Kocha Lubi... Recenzuje

Temat relacji damsko-męskich nawiązujący do zbliżeń, czy mówiąc wprost, do tematu tabu, jakim jest seks, zawsze będzie przyciągał uwagę. Jeżeli dodamy kolejny smaczek w postaci komicznej historii – ubaw po pachy murowany. Film Kocha, lubi, szanuje wypada zaskakująco dobrze i już na wstępie zaznaczę, że wszystkie pary będą się na nim dobrze bawić.

Parafrazując tytuł oryginalny, najnowszy film z udziałem Steve'a Carella to taka crazy, stupid comedy i co najlepsze, jest to ogromną zaletą tejże produkcji. Film, jak przystało na tego typu komedie, nie jest ambitny – to taka delikatna produkcja, która ku uciesze relaksuje w oczekiwany dla niej sposób. Steve Carell, ofiara głupkowatych ról, powraca z tą samą "powagą" komika, jaką mieliśmy okazję oglądać w Dorwać Smarta czy 40-letnim prawiczku. Ryan Gosling, z wyraźną postacią pełnoetatowego uwodziciela, prezentuje się obiecująco i co najlepsze, grana przez aktora postać Jacoba budzi o wiele większe zainteresowanie aniżeli rola w faworyzowanym Drive. Wszystkie postacie w filmie, prędzej czy później, zaczynają odgrywać istotne dla fabuły role, co w efekcie daje kilka niezłych gagów, serię komicznych pomyłek i w rezultacie komedię, której osobiście wróżę dobre notowania, pomimo pewnych, standardowych dla tego typu rozrywki, banałów.

Produkcje spod znaku "komedii z wątkiem miłosnym" często mają to do siebie, że trzymają się utartego schematu. Powtarzalność sprawia, że równie dobrze wiele z nich może zaczekać na emisję w TV, gdyż nie ma potrzeby wychodzenia do kina, kiedy płytkość produkcji zasługuje co najwyżej na jej obejrzenie podczas niedzielnego, rodzinnego obiadu. W tym przypadku jest zupełnie inaczej. Jest oczywiście schematyczne prowadzenie historii nieudacznika, który staje się ogierem i zaczyna walczyć o swoją żonę. Jest historia amanta, który poznaje Tę Jedyną. Jest jednak także wiele wątków pobocznych i garść naprawdę zabawnych dowcipów czy to słownych, czy sytuacyjnych. To wszystko sprawiło, że film, którego gatunek nie cieszy się w moim mniemaniu dużym uznaniem, zaskakuje mnie na tyle pozytywnie, aby wybrać się na niego ponownie, lecz tym razem z moją Drugą Połówką.

Przyznam, iż Panowie Glenn Ficarra oraz John Requa odkuli się po niezbyt udanym I Love You Phillip Morris do tego stopnia, iż jestem w stanie uwierzyć w dobry poziom ich kolejnych produkcji (jeśli takowe oczywiście powstaną). Jednak w tym całym "och i ach" istnieje pewne "ale" – Kocha, lubi, szanuje jest bardzo słabo zareklamowane. Dowcipy, które padają w zapowiedziach, nie wzbudziły mojego zainteresowania do tego stopnia, że o mały włos nie pojawiłbym się na pokazie opisywanej produkcji. I teraz wiem, jak to mądry Polak po szkodzie, że straciłbym idealną pozycję dla par na weekendowy relaks wielkoformatowy. Dlatego oceniam film na, o dziwo, 7,5 w skali 10 i kiedy moja Druga Połówka poczuje nieodpartą pokusę sobotniego odprężenia w kinie, będę wiedział doskonale na jaki seans kupić bilety.


Adrian
Pasjonat filmu. Pasjonat rysunku. Pasjonat kobiety. Pasjonat trunku.