Rzym, miasto otwarte 1945

Roma, città aperta

Rankiem, na powracającego do domu Giorgio Manfrediego - działającego w podziemiu - gestapowcy urządzają łapankę, ale Manfrediemu udaje się jednak zbiec. Przy pomocy małego chłopca Marcella, kontaktuje się z don Pietro, proboszczem współdziałającym z ruchem oporu. Manfredi powierza księdzu zadanie, którego jako "spalony" sam nie… zobacz więcej

Reżyseria
Scenariusz
Aktorzy
, ,

Obsada Zobacz pełną obsadę

Aldo Fabrizi
jako Don Pietro Pellegrini
Anna Magnani
jako Pina
Marcello Pagliero
jako Giorgio Manfredi
Vito Annichiarico
jako Piccolo Marcello
Nando Bruno
jako Agostino
Harry Feist
jako Mjr Bergmann
Giovanna Galletti
jako Ingrid
Francesco Grandjacquet
jako Francesco
Maria Michi
jako Marina Mari
Carla Rovere
jako Lauretta

Fabuła

Rankiem, na powracającego do domu Giorgio Manfrediego - działającego w podziemiu - gestapowcy urządzają łapankę, ale Manfrediemu udaje się jednak zbiec. Przy pomocy małego chłopca Marcella, kontaktuje się z don Pietro, proboszczem współdziałającym z ruchem oporu. Manfredi powierza księdzu zadanie, którego jako "spalony" sam nie może już wypełnić: chodzi o przekazanie emisariuszowi partyzantów znacznej sumy pieniędzy. marcoduch

Gatunek
Dramat, Wojenny

Szczegóły

Premiera
1945-09-27 (świat)
Kraj produkcji
Włochy
Inne tytuły
Open City (USA)
Rome, Open City (tytuł niezdefiniowany)
Czas trwania
100 minut

Recenzje

Nie mamy jeszcze recenzji do tego filmu, bądź pierwszy i napisz recenzję

Komentarze 1

Avatar square 200x200

Mis_Koralgol 2014-08-26 8

Fajny – Zadziwiająco mi nawet siadł – jak na tak stary film. Jedyny zarzut który bym miał to taki odrobinę sztuczny jakby był, a dramatyzm miejscami jakby na siłę. Ale poza tym to jakbym oglądał coś polskiego – od razu mi się Generał Nil przypominał czy nawet Pułkownik Kwiatkowski (chociaż tam zupełnie inny ton, ale podobna … "tematyka").

Ale i tak dałem 8/10

Przekonywująca gra aktorska, odpowiednie tempo – jak dla mnie film "dostojny" ale nie nużący :) Albo po prostu miałem odpowiedni nastrój. Oprócz tego, chociaż to raczej kwestia tamtego stylu, ale trochę raziła mnie muzyka. Wcinała się gdzieniegdzie, nie była tłem a niemalże aktorem. Chyba nie powinno tak być – a nawet jeśli to spójnie, przez całość, a nie raz tak raz tak. No cóż tak to robili

Współtworzą