Oceniamy Grę o tron!

Gra o tron

Stacja HBO od lat jest marką kojarzoną ze świetnymi oryginalnymi produkcjami. Nie inaczej jest w przypadku jednego z najbardziej oczekiwanych seriali ostatnich lat pt. Gra o tron. Utalentowana ekipa, świetna obsada i ciekawa historia fantasy oparta na powieści George`a R.R. Martina – czy to wszystko wpłynęło na dobry pilot, który spełnił pokładane w nim nadzieje?

Od pierwszych minut emisji odcinka Gry o tron twórcy wprowadzają nas w realia świata Westeros. Natychmiast w oczy rzuca się wizualny dobrobyt produkcji. Niesamowite kostiumy, scenografia, czy nawet język postaci są dopracowane w najmniejszych szczegółach. Budzi to wielki podziw. W słowach wypowiadanych nie mamy żadnych, które swoją współczesnością mogłyby psuć klimat produkcji.

Początek to też dowód na to, że ten serial jest krwistą opowieścią tylko dla widzów dorosłych. Twórcy nie bawią się w niedopowiedzenia czy zabawy ujęciami kamery – gdy dochodzi do przemocy, jest to ona wyraźna i dosłowna. To samo tyczy się scen nagości czy stosunków intymnych. Było to wyraźnie widoczne podczas ślubu Khala Drogo z Daenerys, kiedy dochodziło do orgii, a wszystko zakończyło śmiercią jednej osoby, ponieważ jak się dowiedzieliśmy: "ślub bez ofiary byłby nudny".

Pierwszy odcinek nie polega na widowisku, wciągających intrygach czy emocjonującej walki o władzę. Jest to przede wszystkim wprowadzenie i przedstawienie bohaterów opowieści. Najpierw poznajemy ród Starków, z których najciekawiej prezentują się Ned Stark (Sean Bean) oraz młoda, wydaje się także i waleczna, Arya. Z Lannisterów wrażenie zrobił intrygujący Tyrion (Peter Dinklage) i piękna królowa Cersei (Lena Headey). Do tego nienagannie grający Mark Addy w roli króla Roberta Baratheona oraz Jason Momoa, który jako niepokonany Khal Drogo wygląda imponująco – najwyraźniej przeciwnicy aktora, który niedługo zagra również Conana, będą musieli zweryfikować swoją opinię. Najbardziej bezbarwni, póki co, są przedstawiciele rodu Targaryen. Nie mieli dużo pola do popisu, więc miejmy nadzieję, że to jedynie chwilowe.

Gra o tronGra o tron

Chociaż cały pilot opiera się na dialogach i relacjach pomiędzy postaciami, ogląda się go z zaciekawieniem. Poznajemy "graczy" i z każdą minutę dowiadujemy się, że nie wszystko jest tym, czym wydaje się na pierwszy rzut oka. Każdy ma ukryty cel i możemy spodziewać się dużej ilości zwrotów akcji i intryg. Scena kończąca odcinek została wyreżyserowana fenomenalnie. Zwrot "miłość wymaga poświęceń" nabiera w tym serialu nowego wymiaru.

HBO po raz kolejny udowodniło, że jeśli chodzi o tworzenie produkcji z wysokim budżetem, robi to najlepiej na świecie. Pilot ogląda się lekko i z nieukrywaną przyjemnością. Nawet, jeśli nie czytało się książki, bez problemu widz nadąża za rozwojem akcji. Przez cały seans towarzyszy jedna myśl – w końcu wielbiciele fantasy mają dojrzałą i mroczną opowieść, którą będą mogli śledzić z zapartym tchem.