Anna Brzezińska o Rodzinie Borgiów - część 3

Rodzina Borgiów

Stacja HBO Polska opublikowała na swojej stronie internetowej dwa felietony słynnej pisarki fantasy i zarazem historyka epoki średniowiecza, Anny Brzezińskiej, które są tematycznie związane z emitowanym serialem Rodzina Borgiów.

*Przypominamy, że finałowy odcinek pierwszego sezonu ma emisję w HBO Polska już 13 sierpnia w najbliższą sobotę o 22:00.
*

ANNA BRZEZIŃSKA O RODZINIE BORGIÓW – CZĘŚĆ 1
ANNA BRZEZIŃSKA O RODZINIE BORGIÓW – CZĘŚĆ 2

Weselne dzwony

Pewna królewna poślubiła księcia, kiedy miała cztery lata, ale jak się można domyślać, nawet w tamtych paskudnych czasach dzieci nie żyły ze sobą jak mąż z żoną.

Owszem, spotykali się. Królewna mieszkała u rodziców księcia, książę u rodziców królewny – i może nawet zaprzyjaźnili się ze sobą. Niestety, ojciec królewny umarł, zanim małżeństwo zostało skonsumowane, a jej nowi opiekunowie mieli zupełnie inne plany matrymonialne wobec młodej dziedziczki. Wybrali jej na męża człowieka starszego, przy tym poganina, co specjalnie nie ucieszyło królewny: swojego narzeczonego znała i lubiła, a obcy i starszy poganin jakoś nie napawał jej życzliwością. Królewna miała już wtedy jedenaście lat, a książę czternaście, małżeństwo mogło zatem zostać skonsumowane, a wówczas anulowanie go – i ślub ze starszym zalotnikiem – byłoby naprawdę bardzo trudne. Młodzi postanowili zatem połączyć się ostatecznie i wyznaczono nawet datę konsumpcji związku, ale kiedy książę przybył na zamek, opiekunowie królewny po prostu nie wpuścili go do sypialni i wyprosili z zamku. Zrozpaczona królewna zerwała ze ściany topór i usiłowała się poprzez zamkowe wrota wyrąbać do męża, ale opiekunowie przemówili jej do rozsądku, bo zachowanie to zupełnie nie licowało z jej godnością. Książę, obawiając się o swoje życie, wyjechał z miasta, a królewna poddała się woli możnych i poślubiła wybranego przez nich starszego poganina.

CZYTAJ CAŁOŚĆ

Juan BorgiaJuan Borgia

Żołnierze Fortuny

Niccolò Machiavelli zapisał znamienne słowa, że fortuna jest kobietą “i aby utrzymywać ją w uległości, należy ją bić i poszturchiwać”. Pomijając radosne wnioski na temat współczesnych relacji damsko-męskich, trzeba przyznać, że ludzie bardzo pospolitego urodzenia mogli w tamtych czasach zrobić w Italii olśniewające, niesamowite kariery.

Plebejusze, jeśli byli bystrzy i orientowali się w skomplikowanym układzie sił w kurii, zostawali dostojnikami Kościoła. Inni próbowali swoich sił w biznesie, bo dzięki wprowadzeniu nowego rodzaju kontraktów ekonomicznych nawet młody człowiek pozbawiony sensownego kapitału mógł zdobyć fortunę. Musiał po prostu znaleźć inwestora, który powierzy mu swoje pieniądze do jakiegoś ryzykownego przedsięwzięcia, na przykład morskiej podróży do Lewantu po cenne korzenie. Sam wnosił, jak by to ująć, swoją osobę i osobiście nadzorował misję, a jeśli udało mu się wrócić szczęśliwie, nie zatonął podczas burzy i nie został zeżarty przez ludożerców, dzielił się z inwestorem zyskami. Cała masa ubogich, młodszych synów kupieckich albo rzemieślniczych śniło sny o fortunie, o złocie, korzeniach, powodzeniu. Inni zostawali artystami: przecież Leonardo da Vinci był nieślubnym synem notariusza i chłopki.

A jeszcze inni brali się z fortuną za bary jako najemnicy. Ich historie brzmią jak bajki. Carmagnola, który walczył i zwyciężał dla Viscontich w Lombardii, był synem chłopa i w dzieciństwie pasał świnie. Gattamelata, czyli Erasmo z Narni, jeden z najsłynniejszych kondotierów włoskiego renesansu, ten z niesamowitego posągu Donatelli na rynku Padwy, był synem piekarza; jego przydomek Gattamelata znaczy Słodka Kotka i przed śmiercią Kotka mocno trzymała w pazurkach Padwę. Francesco Sforza, który zastąpił Viscontich na tronie Mediolanu, był nieślubnym synem kondotiera. Jeśli więc człowiek miał odpowiednie zdolności, żelazną wolę i wiele szczęścia, niósł swoje marzenia na końcu miecza, nawet jeśli te marzenia wykraczały poza kontynuowanie rzemiosła rodziców i pielęgnowanie własnego ogródka.

Niestety, Juan Borgia, którego tatuś przeznaczył do kariery wojskowej, okazał się zwyczajną łajzą. Można mu wybaczyć, że był hulaką, dziwkarzem i leniem, bo podobnie żyło wielu innych arystokratów. Jego wybujała ambicja i arogancja również nie odbiega od standardów epoki, w której mężczyzna musiał nieustannie dbać oswój prestiż. Sęk w tym, że w Juanie Borgia trudno się dopatrzyć zalet, które rekompensowałyby jego wady. Ojciec mianował go dowódcą wojsk papieskich, przydzieliwszy mu wprawdzie do pomocy Guidobalda, księcia Urbino i doświadczonego kondotiera. No, ale Guidobaldo został ranny, a Juan błysnął taką niekompetencją, że szkoda nawet o nim pisać. Znacznie ciekawsi byli inni żołnierze fortuny, kondotierzy, dowódcy najemnych wojsk, którzy sprzedawali swoje usługi na polach bitew i starali się jak najlepiej wykorzystać zmienne koleje losu.

CZYTAJ CAŁOŚĆ