Colombiana - zabójcza recenzja

Jeśli wybierzesz się na film Colombiana trafisz do świata, w którym prawdziwe bezpieczeństwo daje beretta pod marynarką i zapas magazynków w razie, gdyby impreza niespodziewanie się rozkręciła. Najnowsza produkcja spod pióra Luca Bessona składa jakoby hołd takim pozycjom jak Nikita, czy Leon Zawodowiec. Jest przyjemnie, jednak bez zaskoczenia, które było obecne we wspomnianych produkcjach.

Colombiana opowiada historię dziewczyny, której rodzina zostaje brutalnie zamordowana. Osierocona przez mafię i ścigana przez policję bohaterka wypowiada wojnę oprawcom swoich bliskich, nie stając ani po stronie prawa, ani po stronie tych, którzy je łamią. Torując drogę do krwawej zemsty Cataleya, gdyż tak brzmi imię głównej bohaterki, wykorzystuje umiejętności na pograniczu "mass killer" oraz "silent assasin". Cała zaś historia przypomina widzom wszystko to dobre, co pokazała nam Nikita oraz Leon. I tak oto mamy Matyldę (młoda Cataleya), która zostaje wzięta pod skrzydło przez zawodowca Leona, tutaj w postaci wujka Emilio. 15 lat później widzimy dojrzałą już zabójczynię, niczym Nikita, zbierającą krwawe żniwo na drodze ku sprawiedliwości.

Film ciekawie się rozpoczyna – przez dobre 15 minut pokazuje wszystko to, co powinniśmy wiedzieć o wydarzeniach, jakie zmieniły życie młodej bohaterki w nieustającą zemstę. Dalsza część seansu nie wyjaśnia jednak przyczyn zabójstwa rodziny Restrepo (widać, że chodziło o coś "grubego") i co najbardziej mnie zaskoczyło, pomija objaśnienie relacji między mordercą, a ofiarą, które ewidentnie były bardzo bliskie. Zabójca staje się przez to zwykłym celem bohaterki Zoe Saldany, całkowicie pominiętym przez większą część produkcji. Jednym słowem – jest postacią na tyle niewyraźną, że finalna scena akcji nie sugeruje końca seansu. Moja pierwsza reakcja krążyła w granicach "I to już?".

Dużo wypalonych łusek i mocne teksty to te cechy, które zdaje się nigdy nie były kartą przetargową sensacyjnych produkcji Bessona. Reżyser (w tej produkcji jedynie jako scenarzysta) bronił się ciekawą fabułą oraz przemyślanymi i trzymającymi w napięciu akcjami, które jednak nie przesłaniały całego obrazu. Tak jest również w przypadku Colombiany w reżyserii Oliviera Megatona. Zabójstwa bohaterki najczęściej wykonywane są w charakterze cichego zabójcy ala Hitman (bardziej mam na myśli postać z gry, niżeli film z Timothym Olyphantem), z typowym już masowym zabójcą podczas finalnej akcji. Także zastosowanie "ciepłego" obiektywu z sukcesem oddaje klimat regionu (podobny zabieg sprawdził się już w takich produkcjach jak Traffic oraz 300).

Czego więc brakuje? Przede wszystkim dobrze zbudowanych relacji głównej bohaterki z osobami bliskimi – tak dobrze, jak we wspomnianych produkcjach Bessona. Wiem, że może się czepiam – w końcu to film sensacyjny, a nie dramat społeczny. Jednak muszę przyznać, iż stosunki bohaterów są na tyle płytkie, że z ręką na sercu mogę już teraz mówić o braku przejęcia u widzów losem postaci ważnych w życiu Cataleya’i. Ponadto, choć to już bardziej subiektywne spostrzeżenie, trening młodej bohaterki na drodze do zabójczych umiejętności został tutaj całkowicie pominięty, mimo że dostajemy początek – jesteśmy świadkami wyboru, jaki dokonuje mała dziewczynka. W tym momencie jak ulał pasuje kilka odpowiednich scen, choćby żywcem wziętych z wersji reżyserskiej Leona zawodowca). Na koniec pozostaje wyjaśnienie tych wszystkich morderstw zabójczyni. Kiedy Cataleya informuje o sensie swojej krucjaty, a następnie ukazany zostaje sposób, w jaki bohaterka odnajduje swój główny cel, złapałem się za głowę. Przyznam, że zabrakło tu pomysłu, bo rozwiązanie jest bardzo proste. W zasadzie stawia pytanie – po co to wszystko? Nie można tak było od razu?

Ciężko więc jest mi wystawić ocenę. Film ma potencjał na coś lepszego niż zwykła "zabijanka", lecz zamiast wypłynąć na głęboką wodę, krąży na mieliźnie w kilku ważnych aspektach dobrej produkcji. Z tej przyczyny obraz Oliviera Megatona staje się produkcją "w sam raz na raz". Dobry film akcji, w którym łzy bohaterki po stracie bliskich w ogóle nas nie wzruszają, zaś napięcie opada już po drugiej akcji, pomimo, iż przez cały seans film nie nudzi. Wystawię więc 6,5/10 z nadzieją, że wyjdzie na DVD wersja rozszerzona, dzięki której bardziej wkręcimy się w tragiczną historię "ludzkiej zabójczyni".


Adrian
Pasjonat filmu. Pasjonat rysunku. Pasjonat kobiety. Pasjonat trunku.