Drive - mamy już recenzję!

Jedź, nie ważne co jest przed Tobą, lub kto siedzi Tobie na ogonie. Jedź. Cokolwiek wydarzy się w ciągu 5 minut niebezpiecznej jazdy, możesz liczyć na kierowcę. Wszystko, co zdarzy się przed lub po tym czasie, spada na Twoje ręce. Odpowiada Tobie ten układ? Jeżeli tak, to zapnij mocno pasy i do dzieła.

Drive. Tytuł filmu idealnie oddaje ideę najnowszej produkcji Nicolasa Windinga Refna. Ciemne interesy, duże prędkości i stos rozbitych aut – taka wizja dociera do widza jeszcze przed premierą, za sprawą odpowiednich haseł podrzucanych przez producenta. Gdyby jednak porównać Drive do kolejki górskiej, można stwierdzić, że najnowszy film, wydawać by się mogło, spod znaku gaz do dechy, to nie rollercoaster na czterech kółkach, lecz dramat człowieka siedzącego w nim. Prawdziwy, mocny i bez przerysowanego patosu. Taki właśnie jest Drive – bez zbędnych tekstów, bez zbędnych efektów i, co jest wątpliwą zaletą tejże produkcji, bez dużej dawki solidnych pościgów i scen kaskaderskich.

Na wstępie warto zaznaczyć, że dużym plusem omawianej produkcji jest fakt, iż historia przedstawiona przez reżysera stara się być ambitna, a co najważniejsze realistyczna – taka, w którą nawet można uwierzyć. Nie ma tutaj wspaniałych bohaterów, którzy są profesjonalistami we wszystkim, co robią, łącznie ze strzelaniem, bijatyką i skutecznym uwodzeniem. Drive przedstawia losy normalnych ludzi w środku niecodziennych zdarzeń na tyle prawdziwie, że uwierzylibyśmy w nie nawet, gdyby producent oświadczył, że jest to film oparty na faktach.
Ponadto reżyser zrealizował swój projekt, jakby to ująć, w "starym stylu" – Drive przypomina czasy, kiedy miłość miała smak oranżady, co w połączeniu z ciekawą ścieżką dźwiękową wypada na prawdę dobrze.

Najnowszy obraz Refna to nie kolejna produkcja z Hollywood robiąca papkę z mózgu. Nie jest to także rozrywka w pełnym tego słowa znaczeniu. W filmie tym nie ma przerysowanych scen rodem z XXX, gdzie Vin Diesel robiąc trik "beczka motocyklem w powietrzu" strzela do przeciwników, nie marnując przy tym żadnego z nabojów. Opis filmu, z którego dowiadujemy się o brudnej robocie kaskadera filmowego sugeruje moc pełnych wrażeń pościgów i niewiarygodnych popisów kaskaderskich. Tak jednak nie jest i już teraz pragnę zaznaczyć, że twórcy omawianej produkcji postawili wszystkie karty na zbudowanie solidnej fabuły kosztem efektów specjalnych. "Zapnijcie pasy, bo czeka was niezła jazda" – kolejne hasło promowane przez jeden z zagranicznych portali filmowych, które buduje zły obraz produkcji. Z powodu takiej reklamy fani wyczynów drogowych mogą poczuć się lekko zawiedzeni, oczekując po filmie czegoś zupełnie innego. A przecież nie o to chodzi. Pościgi, niezwykłe umiejętności głównego bohatera przypominające najlepsze sceny ze wszystkich Transporterów (z niebagatelną wprawą Jasona Stathama włącznie) oraz moc wrażeń podczas wyczynów kaskaderskich – tego wszystkiego w najnowszej produkcji Nicolasa Windinga Refna jest po prostu jak na lekarstwo. Ilość czterokołowych wyczynów w czasie całego seansu można policzyć na palcach jednej ręki, a i tak zostanie jeszcze kilka wolnych, by chwycić stygnący popcorn. I na nic się zda dla przeciętnego widza fakt kręcenia scen akcji obiektywem szerokokątnym. Mówiąc wprost – to nie jest film akcji, pomimo, iż sceny takowe w nim występują. Zupełnie jak udany według mnie Brother Takeshiego Kitano – produkcja dobra, choć miłośnicy filmów przesyconych pojedynkami nie mają w nim czego szukać. Idąc zatem na Drive nie sugerujcie się hasłem "Love story pisane czystą adrenaliną" na plakacie filmowym, gdyż prawdopodobnie nastawicie się na produkcję innego typu, zupełnie jak ja przed seansem. W tym przypadku marketing niestety nie poszedł w parze z duchem filmu, więc odłóżcie na bok wszystkie wspomniane hasła reklamowe i uwierzcie w jedno-Drive to dramat sensacyjny i tak należy traktować ten film.

To czego jednak jest mało, aby cieszyć oko, reżyser stara się nadrabiać fabułą. Kilka dobrych tekstów, zwrot akcji – coś co sprawia, że nie ma mowy o liniowości. Dużym jednak minusem jest fakt, że scena, która wprowadza bardzo widoczny zwrot akcji, została już ukazana w jednym ze zwiastunów. Oglądając więc pewną sekwencję zdarzeń podczas jednego z rabunków wiemy już na starcie, czym ona się skończy. Szkoda, gdyż ten moment wyrywa z błogiego stanu całkiem ciekawie zbudowanej historii, by widz z większym zaciekawieniem zaczął śledzić dalsze losy bohatera.

Skoro film ma za zadanie bronić się historią, to istotne stają się w tym momencie relacje między bohaterami. Przyznam szczerze, że Ryan Gosling budzi w tym filmie szacunek i współczucie, jednak wypada o wiele gorzej niż w nadchodzącej komedii Kocha, lubi, szanuje. A to jedynie za sprawą roli tajemniczej postaci, o której nie wiemy tak na prawdę zupełnie nic. Bohater szczędzi w słowach do tego stopnia, że jego relacje z ludźmi, a co, wydawałoby się, najważniejsze z sąsiadką sprowadzają się w większości do spojrzeń i uśmiechów. Słów pada bardzo mało, przez co trudno uwierzyć w rodzącą się między nimi więź. Tajemniczość jest cnotą, lecz tutaj sprowadza się ona najczęściej do małomówności i częstych przestojów podczas "dialogu" kaskadera z bohaterką graną przez Carey Mulligan. Skryta natura bohatera została pokazana w sposób dosyć płytki. "Są mężczyźni, którzy wolność mają wpisaną w DNA. To oni jednym spojrzeniem potrafią złamać kobiece serce i sprawiają, że nie można o nich zapomnieć" – zapewniał producent. I wierzcie mi na słowo, że opis ten bardziej pasuje do postaci Jacoba granej właśnie przez Ryana Goslinga we wspomnianej komedii Kocha, lubi, szanuje, niżeli do charakterystyki kaskadera.

Reasumując zatem wszystkie za i przeciw, spokojnie mogę polecić ten film tym wszystkim, którzy cenią sobie niebezpieczną i dramatyczną historię w świecie mafii o wiele bardziej, niż dużą dawkę kaskaderskich wyczynów. W ogólnym rozrachunku film jest naprawdę całkiem dobry, choć odczuwa się lekki niedosyt. Mam także dobrą wiadomość dla Pań – według zapewnień producenta, "Drive to film, który kręci kobiety". Ja, jako płeć męska, mam więc trochę inne odczucie. Przyznaje, że oczekiwałem jednak czegoś więcej od reżysera, który zdobył główną nagrodę na festiwalu w Cannes.

Ocena: 7/10


Adrian
Pasjonat filmu. Pasjonat rysunku. Pasjonat kobiety. Pasjonat trunku.