupii. Pierwsze pytanie jakie stawia sobie widz, a raczej pojawiająca się wątpliwość, jak to możliwe, aby tak daleko zaszedł analfabeta? Podejrzane wydaje się to również stróżom prawa, którzy tuż przed finałem postanawiają dojść prawdy…
Fabuła filmu rozgrywa się naprzemiennie w trzech planach czasowych, co niewątpliwie potęguje dramatyzm sytuacji i zmusza do wnikliwej obserwacji, nieprzeoczenia żadnego kadru. Szybkość zmieniających się obrazów, podążanie za nimi kamery, często jakby na przekór ustawionej skosem, powoduje, że widz wręcz z zapartym tchem śledzi akcję. Wraz z zeznaniami Malika reżyser Danny Boyle wiedzie nas przez najbardziej odrażające i obrzydliwe zaułki Indii, które są szkołą życia dla Jamala, jego brata Salima oraz ich przyjaciółki Latiki… Brud i ubóstwo, upokorzenie i przemoc – to codzienność. Egzystencja pariasa skazanego na biedę, występek a nawet zbrodnię jest tutaj czymś powszednim. Kiedy każdy dzień, to ciągła walka o przetrwanie, któż myśli o zdobywaniu wiedzy, rzetelnej szkolnej edukacji, która w takiej sytuacji do niczego się nie przydaje… Jamal Malik przechodzi ją w slumsach Indii, uczy się od jemu podobnych. Ta „edukacja” bardzo przydaje się nie tylko w dorosłym życiu. Jamal to także bystry obserwator otaczającego świata, który potrafi chłonąć wiedzę, jakiej mu dostarcza. Szybciej niż jego wykształceni rówieśnicy ją przyswaja. Dzięki temu zna odpowiedzi na wiele pytań, ponieważ wiele w życiu doświadczył. Klimatem, w którym przychodzi dojrzewać głównemu bohaterowi, przepojony jest cały film. To również obraz pełen okrucieństwa i przemocy, gdzie okaleczenie dziecka to sposób na większy zysk, bo kaleki żebrak budzi współczucie i „otwiera portfel” bogacza…
Slumdog. Milioner z ulicy daje też możliwość poznania hinduskiej kultury i mentalności ludzi. Żebracy uczeni są od dziecka, że właściwie wszystko jest na sprzedaż… To również przykład tego, jakie wyobrażenie o tym kraju mają Europejczycy, którym mali hinduscy samozwańczy przewodnicy są w stanie wmówić prawie wszystko…
Z jakiego zatem powodu główny bohater - Jamal - podejmuje wyzwanie, które zdawać by się mogło z góry skazane jest na porażkę? Dla sławy, pieniędzy? Otóż powód stary jak świat - miłość! Miłość, która jest siłą napędową i zwycięża wszelkie przeszkody. Miłość, która popycha zarówno do czynów chwalebnych jak i nikczemnych, bo jak powiada łacińskie przysłowie „Amor vincit omnia” – miłość zwycięża wszystko… O tym, że pieniądze szczęścia nie dają, boleśnie przekonali się Latika i Salim. Na wyróżnienie z pewnością zasługuje najmłodsza, dziecięca obsada aktorska, która, moim zdaniem, jest najbardziej przekonująca. Czym? Swą spontanicznością, szczerością, czasami naiwnością. Dziecięcy bohaterowie potrafią też być wobec siebie niezwykle okrutni, brak im współczucia. Tak ich ukształtowały warunki, w jakich im przyszło żyć. Dorośli bohaterowie, a raczej kreujący ich aktorzy, są w swoich rolach co najwyżej dobrzy. Postacią najbardziej przekonującą jest Jamal Malik (Dev Patel), jego pasja z jaką dąży do celu.
Slumdog. Milioner z ulicy to kompilacja kilku gatunków filmowych: od melodramatu, dramatu, filmu sensacyjnego po komedię włącznie, ale najdalej mu do typowych produkcji Bollywood… chociaż w zakończeniu widzimy sceny z tego gatunku, „domontowane” jakby na przekór temu wszystkiemu, co widzieliśmy wcześniej. To swoisty hymn na cześć miłości, spotęgowana radość ze szczęśliwego zakończenia… Doskonały, pełen napięcia scenariusz, który budzi zainteresowanie widza, mimo że niektóre wątki, niczym w baśni, są przewidywalne. Slumdog. Milioner z ulicy dostarcza widzowi wielu emocji, często bardzo skrajnych: od wzruszenia, któremu towarzyszą łzy, aż do niechęci, złości, buntu czy obrzydzenia.
Niewątpliwym walorem filmu są doskonałe zdjęcia (Anthony’ego Doda Mentle’a) i muzyka A.R. Rahmana będąca dla nich znakomitym tłem, która doskonale współgra z obrazem. Wszystkie te zalety zadecydowały o docenieniu Slumdoga. Milionera z ulicy przez Akademię Filmową aż w ośmiu kategoriach.
Bajka ku pokrzepieniu serc
*** Możliwe spoilery *** Często słyszy się, że „Slumdog. Milioner z ulicy” jest prawie jak Bollywood. Jednak wiadomo, że “prawie” robi wielką różnicę. Nie inaczej jest w przypadku najnowszego filmu Boyle’a”. Na szczęście, oprócz miejsca akcji ma on niewiele wspólnego z rozśpiewanymi hollywoodzkimi przebojami. Zamiast cukierkowatych obrazków pokazuje nam bowiem prawdziwe, pełne kontrastów Indie.
Film opowiada historię, która wydaje się być nieprawdopodobna. Bo jak inaczej nazwać można opowieść o 18-letnim chłopaku ze slumsów, któremu udaje się wygrać w indyjskiej wersji teleturnieju „Milionerzy”? Od razu nasuwa się pytanie: Jak on to zrobił? Skąd znał odpowiedzi? Jest to na tyle podejrzane, że Jamal, nasz bohater zostaje poddany przesłuchaniu, a nawet torturom na komisariacie, gdyż policjanci są pewni, iż musiał oszukiwać. Prawda jest jednak inna. Otóż za każdym pytaniem kryje się jakaś historia z życia głównego bohatera - spotkanie z gwiazdą kina, pogrom muzułmanów, romantyczna miłość. Tak więc fabułę śledzimy na trzech planach - studio telewizyjne, gdzie Jamal odpowiada na pytania, komisariat, a także jego wspomnienia zarówno z dzieciństwa jak i z tej mniej odległej przeszłości.
Można powiedzieć, że od strony technicznej „Slumdog” to prawdziwy majstersztyk. Wszystkie elementy fabuły tworzą zgrabną całość, a wspaniała muzyka A.R. Rahmana idealnie współgra z tłem wydarzeń. Trzeba również wspomnieć o rewelacyjnych zdjęciach autorstwa Anthony’ego Doda Mentle’a, które nadają produkcji niesamowity charakter. Film wywołuje cały wachlarz emocji - od śmiechu, poprzez napięcie w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń, aż po łzy wzruszenia. Nie jest to jednak ckliwa opowiastka, a żywe tempo filmu nie pozwala widzowi nudzić się ani przez chwilę.
„Slumdog” niewątpliwie zasłużył na wyróżnienie, jakim jest Oscar dla najlepszego filmu. Co z tego, że jest przewidywalny? Co z tego, że od pierwszych scen wiemy, że to bajka, która nieuchronnie zmierza ku szczęśliwemu zakończeniu? Nawet jeśli widzimy przerażające obrazy biedy i okrucieństwa w indyjskich slumsach i tak wiemy, że na końcu główny bohater pokona wszelkie przeciwności losu, wygra teleturniej i odnajdzie ukochaną. Ale czy nie tego właśnie oczekujemy? Chcemy, żeby film zafundował nam choć małą dawkę eskapizmu i pozwolił uwierzyć, ze marzenia się spełniają, że my także, tak jak Jamal, możemy osiągnąć wszystko, jeśli naprawdę czegoś chcemy. Brzmi banalnie, ale jakże prawdziwie.
Rewelacyjna opowieść o biednym bogaczu.
„Slumdog…” to kolejny Oscarowy film, który już od dawna chciałem zobaczyć. Niewątpliwie dziesięć nominacji do Oscarów i osiem wygranych statuetek zrobiły swoje i przyciągnęły moją i wielu innych uwagę.
Historia opowiadająca o udziale niewykształconego nastolatka w indyjskiej wersji „Milionerów”, który zarazem przynosi pozytywne efekty jak i tragiczne w skutkach. Bez wątpienia do tych drugich należy to, że przed zmierzeniem się z ostatnim pytaniem Jamal zostaje aresztowany i oskarżony o oszustwo. Następnie jesteśmy świadkami próby oczyszczenia się z winy młodego milionera, a co za tym idzie możemy poznać jego życie, które w nietypowy sposób miało związek z pytaniami, które padały w teleturnieju.
Obraz Danny’ego Boyla jest swoistym dramatem znakomicie przeplatającym w sobie wątki o zabarwieniu komediowym jak i miłosnym. Reżyser ujął w bardzo przerażający ale i prawdziwy sposób życie plebsu w Indiach. Gdy tylko się patrzy na tego typu „widoki” to człowieka przechodzi dreszcz. Klimat miejsca w którym dorasta główny bohater jest obecny w całym filmie. Bezpodstawne oskarżenia, kłamstwa, mafia, walka o przetrwanie i niespełniona miłość, to tylko kilka z niektórych spraw, które przez cały czas towarzyszą głównemu bohaterowi.
Obsadę filmu trzeba by było podzielić na trzy części. Aktorzy którzy odgrywają rolę Jamala, Salima i Latiki ci najmłodsi są rewelacyjni. Ich jakże przekonywująca gra najbardziej wyróżnia się w całym filmie. Z kolei ci co odgrywają rolę bohaterów we wczesnym okresie młodości są dosyć przeciętni. Te same role, inni aktorzy i zarazem całkiem inny odbiór postaci. Następnie „właściwi” aktorzy prezentują grę na dosyć przyzwoitym poziomie. Jednak trzeba przyznać, że najmłodsi najbardziej mnie urzekli swoimi postaciami.
Kolejną Oscarową kategorią jest tutaj muzyka, która jak najbardziej zasłużyła na statuetkę. Dzięki niej, niekiedy możemy inaczej odbierać niektóre sceny. Świetnie dopasowana jest w scenach romantycznych a przede wszystkim dramatycznych, w których to albo zwiększa napięcie albo podtrzymuje niepewność. Do tego dwie piosenki nominowane do Nagrody Akademii (w tym wygrana) są bardzo przebojowe i wpadają w ucho.
Wiele scen jest zrobionych w tak rewelacyjny sposób, że na długo pozostają w pamięci. Takową jest chociażby moment, gdy Latika i chłopcy się odłączają. Zastosowanie powtórki owego kadru świetnie komponuje się ze wspomnieniami Jamala. Można by wymieniać więcej takich scen, jednak po prostu warto obejrzeć film, żeby się przekonać na własne oczy.
Najlepsza produkcja 2008-ego roku jest na pewno hitem w kilku kategoriach. Na pewno jest to zasługa bardzo wciągającego i oryginalnego scenariusza, którego większość wątków potrafi trafić do widzów i przede wszystkim ich zaciekawić. Tutaj właśnie mamy zastosowany zabieg połączenia kilku gatunków, ażeby nic nie było specjalnie naciągane i przede wszystkim urozmaicone. Film ode mnie dostaje ocenę 9 z wielkim plusem.
Dramatyczne doświadczenia życiowe, które sprawiają, że to nie edukacja decyduje o stanie wiedzy.
Jamal Malik jako nastolatek bierze udział w indyjskiej wersji teleturnieju „Milionerzy”. Tuż przed wysłuchaniem ostatniego pytania za dwadzieścia milionów rupii chłopak zostaje porwany przez policję. Na posterunku funkcjonariusze stosując brutalne metody przesłuchań usiłują poznać tajemnicę sukcesu młodego Hindusa. Bity i rażony prądem Jamal w końcu postanawia wyjawić prawdę. Po prostu znał odpowiedzi. Chłopak zaczyna opowiadać historię swojego życia, która przeplata się z przebiegiem teleturnieju. Pytania padające w „Milionerach” mają swoje odzwierciedlenie w burzliwej biografii Jamala. Kiedy nastolatek kończy swą opowieść zostaje odstawiony do telewizji, by zagrać o najwyższą wygraną. Finałowe pytanie jest ironicznym elementem egzystencji Jamala. Pojawia się wielokrotnie w jego życiu, a chłopak nigdy wcześniej nie odczuwał potrzeby poznania odpowiedzi.
„Slumdog. Milioner z ulicy” to wzruszająca historia sieroty ukazana w zachwycający sposób. Reżyser Danny Boyle serwuje nam podróż przez najbardziej ohydne zakamarki Indii. Filmowiec prezentuje ten kraj takim, jaki jest naprawdę. Przeludnione ulice, wszechobecne ubóstwo i zbrodnia, która czai się niemal na każdym kroku to codzienność świata przedstawionego w obrazie. Jeśli jest się sierotą, to albo żebrze się będąc niewolnikiem gangstera, albo samemu wkracza się w świat przestępczy. Jamal doświadcza obu tych metod. Razem z bratem ucieka się do oszustw, kradzieży i przekrętów, by zarobić na chleb. Kiedy pojawiają się turyści pragnący zobaczyć realne oblicze Indi, a ich samochód zostaje rozkradziony na części jeden z bohaterów wypowiada kluczowe słowa, które można uznać za głos samego reżysera: „Chcieliście zobaczyć prawdziwe Indie, no to macie”. Zdjęcia wypełnione są brudem i biedą które towarzyszą postaciom niemal w każdej chwili.
Energiczne ruchy kamery sprawiają, że film staje się przyjemnym widokiem dla oka. Nie brakuje zbliżeń z dokładnymi wyrazami twarzy jak również bogatych kolorowo szerokich kadrów ukazujących ludność zbiorową czy też miasto. Co więcej, możemy doświadczyć ujęć pod nietypowym kątem. Tak jakby chciano nam zasugerować subtelnie zwichrowaną rzeczywistość, kiedy kamera ułożona jest pod skosem. Reżyser odważnie eksponuje sceny, których próżno nam szukać u innych twórców kina. Dzięki temu przez chwilę możemy się krzywić patrząc na chłopca znajdującego drogę ucieczki z zaryglowanej latryny przez zbiornik z fekaliami, czy też kiedy oprawcy wypalają dziecku oczy, by jako niewidome zbierało większe zarobki podczas żebrania.
Ścieżka dźwiękowa należycie integruje się z obrazem. Widz ma szansę posłuchać urozmaiconych melodii, których wachlarz sięga od romantycznych dźwięków niemal z „Titanica” po muzykę klubową i dyskotekową.
Ogromną zaletą filmu jest łagodzenie scen dramatycznych i sentymentalnych odpowiednią dawką humoru, który pozwala oderwać się na chwilę od drastycznej szczerości. Tak jak kino bollywoodzkie ma za zadanie odciągnąć hinduskiego widza od otaczającej go nędzy, tak „Slumdog” ma przykuć uwagę widowni właśnie na ten istotny element jakim jest bieda. Mieszkańcy Indii w filmie uważają, że Jamal to szczęściarz, który bez większych trudności dociera do ostatniego pytania w „Milionerach” i z podziwem śledzą jego zmagania w teleturnieju. Jednak to policja i widzowie poznają gorzką prawdę ujawniającą tragiczne okoliczności, które sprawiły, że odpowiedzi na zagadki w telewizyjnym show utrwaliły się w głowie bohatera. Dlatego szczęście postrzegane przez Hindusów jest tylko pozorne.
Film to także opowieść o niezwykłej miłości, która objawia się w kilku postaciach. Jamal wyjawia, że prawdziwym celem wystąpienia w programie było zwrócenie na siebie uwagi kobiety, którą kocha, a która jest poza jego zasięgiem. Oboje wędrując przez życie, mimo młodego wieku, zgromadzili bogaty bagaż doświadczeń i zostali rozdzieleni przed laty. Hindus pragnie szczęścia w postaci pojednania z ukochaną, a nie milionów, które gwarantuje mu wygrana „Milionerów”. Inne spojrzenie na miłość daje nam braterstwo Jamala i Salima, którzy zdani jedynie na siebie doskonale radzą sobie z przeciwnościami jakie im los zgotował.
Podsumowując, produkcja ta wzrusza, zachwyca a momentami bawi. Od strony aktorskiej wyróżnia się gra obsady, która wcieliła się w najmłodszych bohaterów z początku opowieści Jamala. Pozostali są tylko dobrzy. Film pretenduje jako kandydata do nominacji do Oscara w kilku kategoriach. Z pewnością obraz ten zasługuje na kilka statuetek.
-
Gdzie kupić?
-
Wiadomości
-
Pattinson w Igrzyskach śmierci?
-
Polski Box Office 18-20 maj
Dyktator opanował polskie kina, Avengers pokonani już w drugim tygodniu.
-
Jason Gedrick w Dexterze
W 7. sezonie serialu Dexter zobaczymy nowego bohatera granego przez Jasona Gedricka.
-
Wielki Gatsby - Zwiastun i plakat
Zapowiedź nowej adaptacji Wielkiego Gatsby'ego z DiCaprio, Mulligan i Maguire'em w głównych rolach.
-
Czerwiec w HBO
Zapraszam do zapoznania się z premierami jakie przygotowała dla nas w czerwcu stacja HBO.
- więcej »
-
-
Kino
-
Mroczne cienie
Mroczne cienie - W roku 1752 Joshua i Naomi Collins razem ze swoim synem Barnabasem wyemigrowali z Anglii do Ameryki, żeby uciec przed tajemniczą klątwą prześladującą ich rodzinę. Dwadzieścia lat później Barnabas jest bogatym playboyem, mającym świat u swoich stóp. Wszystko się zmienia kiedy Barnabas łamie serce potężnej czarownicy - Angelique Brouchard, która w ramach zemsty zamienia go w wampira, a następnie grzebie go żywcem. Dwa wieki później Barnabas zostaje uwolniony ze swojego grobowca.
-
Dyktator
Dyktator - Nawiązanie do głośnego filmu Dyktator Charliego Chaplina, tym razem w wykonaniu Sachy Barona Cohena (Borat). Jak mówi Cohen, jest to "niezwykła historia dyktatora, który heroicznie ryzykował własne życie po to, by demokracja nigdy nie zawitała do kraju, który z taką miłością terroryzował". U boku Cohena wystąpi Ben Kingsley oraz Anna Faris.
-
Raid
Raid - Świetnie wyszkolona drużyna SWAT, podczas wykonywania jednego z zadań, zostaje uwięziona w budynku rządzonym przez bezlitosnego gangstera. Oprócz niego, muszą stawić czoła jego armii złożonej z zabójców i złodziei.
-
Hell
Hell - Kiedyś było źródłem życia, światła i ciepła. Ale teraz słońce zmieniło cały świat w nagą, jałową, spękaną ziemię. Lasy zostały zwęglone. Wzdłuż dróg leżą trupy zwierząt. Żar z nieba leje się nawet nocą. Marie, jej młodsza siostra i Phillip jadą w stronę gór. Krążą słuchy, że jest tam jeszcze woda. Po drodze natykają się na Toma, świetnego mechanika. Czy mogą mu zaufać?
-
Babycall
Babycall - Anna, samotna matka ośmioletniego Andersa, przeprowadza się do nowego mieszkania w wielkim budynku. Oboje objęci są programem ochrony świadków i ich nowy adres objęty jest tajemnicą. Kobieta ma nadzieję, że tu nie trafi ojciec chłopca, który swoim brutalnym zachowaniem wielokrotnie udowadniał, że jest zagrożeniem dla niej i ich dziecka. Nowe miejsce wzmaga jednak niepokój Anny, więc żeby sobie z nim jakoś radzić kupuje elektryczną nianię. Pewnego razu, nasłuchując czy z synem wszystko w porządku, kobieta słyszy w urządzeniu niepokojące głosy. Głosy mordowanego innego dziecka...
- więcej »
-
-
-
Slumdog. Milioner z ulicy (2008) — 28
Jamal Malik to osiemnastoletni chłopak, wychowywany przez ulicę. Mimo, iż nie posiada wykształcenia, bierze udział w najpopularniejszym indyjskim teleturnieju- Milionerach, w którym to, radzi sobie zaskakująco...
-
10/10
Rewelacyjny film.Wrażliwy,brutalny,przerażający,fascynujący i wciagający w swoją rzeczywistość.Polecam goraco,szczególnie tym,którzy lubią płakać.
0 odpowiedzi
-
Perfekcja!!!
Świetnie poukładany scenariusz i rezyseria dobra gra aktorska no poprostu 10/10 nie da sie inaczej warto obejrzec nawet po kilka razy
0 odpowiedzi
-
Film był OK
Myślałam że nie bedzie mi sie podobał ale byłam mile zaskoczona
0 odpowiedzi
-
Rewelacja
Super film. Mus dla każdego kinomaniaka.
0 odpowiedzi
-
NIESPODZIANKA
NIESPODZIEWAŁEM SIĘ TAK REWELACYJNEGO PRZEŻYCIA JAKIM BYŁO OBEJRZENIE TEGO FILMU 10/10
0 odpowiedzi



amazonka.pl