Podsumowanie 3. FMF w Krakowie

3. Festiwal Muzyki Filmowej

Dziś mija tydzień od zakończenia 3. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie. Można było spokojnie przetrawić emocję, przemyśleć wszystko i wysnuć odpowiednie wnioski.

W skrócie należy pochwalić to wydarzenie, jako jedne z najlepszych i najważniejszych w Polsce, a zarazem jedno z kilku takiej rangi w Europie.

To dopiero 3. Festiwal Muzyki Filmowej, a jego ranga i poziom rosną w pozytywnie zastraszającym tempie. W tym roku gośćmi specjalnymi były takie gwiazdy światowej muzyki jak Tan Dun, Shigeru Umebayashi i oczywiście kompozytor Władcy Pierścieni, Howard Shore.

Tan Dun i Leszek MożdżerTan Dun i Leszek Możdżer

Niestety, to już druga edycja pechowa pod względem pogody. W 2009 roku wichura zmieniła plany związane z koncertem Duna na Błoniach, w tym roku, zagrożenie powodziowe sprawiło, że widowiska przeniesiono do Hali Ocynowni. Natura sprawiła problemy organizacyjne, które na szczęście w większości dało się rozwiązać.

Wyraźnie można było dostrzec, że popularność festiwalu rośnie również wśród przeciętnych kinomaniaków, którzy na codzień nie mają nic wspólnego z muzyką filmową. Wielu ludzi, z którymi rozmawialiśmy, podkreślało, że przyszło tu, bo znało filmy i chciało przeżyć coś nowego. Na pewno też takie koncerty, pełne emocji i niespotykanych nigdzie indziej dźwięków, sprawią, że popularność tego gatunku muzyki w Polsce będzie rosnąć w zastraszającym tempie. Z drugiej strony, patrząc ile osób było na koncercie gwiazdy jaką bez wątpienia jest Shore, ile z nich chciało autograf, można wysnuć wniosek, że z popularnością muzyki filmowej w naszym kraju nie jest tak źle, jak mogło to się wydawać.

Shigeru UmebayashiShigeru Umebayashi

Co do samej organizacji i "znowu" zmian "za pięć dwunasta", widać było przez to parę zgrzytów, które tkwiły w szczegółach. Przepływ informacji o zmianach nie był tak "płynny" jaki powinien być. W mediach i na stronie organizatora pojawiały się sprzeczne godziny spotkań, przez co niektórzy mogli odczuć pewną dozę chaosu i nie wiedzieć kiedy, co się dzieje.

Koncerty przebiegały dobrze pod względem organizacyjnym. Minusem był zakaz wchodzenia dla prasy do sektoru A i ustawienie fotografów na wysokości połowy sektora B. Utrudniało to niesamowicie pracę. Ciężko było ocenić grę orkiestry i poczuć te emocje w odpowiedniej dawce, jeśli było się tak daleko. Plusem była sama Hala Ocynowni. Tym razem zebranym nie dokuczały hałasy ulicy i zimno, a sama akustyka wywierała pozytywne wrażenie. Czyżby Hala miała stać się stałym miejscem widowisk FMF`u? Z drugiej strony, koncert na Błoniach na świeżym powietrzu tworzył inny, ciekawy klimat, którego nie da się porównać. Są plusy i minusy obu miejsc.

Prawda jest taka, że w tak olbrzymim i niesamowicie skomplikowanym przedsięwzięciu jakim jest FMF, zawsze pojawią się mniejsze lub większe wpadki. Ciężko czegoś takiego uniknąć. Jest to młody festiwal, który uczy się i rozwija w oszałamiającym tempie i praktycznie staje się wizytówką Polski na całym świecie.

Organizatorom należą się słowa uznania i podziękowania za wspaniale wykonaną robotę. FMF jest wydarzeniem wyrastający na najważniejsze dla przeciętnego kinomaniaka w Polsce, a także dla wielbicieli muzyki nie tylko filmowej. Co ciekawe, koncerty nie są "nudne" jak mogą krytycy muzyki klasycznej twierdzić. Są często bardziej żywiołowe i widowiskowe niż można byłoby się tego spodziewać. Najbardziej widać było to w tym roku po Tan Dunie, który żywo dyrygując orkiestrą, robił prawdziwe show, a jego ekspresja emocji hipnotyzowała publikę.

Howard ShoreHoward Shore

Zdecydowanie najlepszym koncertem był występ Duna i Możdżera, był zarazem żywiołowy, z rozmachem i subtelny, spokojny. Umebayashi to inna bajka, ciekawy przekrój jego filmografii z urzekającymi momentami, lecz z brakiem tego specyficznego czaru dnia poprzedniego, przez co nie moglibyśmy ustawić tego wydarzenia na równi z Dunem. Władca Pierścieni, wielki finał Trylogii z Howardem Shorem, to dowód tego, że magia kina działa nadal i jej podstawą jej muzyka.

Mimo wszystko atmosfera, niesamowite muzyczne doznania niwelowały tę parę minusów, dzięki czemu relacjonowanie Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie należy do czystej przyjemności, a dla zebranych słuchaczy były to najpiękniejsze wieczory w ich życiu.

Pytanie brzmi, co za rok? Czy John Williams? A może cytując przedstawicielkę KBF`u, która w wywiadzie dla Interii mówiła o twórcy Piratów z Karaibów, właśnie jeden z kompozytorów tej partytury? Czy również pojawi się ktoś z Azji? Taro Iwashiro albo oszałamiający Joe Hisaishi?

Zapraszamy do komentowania i dyskusji.

OTWARCIE FESTIWALU I AKADEMIE
HEROICZNIE: TAN DUN I LESZEK MOŻDŻER
LATAJĄCE SZTYLETY: SHIGERU UMEBAYASHI
WŁADCA PIERŚCIENI: POWRÓT KRÓLA
SPOTKANIE Z SHIGERU UMEBAYASHIM
SPOTKANIE Z HOWARDEM SHOREM
SPOTKANIE Z TAN DUNEM
DISNEY – KRÓLESTWO MUZYKI