Iluzjonista 2010

L'illusionniste

Francuski iluzjonista zostaje bez pracy, więc postanawia wyjechać do Szkocji. Spotyka tam młodą kobietę i razem z nią przeżywa przygody, które zmieniają ich życie na zawsze. Scenariusz animacji na podstawie pomysłu Jacquesa Tati.

Reżyseria
Aktorzy
, ,

Zwiastuny Zobacz wszystkie 1 zwiastun

Zdjęcia Zobacz wszystkie 38 zdjęć

Obsada Zobacz pełną obsadę

Jil Aigrot
jako Piosenkarka
Didier Gustin
jako Piosenkarz
Frédéric Lebon
jako Piosenkarz
Tom Urie
jako Różne głosy

Fabuła

Francuski iluzjonista zostaje bez pracy, więc postanawia wyjechać do Szkocji. Spotyka tam młodą kobietę i razem z nią przeżywa przygody, które zmieniają ich życie na zawsze. Scenariusz animacji na podstawie pomysłu Jacquesa Tati. ferhin2

Gatunek
Animowany, Komedia, Dramat

Szczegóły

Premiera
2010-11-26 (kino), 2010-02-16 (świat), 2011-04-14 (dvd)
Dystrybutor
Hagi
Kraj produkcji
Wielka Brytania, Francja
Inne tytuły
The Illusionist (tytuł międzynarodowy) (Wielka Brytania)
Wiek
od 7 lat
Czas trwania
80 minut
Budżet
11 000 000 GBP

Wiadomości zobacz wszystkie 1 wiadomość

Recenzje

Czarodzieje nie istnieją 8
  • 2011-03-31
  • napisana przez
  • zobacz wszystkie moje recenzje

Możliwe spoilery W odniesieniu do filmów animowanych można w naszym kraju z grubsza wyszczególnić dwa podejścia. Pierwsze, dotyczące przede wszystkim produkcji studia DreamWorks i Disney/Pixar, zakłada dużą kampanię promocyjną, gwiazdorską obsadę i błyskotliwie wyreżyserowany dubbing. Nic dziwnego - w końcu każdy film tych studiów, choćby denny, jest potencjalnym hitem. Na drugim biegunie tkwi reszta animacji, głównie europejskich lub "artystycznych" - słabo dystrybuowanych, okraszonych kiepskim dubbingiem i sprzedawanych jako filmy dla dzieci, niezależnie od zakładanej grupy docelowej. Ledwie kilka postaci może poszczycić się "poważnym" potraktowaniem przez producentów - niewątpliwie jednym z nich jest Sylvain Chomet.

Reżyser znany przede wszystkim z obrazu Trio z Belleville, konsekwentnie kroczy wytyczoną ścieżką artystyczną, tworząc filmy pozbawione popkulturowych cytatów, nie schlebiające masowym gustom, ale też pozostające atrakcyjnymi dla "szarego" kinomana, który po prostu chce obejrzeć interesujący film. Jego najnowszy obraz, Iluzjonista, powstał w oparciu o niezrealizowany scenariusz francuskiego reżysera i aktora, Jacquesa Tati (co wiązało się z wieloma kontrowersjami - zarzucano Chometowi, że zupełnie sprzeniewierzył się idei skryptu Tatiego, który miał być rozliczeniem z przeszłością). Na pierwszy rzut oka można w produkcji dojrzeć wiele punktów łączących ją z opowieścią o Championie i jego sympatycznej babci walczącej z włoską mafią - choćby poważniejszą obserwację i satyrę ukrytą pod płaszczykiem zabawnej, nieco groteskowej historyjki. Nie można się wszak nie uśmiechnąć, obserwując wysiłki podstarzałego iluzjonisty, który jeździ od miasta do miasta, pokazując wciąż te same sztuczki, aż trafia na głęboką prowincję, gdzie jego występ budzi zainteresowanie mieszkańców, głównie z uwagi na nieobecność wielkomiejskiej kultury. No i jest jeszcze dziewczynka, którą magik poznaje na owej wsi, a która jest święcie przekonana, iż mężczyzna jest prawdziwym czarodziejem, postanawia więc mu towarzyszyć, ku jego ogromnemu zdziwieniu.

Jest w filmie Chometa wiele sytuacji budzących śmiech: czy to scena z obiadem i poszukiwaniami królika, epizod w myjni samochodowej, czy też rozbrajający, pijany Szkot, w wylewny sposób prezentujący swoją sympatię w stosunku do iluzjonisty. Jednak wraz z rozwojem filmu przebija przez te obrazki coraz większa gorycz: widzimy nieuchronny proces przemijania, wizualizowany za pomocą losów cyrkowych artystów, postępującą komercjalizację i zatracenie ludzkiej empatii, wrażliwości na drugiego człowieka, zastąpionej chciwością i skupieniem na dobrach materialnych. Reżyser portretuje Edynburg (w którym dzieje się akcja) jako miejsce piękne, lecz z czasem zmieniające się na niekorzyść, wysysające siły z tych, którzy nie potrafią dostosować się do rzeczywistości. Te przekształcenia dotykają zresztą także i bohaterów – iluzjonistę i dziewczynę. Ich związek, oparty na relacji ojciec-córka, powoli zmienia się z czystego, bezinteresownego zachwytu w jego bardziej materialistyczną wersję. Dziewczynka nadal uważa mężczyznę za prawdziwego czarodzieja, jednak wyznacznikiem przywiązania stają się kolejne prezenty, fundowane przez magika, prostolinijnego dobroducha, który również nie potrafi wymyślić innej formy miłości i ucieka od konieczności wyjawienia prawdy o swoich sztuczkach.

Mam zresztą wrażenie, że Chometowi przytępiło się satyryczne ostrze, którym kłuł w swym poprzednim filmie. Nadal potrafi celnie uderzyć, np. portretując popularny zespół rockowy "The Britoons", uwidaczniając pazerność pracodawców i menadżerów żerujących na podwładnych, lub pokazując zachwyt ludzi nad idiotyczną, kiczowatą reklamą tekstyliów. Wydaje się jednak, iż siła wyrazu tych przedstawień jakoś się rozpływa w sentymentalizmie i nostalgii, nie wybrzmiewają one tak jak powinny. Przykładem może być wspomniana dziewczynka - wiadomo że jest zauroczona iluzjonistą, głupio wręcz wierzy w jego moc, jednak jej zachcianki wielu widzów traktuje nie jako przykład niewiedzy i dziecięcej ufności, ale materializmu i przedmiotowego charakteru relacji z magikiem. W kontekście finału opowieść ewoluuje z historii o naiwnej, prostodusznej przyjaźni w przypowieść o tym, że czasem człowiek docenia to, co posiada dopiero w momencie, gdy to traci. Nie jestem pewien, czy rzeczywiście taki był zamysł reżysera…

Niewątpliwie udział w tym "zmiękczeniu" ma warstwa wizualna. Podczas gdy w Trio z Belleville Chomet zastosował karykaturalną, dość groteskową kreskę, w Iluzjoniście styl jest zdecydowanie bardziej realistyczny, co uwidacznia się nie tylko w prezencji bohaterów (zwłaszcza głównych), ale i budowaniu przestrzeni. Nie da się jednak zaprzeczyć, że zaprezentowane obrazki są niezwykle piękne: ekran skrzy się kolorami, animacja jest bardzo płynna i dopracowana, pełna różnorodnych detali i szczegółów, a panoramy miasta i szkockiej wsi zachęcają do westchnięcia z zachwytu. Strona plastyczna jest z pewnością jedną z największych zalet tego filmu i mam wrażenie - niestety - że momentami bierze górę nad treścią.

Iluzjonista to film piękny. Piękny i gorzki. Nie rezonuje tak mocno, jak Trio z Belleville, ale ma w sobie coś, co pozostaje w człowieku po wyjściu z sali kinowej, jakiś szczególny rodzaj melancholii. Warto dać mu szansę, choćby po to, żeby przekonać się, iż animacja może nieść ze sobą więcej niż tylko rozrywkę i ciepłe kluchy dla najmłodszych.

Adnotacja: recenzja pierwotnie ukazała się na portalu EFantastyka.

0 z 1 osoba uznało tę recenzję za pomocną.
Czy ta recenzja była pomocna? Tak Nie

Komentarze 0

Avatar square 200x200

Współtworzą