Anna Brzezińska o Rodzinie Borgiów - część 1

Rodzina Borgiów

Stacja HBO Polska opublikowała na swojej stronie internetowej dwa felietony słynnej pisarki fantasy i zarazem historyka epoki średniowiecza, Anny Brzezińskiej, które są tematycznie związane z emitowanym serialem Rodzina Borgiów.

Przypominamy, że finałowy odcinek pierwszego sezonu ma emisję w HBO Polska już 13 sierpnia w najbliższą sobotę o 22:00.

Rzym – miasto kurtyzan

Rzym, siedzibę papieży i stolicę całego chrześcijańskiego świata, od dawna nazywano głowa świata (caput mundi), ale w czasach renesansowego szaleństwa niektóry złośliwie zmieniali tę nazwę na ogon świata (cauda mundi).

Obyczaje Aleksandra VI, który wcześniej był po prostu Rodrigem Borgią, nie stanowiły wyjątku. Otoczony wianuszkiem nieślubnych dzieci – ślubnych jako duchowny posiadać niestety nie mógł – i niezwykle wrażliwy na urodę niewiast gorszył oczywiście moralistów trybem życia, który niespecjalnie dawał się pogodzić z interesami papiestwa. W tamtych czasach wielu kardynałów żyło jednak jak udzielni książęta, przedkładając uczty, polowania i miłostki nad lekturę nabożnych ksiąg. A Rzym im sprzyjał i nęcił najrozmaitszymi pokusami.

W tamtych czasach bardzo wielu młodych rzutkich mężczyzn wybierało służbę Bogu nie tylko z powodu swej wyjątkowej nabożności. Plebejusze i młodsi synowie szlacheccy traktowali Kościół jako miejsce, w którym ich talenty zostaną docenione i gdzie mogą dochrapać się nawet najwyższych godności. Istniały precedensy: wszak papież Sykstus V był synem zwykłego chłopa. Słowem, z całej Europy ciągnęli do Rzymu rzutcy, młodzi ludzie, marząc, że za jakiś czas zadziwią współczesnych, dochrapią się wielkich zaszczytów i zdobędą fortunę. I mimo że byli zobowiązani do zachowania celibatu, wielu z nich tęskniło do kobiecego towarzystwa. Paradoksalnie nie chodziło wyłącznie o rozkosze łoża, ale również o obecność kobiet, rozmowę z nimi, flirt, wreszcie rodzicielstwo. I dlatego miasto bezżennych mężczyzn stało się również miastem kurtyzan, słynnych, opiewanych przez poetów i bardzo popularnych. Czy jedną z nich była Vannozza Catanei, matka dzieci Aleksandra VI i jego wieloletnia kochanka? Nie wiemy. Ale z pewnością zobaczymy kurtyzany u boku wielu purpuratów i nie zawsze będą z nimi rozprawiały o teologii światła.

Jeden z szesnastowiecznych podróżników napisał ze zdumieniem, że w Rzymie kurtyzana jest warta więcej niż własna małżonka, co poniekąd mogło mieć związek i z tym, że przyzwoita rzymska kobieta raczej nie wychodziła z domu po skończeniu dwunastego roku życia. Miejsce żon i córek zajmowały w przestrzeni publicznej kurtyzany. Oczywiście na rzymskich ulicach, w podrzędnych gospodach i zaułkach złej sławy rezydowała również potężna armia zwyczajnych prostytutek, ale od kurtyzan dzieliły je lata świetlne i nie stanowiła o tym wyłącznie różnice w zarobkach. Chociaż jak ich mniej luksusowe koleżanki kupczyły miłością, kurtyzany uważano za nierządnice uczciwe (meretrix honesta), co oznaczało, że są osobami godnymi szacunku i aprobowanymi przez bliźnich.

Kurtyzanę nazywano cortigiana, czyli dwórka, dama dworu, ponieważ, jak nie bez złośliwości zauważali współczesny, służyły dworowi papieskiemu, chociaż trochę inaczej niż szlachetne urodzone damy swojej królowej. Przebywając wśród renesansowych dostojników kościelnych oraz szlachty rzymskiej, musiały posiadać najmizerniejsze choćby wykształcenie oraz obycie, które pomagało im się znaleźć podczas uczt oraz bawić towarzystwo konwersacją. Błyszczały dowcipem: pewna brzemienna kurtyzana zagadnięta o ojca swego dziecka, odparła, że jest nim Senatus Populusque Romanus (Senat oraz Lud Rzymski – w starożytności nazwa Imperium Rzymskiego). Naturalnie musiały być również urodziwe i biegłe w sztuce miłości, a także swobodnie obracać się w skomplikowanym rzymskim towarzystwie, zyskiwać możnych protektorów oraz umieć zachowaniem, sposobem ubierania oraz wystrojem domostwa podkreślać swój status.

Nie bez znaczenia jest, że średniowiecze miało do prostytucji stosunek dosyć pragmatyczny. Podstawową definicję prostytucji stworzył rzymski prawnik Ulpianus Domitius, zmarły w 228 r. Uznał on, że prostytutka jest niewiastą, która często zmienia partnerów erotycznych oraz przyjmuje wynagrodzenie za miłość (co ciekawe, ten drugi warunek nie zawsze był równie istotny jak pierwszy – czasami wystarczało się prowadzić nieobyczajnie, by zostać uznaną za prostytutkę). Jednakże mimo całego oburzenia moralistów oraz klątw kaznodziejów, którzy z ambon smagali grzeszników groźbą potępienia wiecznego, ludzie średniowiecza uznawali, że prostytucja jest wprawdzie procederem nagannym, ale ze wszech miar niezbędnym. Należało ją zatem odpowiednio kontrolować i dlatego w miastach średniowiecza od XIV-XV wieku powstawały oficjalne, by nie rzec urzędowe burdele, zarządzane przez specjalnie do tego celu wyznaczonych urzędników miejskich, na przykład kata albo jego połowicę. Od pracy skoszarowanych tamże ladacznic odprowadzono do kasy miejskiej stosowny podatek, je zaś same zobowiązywano do przestrzegania norm pracy (np. zaprzestania działalności podczas świąt) oraz zdrowotnych (z zamtuzów usuwano damy zarażone syfilisem). Miejskie zamtuzy były otwarte wyłącznie dla mężczyzn nieżonatych, chociaż trzeba przyznać, że określenie stanu małżeńskiego podróżnych stanowiło niejaką trudność, a tubylców nie sprawdzano zawsze nazbyt rygorystycznie. Niemniej oficjalnie małżonkom, którzy chcieliby skorzystać z usług ladacznic, groziły surowe kary.

CZYTAJ CAŁOŚĆ

Rodzina BorgiówRodzina Borgiów

'Bóg dał nam papiestwo. Zabawmy się!' (Leon X)

Wkrótce po śmierci Aleksandra VI rodzina Borgiów stała się figurą zła, uosabiającą wszelkie zbrodnie i grzechy papiestwa renesansu.

Wielogębna plotka oskarżała papieża o występki wykraczające nawet poza niezwykle swobodne renesansowe zwyczaje. Wypominano mu bezwzględne kupczenie urzędami i godnościami kościelnymi, cyniczną sprzedaż odpustów, lubieżność, przy czym nie chodziło o zwyczajne utrzymywanie kochanek czy wizyty u ladacznic (co nikogo specjalnie w tamtych czasach nie gorszyło), ale o romans z własną córką. Zarzucano mu też bezwzględność wobec wrogów i zamiłowanie do skrytobójstwa, szczególnie zaś trucizny, no i oczywiście nieustanne popieranie własnej rodziny, dla której chciał z posiadłości papiestwa wykroić własne księstwo. Prawie miesiąc po śmierci Aleksandra VI markiz Mantui Gian Gonzaga twierdził nawet, że Borgia sprzedał swoją duszę i plotka ta okazała się zdumiewająco trwała:

Kiedy [Aleksander] był chory, zaczął przemawiać poufałymi słowy: “Przyjdę, masz rację, poczekaj chwilę”. Z tego ci, którzy znali jego sekret, zrozumieli, że po śmierci Innocentego [VIII] w czasie konklawe sprzedał swoją duszę za urząd papieża i uzgodnione zostało, obok innych rzeczy, że będzie go sprawował przez 12 lat (..) są też inni, co potwierdzają, że widzieli diabłów wokół niego w chwili gdy umierał; od razu ciało jego zaczęło się gotować, a jego usta toczyć pianę, jak kocioł na ogniu.

Jednakże w gruncie rzeczy Aleksander VI nie stanowił wyjątku, bo i inni papieże renesansu niespecjalnie wiernie naśladowali Chrystusa. W tamtych czasach wielu dostojników kościelnych prowadziło życie ze szczętem świeckie, a im wyżej stali w hierarchii kościelnej, tym większymi środkami dysponowali, żeby podkreślać swój status i używać życia. Giovanni di Medici, autor entuzjastycznego okrzyku “Bóg dał nam papiestwo. Zabawmy się!”, był po prostu nieco bardziej szczery od innych.

W luksusie pławił się również Wenecjanin Pietro Barbo, który jako Paweł II zasiadał na Stolicy Piotrowej w latach 1464-1471. Z rozkoszą przywdziewał niezwykle luksusowe szaty, przywrócił potrójną koronę papieską (tak ciężką i ozdobioną tyloma klejnotami, że wedle pewnej plotki przyprawiła go o apopleksję), a do sypialni zabierał garści drogocennych kamieni, żeby w samotności napawać się ich urodą. Uwielbiał widowiska i uroczystości, więc w Rzymie w jego czasach trwał nieustający karnawał, co przyczyniało mu zwolenników wśród biedoty, ale straszliwie drenowało skarb papieski. Za to przynajmniej nie tracił pieniędzy na kurtyzany czy hordy zachłannych krewnych. Współcześni przypisywali mu homoseksualizm i złośliwie nazywali Maria Pietissima (Święta Maria Boleściwa). Być może naigrawali się ze skłonności papieża do łez, bo w chwilach kryzysu podobno wybuchał płaczem. Według bardziej złośliwej wersji lubił przywdziewać niewieście szaty, a o apopleksję przyprawiła go nie ciężka korona, ale młody paź.

Jego następca Francesco della Rovere przybrał imię Sykstusa IV (1471-1484) i z energią zabrał się do wyposażania swoich krewniaków w stosowne godności oraz do przebudowy Rzymu. A ponieważ sztuka i architektura wymagają znacznych nakładów, czerpał na nie środki na przykład ze wspaniałego lupanaru, który kazał wybudować dla obojga płci, podatków od kurtyzan i nierządnic oraz podatku od księży utrzymujących konkubiny. Ba! – wymyślił nawet sprzedaż specjalnych zezwoleń na “przynoszenie pocieszenia pewnym matronom podczas nieobecności ich mężów.” Jego własne życie osobiste było również cokolwiek skomplikowane. Pomawiano go między innymi o romans z własną siostrą – oraz z własnym synem, będącym owocem tego kazirodczego związku. Pewien kronikarz przytacza anegdotkę, która oczywiście nie musi być prawdziwa, ale nieźle ilustruje klimat tamtych czasów:

Rodzina kardynała Santa Lucii przedłożyła mu [papieżowi] prośbę, aby można było oddawać się sodomii w czasie trzech najgorętszych miesięcy w roku – czerwcu, lipcu i sierpniu – na co papież napisał u dołu petycji: “niech będzie, jak proszą.”.

CZYTAJ CAŁOŚĆ