Ambitna rozrywka w Służących - recenzja

Służące

Służące to od kilku tygodni najchętniej oglądany film w USA. Jest to opowieść o miłości, przyjaźni i odwadze. Mimo iż film opowiada o dzielnych kobietach z całą pewnością nie jest on przeznaczony wyłącznie dla żeńskiej widowni. Zdecydowanie każdy znajdzie w nim coś dla siebie.

Autorką recenzji jest Agnieszka Kołodziej.

Do niedawna wydawało mi się, że tematyka rasizmu w Stanach Zjednoczonych została już omówiona na wszystkie możliwe sposoby. Ten problem próbowano omawiać stosując bardziej lub mniej mocne środki wyrazu, można tu wymienić takie filmy jak Miasto gniewu czy American story X, nie licząc rzecz jasna produkcji traktujących o zagadnieniu niewolnictwa, przykłady można mnożyć.

Jeszcze przed projekcją filmu Służące udało mi się zapoznać z krótkim opisem treści. Siedząc na sali kinowej i czekając na seans zaczęłam się zastanawiać, co sprawiło, że historia związana z segregacją rasową w Ameryce lat 60-tych była w stanie wzbudzić tak wiele emocji. Otrzymałam pasjonującą i wyczerpującą (ponad dwugodzinną odpowiedź).

SłużąceSłużące

Akcja filmu rozgrywa się w małym, miasteczku w stanie Missisipi. Jackson jest typową mieściną swoich czasów. Białe kobiety po osiągnięciu odpowiedniego wieku wychodzą za mąż za bogatych kawalerów, zajmują się prowadzeniem domu, rodzeniem dzieci i zarządzaniem czarną służbą. Na tej niczym nie zmąconej tafli pojawia się jedna rysa. Skeeter jako jedyna ze swoich koleżanek poszła na studia i nie marzy o wyjściu za mąż. Jej powrót do rodzinnego miasteczka uruchomia pewien mechanizm zmian. Bogate "panie domu" z domem powiązane są tylko przez zakorzenione w kulturze określenie. Tak naprawdę ciężar prowadzenia gospodarstwa spoczywa na barkach czarnoskórych służących. To właśnie one piorą, gotują i nade wszystko wychowują dzieci państwa. Świat służby ukazany jest widzowi oczyma dwóch kobiet: Aibileen Clark (w tej roli doskonała Viola Davis) oraz Minny Jackson (Octavia Spencer). Aibileen służy w jednym z najbogatszych białych domów w okolicy. Skeeter przeprowadza z nią wywiad dotyczący bolesnych doświadczeń czarnych służących. Obie tym samym poruszają temat tabu, narażając na niebezpieczeństwo wiele innych kobiet. Natomiast Minny pracuje w domu prawdziwego czarnego charakteru. Hille Holbrook jest niewątpliwie największą rasistką w mieście, a jednocześnie niezachwiani wierzy we własną szlachetność i słuszność postępowania.

Film porusza bardzo istotną kwestię. Wydawałoby się, że czarnoskóre kobiety, które wychowują dzieci swoich chlebodawców, gotują i dbają o dom powinny stać się kimś na zasadzie członka rodziny. Jednakże wszystko rozbija się o uprzedzenia rasowe. Te słodkie dziewczyneczki, którym czarne ręce zmieniały zasikane pieluchy i zasypywały pudrem odparzone pośladki wyrastają na… No właśnie. Film ukazuje nam bezlitośnie ten zamknięty świat kobiet z południa, które albo nie mają własnego zdania albo wyrastają na pozbawione skrupułów rasistki, które walczą o osobne toalety dla kolorowych w imię chronienia zdrowia swojego i rodziny.

Jednakże biali świetnie bawią się podczas organizowania went dobroczynnych pod hasłem zbierania pieniędzy na głodujące dzieci w Afryce. Jakże boleśnie inna jest ich reakcja, gdy ktoś zwraca się do nich po pomoc, nawet jeśli jest to pracująca w domu od kilkunastu lat służąca, która marzy o wysłaniu swoich synów na studia.

SłużąceSłużące

Wreszcie za sprawą Aibee, Minnie i Skeeter sprawy, o których mówiono szeptem w domowych kuchniach tudzież osiedlach pracowniczych zaczynają przemawiać własnym, mocnym głosem. Gdy już wszystko zaczynało wrzeć w filmie, zaczęłam się obawiać, że ta mała rewolucja opuści senne Jackson i Afroamerykanki z początkującą dziennikarką wyruszą na barykady walcząc z rasizmem. Bardzo obawiałam się patosu typowego dla amerykańskich filmów, poruszających trudną tematykę. Na szczęście wszystko zostało przyjemnie stonowane. Co więcej, w filmie nie ma jednoznacznego podziału na dobrych czarnych i złych białych. W miarę rozwoju akcji zapoznajemy się z kilkoma naprawdę wzruszającymi historiami. Żaden z bohaterów nie uczestniczy w historycznych wydarzeniach, wszystko rozgrywa się obok i o takich zajściach jak zamordowanie czarnoskórych działaczy czy o zabójstwie Kennedy`ego wszyscy dowiadują się za pośrednictwem mediów. To wszystko składa się na niczym nie wymuszoną autentyczność filmu. Widz dostaje ni mniej ni więcej tylko film o życiu, bez śladu indoktrynacji. Gdy następuje rozwiązanie poszczególnych wątków, odbywa się to bez wielkiego zadęcia, wszystko pozostaje w miłym niedopowiedzeniu i poczuciu, że bohaterom opowieści daje się szansę.

Kolejną mocną stroną tej produkcji jest niezwykle drobiazgowe odtworzenie realiów małego południowego miasteczka z lat 60-tych. Nie mówię tu o fryzurach, kostiumach z epoki. Reżyser bowiem zadbał o umieszczenie akcji w stanie Missisipi, gdzie możemy podziwiać krajobrazy i architekturę charakterystyczne dla tego terenu.

Film Tate Taylor`a jest bezapelacyjnie jednym z najlepszych filmów o tematyce rasistowskiej jaką zdarzyło mi się widzieć. Do niewątpliwych atutów należą kreacje aktorskie stworzone przez Emmę Stone, Violę Davis, Bryce Dallas Howard i Octavię Spencer. Nie szczędzą one widzom momentów do śmiechu, ale także nieraz potrafią wzruszyć do łez.

Ocena: 9/10

Premiera w polskich kinach odbędzie się 4 listopada.