Podczas gry o tron sekrety wychodzą na jaw

Gra o tron

Cotygodniowa porcja intryg, zdrad i spisków toczonych w cieniu Żelaznego Tronu za nami. Szósty odcinek Gry o tron, zatytułowany "A Golden Crown", dostarcza dawkę niemałych emocji i jeszcze więcej szokujących informacji.

Sekrety, które dotąd były pilnie strzeżone, wychodzą na jaw, a bohaterowie wreszcie dostrzegają prawdę, która wcześniej umykała przed ich wzrokiem.

Zarówno te małe, jak i duże tajemnice mają ogromne znaczenie nie tylko dla osób, których dotyczą, ale dla wszystkich Siedmiu Królestw i całego Westeros. Gracze poruszają się po planszy, każdy chce ugrać coś dla siebie, wydarzenia nabierają tempa i wyraźnie widzimy cel, jaki przyświeca działaniom poszczególnych osób.

Gra o tronGra o tron

W poprzednim odcinku Ned w brutalny i bolesny sposób przekonał się jak niebezpieczna jest gra o tron, szczególnie wtedy, gdy za przeciwnika ma się rodzinę Lannisterów. Robert przywraca go na stanowisko namiestnika, przykazując jednocześnie by ten odpuścił i poprawił swoje stosunki z rodziną małżonki oraz wpłynął na żonę, by ta wypuściła Tyriona. Plany Starka są jednak inne – bynajmniej nie rezygnuje ze swojej misji i uparcie dąży do rozwikłania tajemnicy śmierci swego poprzednika. Nie przeczuwa, że powód śmierci Lorda Arryna i tajemnica, którą odkrył będą miały ogromne znaczenie dla przyszłości królestwa. Na rozwiązanie zagadki naprowadza go niejako Sansa i banalna sprawa koloru włosów Joffreya. Okazuje się, że król nie jest ojcem żadnego z dzieci Cersei, są one bowiem owocem kazirodczego związku królowej z jej bratem.

Wysoko w Eyrie, uwięziony w podniebnych celach Tyrion, obiecuje strażnikowi nagrodę w zamian za przekazanie wiadomość Lady Arryn. W sali tronowej, w towarzystwie arystokracji i rycerstwa, karzeł wyznaje swoje winy i wylewa żale za to jak jest traktowany. Jednocześnie żąda sprawiedliwości oraz procesu poprzez walkę, która zgodnie z prawem mu się należy oraz czempiona, który będzie go reprezentował. Pojedynek świetnie pokazuje jak różne są style walki wśród przedstawicieli danej grupy społecznej: inaczej walczą najemnicy, a inaczej zwykli rycerze. Różnica ta jest jednak znacząca; czasem stosowanie się do przyjętych zasad i honorowa walka oznacza śmierć, bo liczy się zwycięstwo za wszelką cenę i przy użyciu dostępnych środków oraz nabytych umiejętności. Tutaj trzeba napisać, że sala tronowa z Księżycowymi Drzwiami robi słabe wrażenie, biorąc pod uwagę wielkość zamku, a i sama walka w pewnym sensie rozczarowuje, chciałoby się po prostu czegoś bardziej efektownego.

Gra o tronGra o tron

Najmocniejszym punktem całego odcinka, mimo wszystko, były sceny rozgrywające się w Vaes Dothraki. Emilia Clarke i Harry Lloyd w końcu w pełni pokazali na co ich stać i że wybranie ich do ról rodzeństwa Targaryen nie był złym pomysłem. Daenerys wreszcie udowadnia, kto jest prawdziwym Smokiem i potomkiem rodu. Viserys widzi w siostrze i jej nienarodzonym dziecku coraz większe zagrożenie dla siebie i swoich planów zdobycia tronu. Dany ugruntowała swoją pozycję jako khalessi i pokazała przed bratem, że jest niezależna, nie boi się go i – co ważne – nie liczy z jego zdaniem, a do tego w pewien sposób jest potężna.

Finałowa scena, w której Viserys otrzymuje w końcu swoja koronę, robi naprawdę ogromne wrażenie. Występ Lloyda, choć tragiczny w ostatecznym rozrachunku, zasługuje na pochwałę.

Autor: Jarosław Machura