Kiedy ucichną działa 1998

When Trumpets Fade

Listopad 1944 roku. Las Hurtgen na granicy niemiecko-belgijskiej. Jedynym ocalałym z pożogi jest szeregowiec Manning (Ron Eldard), który dostaje rozkaz od kapitana Pritchetta objęcia dowództwa nad grupką niedoświadczonych w boju żołnierzy. Ich zadanie polega na przedostaniu się na tyły wroga i zlikwidowaniu stanowiska… zobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
Aktorzy
, ,

Obsada Zobacz pełną obsadę

Ron Eldard
jako Szer. David Manning
Zak Orth
jako Warren Sanderson
Frank Whaley
jako Sanitariusz Chamberlain
Dylan Bruno
jako Sierż. Talbot
Devon Gummersall
jako Lonnie
Dan Futterman
jako Despin
Steven Petrarca
jako Baxter
Dwight Yoakam
jako Podpułkownik
Martin Donovan
jako Kpt. Roy Pritchett
Timothy Olyphant
jako Por. Lukas
Jeffrey Donovan
jako Bobby
Bobby Cannavale
jako Kpt. Zernek

Fabuła

Listopad 1944 roku. Las Hurtgen na granicy niemiecko-belgijskiej. Jedynym ocalałym z pożogi jest szeregowiec Manning (Ron Eldard), który dostaje rozkaz od kapitana Pritchetta objęcia dowództwa nad grupką niedoświadczonych w boju żołnierzy. Ich zadanie polega na przedostaniu się na tyły wroga i zlikwidowaniu stanowiska artyleryjskiego. Anonimowy

Gatunek
Dramat, Wojenny

Szczegóły

Kraj produkcji
USA, Węgry
Wiek
od 15 lat
Czas trwania
95 minut

Recenzje

Bohater mimo woli 6
  • 2006-12-03
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Gdy w sierpniu 1944 roku zdobyto Paryż, żołnierze wysyłani na front byli pełni entuzjazmu i pewni, że na Gwiazdkę wrócą do domu. Ich nadzieja przyblakła, gdy zostali zestawieni z okrutną, frontową rzeczywistością.

Akcja ma miejsce w lesie Hurtgen w 1944 na granicy belgijsko-niemieckiej, choć film kręcono na terenie Węgier. Bitwa stoczona o ten las poprzedza bitwę o Ardeny, która okazała się jednym z największych starć w historii II wojny światowej, podczas gdy bitwa o las Hurtgen została zapomniana przez historię, choć życie straciło tutaj 24 tysięcy alianckich żołnierzy.

Głównym bohaterem jest szeregowy David Manning (Ron Eldard), który aczkolwiek usiłuje przekonać nas o tym, że dba wyłącznie o bezpieczeństwo własnej skóry, trudno się z tym zgodzić obserwując jego zachowanie w sytuacjach, gdzie najodważniejszy staje się tchórzem i zdrajcą, a bohaterem staje się niejako z przypadku ten, który by się tego po sobie nie spodziewał. Im mniej jednoznaczna jest jego postać, tym bardziej staje się wiarygodna, dramatyczna i... budząca szacunek. Dodatkowo sprawna warsztatowo gra Rona Eldarda (Helikopter w ogniu, Statek widmo, Dom z piasku i mgły, Kolor zbrodni) zdolnego, lecz niedocenianego aktora, przydaje niewątpliwego waloru tej trudnej do ocenienia postaci.

W pierwszej scenie, która znajdując odbicie w finalnej, staje się chiazmem sprytnie spinającym filmową narrację, widzimy Manninga taszczącego na plecach rannego kolegę z oddziału, Bobby'ego. Wkrótce dowiadujemy się, że są jedynymi ocalałymi z boju żołnierzami ze swej kompani. Bob umiera, a Manning dociera do bazy będącej pod dowództwem kapitana Roya Pritchetta (Martin Donovan), który natychmiast korzysta z okazji, iż ma gotowy narybek na „przeszkoloną kadrę podoficerską" i mianuje go sierżantem, przydzielając oddział, którym ma dowodzić w najbliższej akcji – ataku na most opanowany przez Niemców, będący przyczółkiem wroga i kluczowym punktem bitwy. Manning, gdy jego wysiłki wywikłania się od obowiązków spełzają na niczym, niechętnie podejmuje odpowiedzialność za losy swoich żołnierzy, i okazując się utalentowanym strategiem, w chwili, gdy jego dowódcy tracą opanowanie, zdobywa wraz ze swym oddziałem wskazaną pozycję, przy okazji likwidując ku zdumieniu swych przełożonych gniazdo niemieckich dział przeciwpiechotnych, siejących zniszczenie w pozbawionych artyleryjnego wsparcia szeregach alianckich, czym przyczyniają się walnie do końcowego zwycięstwa.

Film ten pokazuje wszelkie okropieństwa wojny w niezwykle sugestywny, detaliczny sposób, łącznie z rozrywanymi przez działa na strzępy ciałami, strachem, agonią, bólem, nie oszczędzając widzowi złudzeń, iż wiele istnień ludzkich zostało niepotrzebnie poświęconych w złych decyzjach ambitnych, zadufanych w sobie przywódców, grzejących tyłki w bezpiecznym ciepełku.

Reżyser John Irving (Crazy Horse, Upiorna opowieść, Psy wojny, Hamburger Hill) koncentruje się bardziej na wojennym dramacie pojedynczego człowieka, którego szanse na przeżycie są bliskie zera, niż na tym, aby nakręcić film pełen cieszących oko widowiskowych scen batalistycznych. Scenarzysta William W. Vought nawet nie próbuje przekonać nas do banałów w typie apoteozy wojny, skłaniając się raczej ku prawdzie, że tu nie chodzi o to, by wygrać, lecz przeżyć. Jesteśmy zatem bez znieczulenia konfrontowani z tym, że w prawdziwej walce szanse na to są niewielkie, bo życie rzadko pisze tak szczęśliwe zakończenia, jak w hollywoodzkich filmach, a śmierć jest nieprzewidywalna i pozbawiona sentymentów. Film jest tak realistycznie nakręcony, że niemal czujemy na sobie brud, którym są oblepieni żołnierze, wilgoć okopów, przemoczone buty, dotkliwy chłód, i udziela nam się ten paraliżujący strach przez śmiercią, którym są opętani.

Mimo, iż jako produkcja telewizyjna jest to film niskobudżetowy, nie ustępuje miejsca takim potężnym sagom, jak „Szeregowiec Ryan” Spielberga czy „Cienka czerwona linia” Mallicka. Ogląda się go równie dobrze, a strona techniczna filmu i obsada aktorska nie budzą zastrzeżeń. Zdjęcia Thomasa Burstyna i Nyika Jansco, podobnie jak surowa, nostalgiczna muzyka Geoffrey'a Burgona (kompozytor brytyjskiej serii Kronik Narnijskich) wydatnie pomagają stworzyć ponurą atmosferę, spowitego mgłą listopadowego lasu. Ron Eldard w roli Manninga, anty-bohatera, a w gruncie rzeczy szlachetnego człowieka jest bardzo przekonywujący, podobnie Martin Donovan (Portret damy, Oniegin, Wszyscy święci, Strażnik) w roli kapitana Roya Prichetta. Wspólnie wiodą prym przy godnym akompaniamencie aktorów drugoplanowych - tutaj Zak Orth, jako nowicjusz Sanderson, Frank Whaley jako sanitariusz, Dwight Yoakam jako bezwzględny podpułkownik, tworząc zespół aktorski zdolny podołać większemu zadaniu, nawet gdyby nakręcono z ich udziałem film kinowy.

Polecam ten wstrząsający film każdemu. Ku pamięci tych, którzy zginęli.

4 z 4 osoby uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 1

Avatar square 200x200

arosATI 2009-09-01 10

10/10 Polecam – Mi sie film podobał ze wzgledu na efekty specjalne i w miare dobra fabułe. ;)

Współtworzą