Oceniamy Thora!

Thor

Thor Kennetha Branagha w Polsce w kinach od 29 kwietnia (wcześniej pokazy przedpremierowe). Film otwiera na całym świecie sezon letni w kinach, czyli piękne miesiące superprodukcji napakowanych efektami specjalnymi, których budżety nie schodzą poniżej 100 milionów dolarów.

Autorem recenzji jest Gerard Mycek. Jaka jest najnowsza ekranizacja komiksu?

Kiedy w 1962 roku Stan Lee, Jack Kirby i Larry Lieber opublikowali pierwszy komiks, w którym po raz pierwszy pojawił się stworzony przez nich nowy super bohater, nie spodziewali się pewnie że stanie się ona równie popularna co inne serie studia Marvel Comics. Wszak większość z nas słyszała o niepokornym bogu Thorze skazanym za swoje nieposłuszeństwo na wygnanie z Asgardu i karny pobyt na Ziemi pod postacią śmiertelnego człowieka. Na fali coraz to większej popularności gatunku fantastyki w kinie, producenci dostrzegając w tej gałęzi kurę znoszącą złote jajka przez kolejne lata serwują nam coraz więcej filmów tego rodzaju. Są również wśród nich ekranizacje najbardziej znanych serii komiksowych z uniwersum Marvela i DC Comics. Po tych najbardziej popularnych (jak Batman, Ironman itd.) przyszła również w końcu i kolej na wspomnianego we wstępie Thora. Z ekranizacjami różnie to bywa, jedne są bardziej udane a inne mniej. Nie jestem jakimś wielkim fanem komiksów, więc nie oczekiwałem po tym filmie nie wiadomo czego. Thor nie jest bowiem filmem ambitnym, to nie tego rodzaju kino. Film ten celuje bardziej w przeciętnego widza nastawionego na rozrywkę i warto już na wstępie zaznaczyć, iż rozrywkę tę on dostaje.

ThorThor

Fabuła filmu jest z grubsza oparta na tym co przytoczyłem we wstępie; w wyniku nieposłuszeństwa i samowoli ojciec Thora wszechpotężny bóg Odyn zsyła go na banicję na Ziemie pod postacią zwykłego śmiertelnika, pozbawiając go wszystkich jego mocy oraz jego symbolu władzy – młota Mjolnir. Już na samym początku bohater wpada na piękną Jane Foster (Natalie Portman) oraz jej ekipę badawczą. Nikt jednak nie wie, że w tym samym czasie w siedzibie Bogów Asgardzie spisek mający na celu przejęcie władzy knuje brat Thora – Loki. Tyle tytułem wstępu do fabuły, aby zbytnio nie spoilerować, wszak nikt tego nie lubi. Fabuła nie jest zbyt ambitna przez co specjalnie nie zachwyca, czego powodem jest zbyt luźne i ogólnikowe podejście do zgodności z komiksowym pierwowzorem. Kto wie, może gdyby twórcy bardziej skupili się na komiksie to moglibyśmy delektować się w kinach czymś na miarę pierwszego Spidermana. Mnie osobiście podczas seansu drażnił zbyt długi wstęp, przez co część filmu związana z pobytem Thora na Ziemi jest bardzo spłycona i naiwna. Sprawia to, że film jest jeszcze mniej realny niż mogłoby się wydawać. Fabuła nie zawiera zaskakujących zwrotów akcji o 180 stopni, ale jest w niej parę momentów, w trakcie których można poczuć lekkie zaskoczenie biegiem wydarzeń. Akcja idzie wartko i nie ma żadnych przestojów w filmie na zbędne dialogi. Praktycznie cały czas na ekranie coś się dzieje i nie ma czasu oderwać od niego oczu co jest z pewnością zaletą w tego typu filmach.

ThorThor

Obsada w większości została przemyślanie i dobrze dobrana. Chris Hemsworth jako Thor spisuje się dobrze, aczkolwiek odniosłem wrażenie, że w pierwszej części filmu zachowuje się trochę jakby miał lekkie ADHD, ale to tylko takie moje odczucie. Główna rola kobieca Jane Foster została powierzona Natalie Portman, która po raz kolejny udowodniła, że równie dobrze spisuje się w kinie ambitnym jak i typowo rozrywkowym. W roli Odyna ojca Thora widzimy na ekranie Anthony’ego Hopkinsa, który jednak w żaden specjalny sposób się nie wyróżnia mimo swojego wielkiego talentu aktorskiego; za pierwszym razem ciężko go w ogóle rozpoznać. Najgorzej wypadającą postacią w całym filmie jest Loki grany przez Toma Hiddlestona. Jak na czarny charakter jest on mało wyrazistym aktorem i przez to po prostu komicznym.
Mimo wielu „poważnych” scen w filmie znalazło się również mnóstwo miejsca na elementy komediowe, które można porównać poziomem do tych z drugiej części Transformersów. Nie są one specjalnie wybitne (jak np. w filmach Allena), ale można się przy nich nieźle ubawić (salwy śmiechu na sali kinowej raczej to potwierdzają) i większości widzów się spodobają. Obecny jest zarówno humor słowny jak i sytuacyjny, szczególnie jedna scena z młotem w roli głównej… Dużą zasługę ma tutaj dobre zagranie swoich ról przez Hemswortha i Portman, gdyż to ta para wiedzie prym we wszelkich gagach w trakcie trwania całego filmu. Na szczęście postarano się o odpowiednie zbalansowanie poziomu powagi filmu, przez co scenki komediowe nie kontrastują ze scenami zbytniego patosu, których jednak nie ma prawie w ogóle.

Teraz coś o efektach specjalnych, których oczywiście w filmie tego gatunku nie mogło zabraknąć. Muszę przyznać, że jak na produkcje o super bohaterach to stoją one na bardzo wysokim poziomie. Poprzeczka została wysoko zwieszona i jestem naprawdę ciekaw czy Zielona Latarnia je przebije. Największe wrażenie na mnie zrobił Bifrost… bardziej zaznajomieni czytelniczy wiedzą co to jest, a tych mniej zapraszam na film – na pewno się dowiecie.

ThorThor

Kim byłby Thor bez swojego młota? Tak, również młot i jego moce zostały w ciekawy sposób pokazane, szczególnie w scenach walki, które naprawdę robią wrażenie. Są dosyć nieszablonowe i odbiegają od tego co zostało pokazane do tej pory w takich filmach. W pewnym momencie walka odbywała się tak szybko, że poczułem się trochę zagubiony w tym wszystkim. Trochę rozczarowany zostałem sposobem w jaki został odwzorowany Asgard, siedziba bogów. Wydaje się jakby jego architektura została wyjęta z jakiegoś filmu sagi Gwiezdnych Wojen. Ponadto ogólnie cała otoczka tajemniczości zamiast oscylować w okolicach mitologii Nordyckiej, jest zbliżona nieco do klimatów science-fiction, co zostało nawet w pewnym momencie filmu w jakiś dziwny i niespójny sposób wyjaśnione. I jak już się czepiać to na krytykę zasługują również kostiumy mieszkańców Asgardu, wydają się bowiem sztywne i plastikowe, brak im starożytnej Nordyckiej surowości jaką sobie wyobrażałem. Muzyka jest raczej na przeciętnym poziomie, brak głównej-przewodniej melodii, która wpadałaby w ucho. Ponadto udźwiękowienie w większości opiera się na odgłosach wydawanych przez różnego rodzaju wybuchy, walki itp. czyli na sztucznie wygenerowanych efektach dźwiękowych, które w pewnych momentach swoim poziomem przerastają to co dzieje się na ekranie. Nie jest to specjalnie miłe dla ucha, lecz także nie jest męczące. Na szczęście dzieje się tak tylko kilka razy w trakcie całego seansu.

Na koniec pora wypowiedzieć się o 3D w tym filmie, gdyż na tę chwilę będzie on głównie (jeśli nie wyłącznie) grany w tej wersji. Fakt tem powinien w domniemaniu implikować jego wysoką jakość i wrażenia głębi. Jednak tylko z pozoru, znakomita większość scen w filmie mogłaby się obyć bez tego dodatkowego „wynalazku” wpychanego ostatnio na siłę do niemalże każdej większej i wysokobudżetowej produkcji. Jedynie sceny walki i niektóre zbliżenia ukazują wyraźnie odczuwalny efekt głębi. Nie ma ich niestety według mnie na tyle dużo, aby film reklamować jako 3D i zmuszać ludzi do oglądania tej wersji bez dodatkowej możliwości wyboru 2D. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w pewnych momentach 3D było zbędne i umieszczane na siłę psuło zamierzony efekt. Lepszej jakości efekt głębi był w krótkim zwiastunie Kung Fu Pandy 2 wyświetlanym przed seansem niż wszystkie najlepsze sceny 3D z Thora razem wzięte. Nie obawiajcie się jednak, gdyż w przypadku tego filmu jest i tak o wiele lepiej niż w porównaniu np. ze Starciem Tytanów. Ponadto efekt 3D jest z mojego doświadczenia postrzegany bardzo różnie przez różne osoby. Niektórzy są na niego bardziej podatni inni mniej, dlatego tak różne komentarze i opinie na temat filmów realizowanych w tej technice. Ponadto im ktoś więcej tego typu filmów obejrzał tym mniejszy efekt na nim wywołują kolejne, po prostu w końcu to się każdemu „przejada”. Najlepiej więc samemu pójść i ocenić, aniżeli polegać wyłącznie na opiniach innych.

ThorThor

Podsumowując film w skali 1-10 daję mu zasłużone 7,5. Dlaczego taka a nie inna ocena? Powody znajdziecie powyżej. Film idealny dla każdego kto nie oczekuje zbyt ambitnego podejścia do tematu i fabuły, a potrzebuje jedynie lekko strawnej rozrywki na wiosenny weekend i majówkę. Jest to pozycja obowiązkowa dla fanów komiksów, ich ekranizacji oraz oczekujących na zbliżający się już wielkimi krokami The Avengers, który połączy w jednym filmie najbardziej znane postaci uniwersum Marvela (m. in. Iron Man, Hulk i Thor). I na koniec mała rada dla każdego kto wybierz się do kina, podobnie jak na Iron Manie – warto siedzieć aż do samego końca napisów, naprawdę!