Wywiad z twórcami Dlaczego nie! cz. 3

Dzisiaj ostatnia część wywiadów z Twórcami filmu Dlaczego nie!. Zapraszam na wywiad z Tomaszem Kotem i Przemysławem Cypryańskim.

Rozmowa z Tomaszem Kotem – filmowym Dawidem

- Może Pan zdradzić coś na temat swojego bohatera, w ?Dlaczego nie!??
- Dawid jest współpracownikiem agencji reklamowej Jana, którego gra Maciej Zakościelny i filmowej Renaty, czyli Małgorzaty Kożuchowskiej. Nie jest typem intelektualisty czy romantyka. Lubi prestiż, pieniądze, gadżety. No i …bardzo mu się podoba główna bohaterka czyli Małgosia.

- I by ją zdobyć, ucieka się do kłamstwa i podstępu… Pan też uważa, że w miłości wszystkie chwyty są dozwolone?
- Absolutnie nie. Stąpam twardo po ziemi i przyjmuję wszystko na chłodno. Jeśli narozrabiałem, to ponoszę tego konsekwencje. I dalej staram się dobrze żyć. Dzień po dniu, żeby nie powiedzieć godzina po godzinie. Odpowiedzialność stanowi o prawdziwie męskiej postawie. Intrygi i podstępy są dla mnie oznaką słabości. Szkoda mi ludzi, którzy muszą się do tego uciekać…

- Lubi Pan komedie romantyczne?
- Podobają mi się komedie angielskie na przykład z Hugh Grantem. Nie jest to jednak kino, w którym szczególnie celuję. Mam świadomość jednak, że takie filmy są potrzebne. Zrozumiałem to na premierze ?Nigdy w życiu!?. Moi rodzice przyjechali akurat do Warszawy, a mnie jakoś udało się załatwić bilety – choć jako aktor byłem jeszcze nieznany. Poszedłem z mamą i pamiętam, że była zachwycona! A ja, patrząc na nią, wtedy właśnie pomyślałem, że takie kino jest naprawdę potrzebne.

- Maciej Zakościelny w „Dlaczego nie!” lata na paralotni, nurkuje… Pana też czekają na planie takie atrakcje?
- Nie, poza podrywaniem Ani Cieślak – filmowej Małgosi – nie mam zadań specjalnych(śmiech), a do tego zadania nie musiałem się szczególnie przygotowywać. Prywatnie jestem szczęśliwym człowiekiem w stałym związku.

- Jak Pan wspomina pierwszy dzień na planie?
- Generalnie, jest mnóstwo pracy ponieważ jednocześnie kręcę również zdjęcia do ?Testosteronu?. Pierwszego dnia przyjechałem na plan „Dlaczego nie!” tylko na kilka godzin. Za to drugi dzień był bardzo długi -pełne dwanaście godzin.

- Dwanaście?! Normalnie, to ludzie z trudem wytrzymują w pracy osiem…
- Moja praca jest moją pasją, i dlatego jestem w stanie pracować przed kamerą zdecydowanie dłużej. Gdyby to było „tylko” dwanaście godzin, to bym się cieszył! (śmiech). Dzisiaj jestem po całej nocy na planie „Testosteronu” . Przez dwa dni miałem tylko dwie godziny snu. W takich momentach ważna jest kwestia psychicznego nastawienia. Wcześniej staram się odpowiednio wypocząć, a w trakcie wypijam masakryczną ilość kaw. I daję radę! Najważniejsze, to być zawodowcem.

- A poza brakiem snu – jak się Pan czuje na planie? Większość ekipy zna Pan chyba z ?Na dobre i na złe??
- Tak, w serialu współpracuje nam się genialnie, a tutaj jest właśnie atmosfera przeniesiona z „Na dobre i na złe”. Wszędzie wokół znajome twarze. Nie musimy się aklimatyzować, wzajemnie poznawać. Od razu jest fajnie i to chyba widać.

- Część zdjęć będzie kręcona nad jeziorami. Czy to znaczy, że połączy Pan pracę z urlopem?
- Absolutnie nie. Urlop to urlop i z pracą nie powinien mieć nic wspólnego. Na planie cały czas trzeba być skoncentrowanym.

- Poza planem „Dlaczego nie!”, czy zobaczymy Pana znowu u boku Macieja Zakościelnego – w serialu ?Kryminalni??
- Na razie nie ma takich planów. Jeżeli pojawię się w „Kryminalnych” to tylko gościnnie. Wracam za to do „Na dobre i na złe”!

Rozmowa z Przemysławem Cypryańskim – filmowym Markiem

- Pytanie na rozgrzewkę: skąd to drugie y w twoim nazwisku? Bo brzmi arystokratycznie…
- Podobno nasze nazwisko pochodzi od Jana z Cypru – giermka rycerza maltańskiego, który w czasie wypraw krzyżowych wyprawił się na Cypr. No i potem wrócił i osiedlił się gdzieś w Polsce. Czasem droczę się z siostrą: Jaki giermek? To musiał być rycerz! (śmiech)

- Skoro wspomniałeś o siostrze… Dużą masz rodzinę?
- Trzy siostry i dwóch braci – niektórzy mają już nawet dzieci – więc rodzina jest dość liczna. Najbardziej widać to na święta. Nagle w domu u rodziców zbiera się około 20 osób. Ale na co dzień mieszkam w Warszawie tylko z najstarszą siostrą.

- Wiem, że do Warszawy przyjechałeś dopiero na studia. Nie brakowało Ci rodziny, przyjaciół, których zostawiłeś w Marzeninie?
- Brakowało. Niby to tylko 250 km – trzy godziny pociągiem – no i w dalszym ciągu mieszkałem z siostrą… Ale, mimo wszystko, moje życie nagle się zmieniło. Zamiast domu wynajęte mieszkanie, musiałem zacząć pracę, studia… Na początku było ciężko.

- Niedawno dołączyłeś do obsady ?M jak Miłość? – jako policjant Kuba. Umiesz strzelać? Bo w serialu pewnie w końcu będziesz musiał…
- Miałem kiedyś przygodę z biathlonem – sport zawsze bardzo mnie interesował – więc biegałem i strzelałem. Ale tylko przez chwilę. Trenowałem biegi długodystansowe – 1000, 2000 m, a potem 15 km – i pan z sekcji strzeleckiej pościągał biegaczy z kilku okolicznych miejscowości, żeby nas przeszkolić w strzelaniu. Zrezygnowałem z tego dość szybko, ale pistoletu, wiatrówki, czy kbks-u (karabinek sportowy – przyp.red.) wziąć do ręki się nie boję.

- Masz jakieś medale?
- W podstawówce miałem na koncie zwycięstwa, ale tylko na szczeblu gminnym i wojewódzkim. Kiedyś zdobyłem nawet brązowy medal. Po kilku latach to się skończyło, ale gdy człowiek już raz się bieganiem zarazi, to później od tego nie odchodzi. Dzisiaj nie trenuję już profesjonalnie, ale i tak lubię sobie pobiegać.

- Podobno twoje drugie hobby to szachy?

- Tak, w naszej rodzinie w szachy grali prawie wszyscy. Też wyjeżdżałem na zawody, grałem w turniejach… Przez rok nawet w trzeciej lidze – więc były zwycięstwa. Zresztą bez nich pewnie bym nie grał. Lubię czuć, że moja praca daje rezultaty. Mieć potwierdzenie, że to, co robię, ma sens.

- Oprócz aktorstwa, studiujesz też psychologię z informatyką. Dosyć dziwna mieszanka…
- Dla mnie nie aż tak bardzo! Wcześniej studiowałem informatykę na Uniwersytecie – teraz jestem na urlopie dziekańskim. Moja siostra, natomiast, kończy doktorat z psychologii, więc ten kierunek również nie jest mi obcy. Już po liceum myślałem o tych studiach. Wybrałem jednak informatykę, bo to dobry, praktyczny zawód – bez problemów z pracą po studiach. A teraz pomyślałem, że skoro psychologia jest miła, lekka i przyjemna, a informatykę już trochę poznałem… To spokojnie sobie na tym wydziale poradzę.

- I kim będziesz mógł zostać po studiach?
- Informatycy to w firmie ważni goście: znają się na rzeczach, o których inni nie mają zielonego pojęcia. I często to wykorzystują. Po moich studiach można np. pracować w firmie jako psycholog, a przy okazji mieć kontrolę nad tym, co robią informatycy… no przynajmniej w jakimś stopniu…

- Więc chcesz poskramiać leniwe bestie i wrednych geniuszy, którzy ukrywają się za komputerami?
- No nie, nie takich wrednych, bo znam wielu, którzy są bardzo w porządku! (śmiech) I leniwe bestie też nie, bo żeby skończyć informatykę, trzeba jednak trochę nad tym posiedzieć… Tak naprawdę, wybrałem ten kierunek, bo miałem ochotę coś postudiować. A czysta informatyka na Uniwerku zaczęła mnie męczyć. Przez pracę – wtedy w jeszcze w fast foodzie – miałem spore zaległości w nauce… No i żadnej przyjemności. Chciałem odżyć, spróbować czegoś nowego. A wiedziałem, że psychologia może mi się przydać w aktorstwie.

- No właśnie: a jak trafiłeś do studium aktorskiego przy Teatrze Żydowskim? Zwykle młodzi ludzie zdają jednak prosto na Akademię…
- Seria przypadków. Najpierw siostra namówiła mnie, żebym chodził na castingi do reklam – żeby trochę dorobić. Trzeba było opłacić studia, rachunki… Na castingach usłyszałem przypadkiem o studium przy teatrze – no i tak się zaczęło. Na drugim roku zrobiło się naprawdę fajnie, bo grałem już w dwóch spektaklach. Najpierw w Skrzypku na dachu, później w Żyć, nie umierać!. A potem doszła jeszcze do tego rola w serialu Klan… To był naprawdę dobry rok!

- Ostatnie pytanie: kiedy miałeś największą tremę? Gdy pierwszy raz stanąłeś przed kamerami, czy gdy wyszedłeś na scenę?

- W teatrze – bo tutaj dubli nie ma! Przed pierwszym spektaklem byłem przerażony. W Skrzypku… śpiewam i tańczę – nie mówię żadnego tekstu. W pierwszym akcie Rosjanie i Żydzi tańczą razem w karczmie. Robimy na scenie jakieś akrobatyczne salta, gwiazdy… To zresztą jedna z moich ulubionych scen. A druga to taniec z butelkami – tradycyjnie tańczony na żydowskich weselach. Tuż przed wejściem na scenę, byłem blady jak ściana… Kilka dni wcześniej nauczono mnie kroków, ale przed spektaklem miałem tylko jedną próbę! Ubrano mnie w strój, pokazano, jak wygląda kapelusz, butelka i następnego dnia… Gramy! Byłem totalnie przerażony! Butelka chwiała się podobno na mojej głowie na wszystkie strony… W dodatku, w ostatniej chwili dowiedziałem się, że mam dodatkowy taniec – bo jednej z aktorek zabrakło partnera. Najpierw powiedziałem: Nie ma mowy! Nie idę!. Ale wszyscy wokół zaczęli mnie uspokajać, obiecali, że szeptem podpowiedzą, co mam robić…

- I dałeś się przekonać?
- Albo byłem wtedy niezłym wariatem, albo super odważny – ale na scenę wyszedłem! Pierwszy krok robiłem na nogach, jak z waty. Drugi i trzeci po prostu małpowałem. A później już poszło… Dzięki takim doświadczeniom nabiera się wiary w siebie.

Rozmawiała: Małgorzata Karnaszewska
(www.dlaczegonie.pl)

Wywiad z Ryszardem Zatorskim i Anną Cieślak

Wywiad z Maciejem Zakościelnym i Małgorzatą Kożuchowską