Czy Baby są jakieś inne?

Baby są jakieś inne… ciągle ziewają, malują się przy każdej okazji, mylą kierunki, mają wieczny problem ze znalezieniem czegokolwiek we własnej torebce, dokładają sobie drugi, a nawet trzeci człon do nazwiska, zawsze, gdy muszą iść siku mówią to tak, aby wszyscy usłyszeli i co najlepsze – babom zawsze stukają buty, nawet te płaskie. Mężczyzna nigdy nie zrozumie kobiety… Jednak kobieta nie jest po to, by ją rozumieć – kobietę należy kochać.

Głównymi bohaterami Seksmisji naszych czasów są dwaj żonaci mężczyźni – Jeden (Adam Woronowicz) oraz Drugi (Robert Więckiewicz), których znajomość została zapoczątkowana w klinice leczenia uzależnień. Teraz, gdy przyszła okazja, aby odwiedzić swoje pociechy, bohaterowie wsiadają do jednego samochodu i mkną przez Polskę na długo oczekiwane spotkanie. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie baba, która myląc kierunki omal nie doprowadza do kolizji. I wtedy się zaczyna… Cały film Marka Koterskiego sprowadzony został do dialogu dwóch mężczyzn na temat kobiet oraz ich cech charakterystycznych, które w wielu przypadkach ciężko nazwać wadami. Obaj panowie mówią wprost, obaj panowie nie owijają w bawełnę. Dużo dowcipu, odważnych stwierdzeń oraz może filozoficznych przemyśleń sprawia, że choć mamy tutaj do czynienia z komedią, każdy widz, a już na pewno kobieta, zaczyna zastanawiać się nad dolą mężczyzn w ugruntowanej zdawać by się mogło pozycji mąż-żona. Jeden oraz Drugi, pomimo iż mówią o płci pięknej, to jednak w efekcie dają do zrozumienia, że cały przekaz skierowany jest właśnie w mężczyzn. Stąd zapewne dosyć przewrotne hasło Najbardziej kobieca komedia o mężczyznach na plakacie filmu.

Reżyser oraz scenarzysta spisali się na medal. Film nie nudzi, choć przez większość seansu bohaterowie siedzą w aucie. Stacja benzynowa, parking, autobus, przystanek PKS – to jedyne miejsca, kiedy widz nie ogląda deski rozdzielczej pojazdu prowadzonego przez Adama. Mało jest tutaj humoru sytuacyjnego. Cała magia "Bab" sprowadza się do tekstu i to naprawdę ciekawego. Reżyser, rezygnując z przedstawiania pewnych kobiecych cech w konkretnych sytuacjach, postawił wszystkie karty na odpowiedni przekaz słowny. To, co zrodziło się w głowie Koterskiego oraz Miauczyńskiego, dostajemy w postaci żartu, riposty, stwierdzeń, zażaleń. Poczciwy Adaś powraca z twarzą Adama Woronowicza, by dostarczyć nam to, co już znamy – powagę i szarą codzienność, które wywołują śmiech. Adam Woronowicz to już nie Cezary Pazura czy Marek Kondrat. Inna twarz, inne gesty, a jednak ten sam Miauczyński – nieszczęśliwy i niespełniony w małżeństwie marzyciel, który w każdym filmie stara się nam powiedzieć jedno: Wiecie, z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie.

Co ciekawe, oglądając najnowszy film twórcy Dnia Świra można dojść do wniosku, że postać grana przez Roberta Więckiewicza to tak naprawdę alter ego Miauczyńskiego. Obaj panowie raz wypowiadają się na zmianę o podobnych sytuacjach, dążąc do wspólnego wniosku, to znowu mówią po prostu jednym głosem, uzupełniając ciągniętą myśl (zupełnie jak często spotykana scena z bliźniaczkami w horrorach USA). Można więc stwierdzić, że kierowca oraz pasażer tworzą tak naprawdę jedną postać, która dzieli się z widzami swoimi spostrzeżeniami na temat bab. Tak, tak… nie kobiet, lecz bab. Czemu właśnie płeć piękna spotyka się z takim określeniem w omawianym filmie Koterskiego? Jak zaznaczył sam reżyser podczas konferencji prasowej – to nie jest film seksistowski. Bohaterowie jego najnowszej produkcji jasno określają różnicę pomiędzy kobietą a babą. Kobiety to istoty delikatne, potrafiące emanować wdziękiem w każdym swoim ruchu. Nie boją się nosić sukienek odkrywających ich piękne nogi. A baby? Baby to kobiety samcze i to one w związku wolą nosić spodnie. Jest to oczywiście dosyć płytka interpretacja słów bohaterów opisywanej komedii, nie będę jednak zdradzał dokładnych opinii wyrażanych przez obu panów – sami to zobaczcie i sami zrozumcie przekaz reżysera.

Co wydaje się być niezbyt trafione w całej produkcji, to tytuł. A może to zamierzona gra reżysera? Czy "Baby są jakieś inne"? Czy faktycznie aż tak różnią się od mężczyzn? Otóż nie – reżyser zdaje się chyba udowadniać nam, że jedynie interpretacja pewnych sytuacji przez kobietę i mężczyznę różni się na poziomie… emocjonalnym (jeśli tak to można określić). Ponadto w życiu prywatnym robimy dokładnie to samo, lecz albo niekoniecznie w ten sam sposób, albo po prostu nie zauważamy tego u siebie. Dobrym argumentem potwierdzającym identyczne zachowania kobiet i mężczyzn jest rozmowa bohaterów filmu o zasypianiu, zakończona sceną chwilowego odpoczynku w podróży. Ponadto z każdą minutą Koterski zdaje się wyciągać coraz mocniejsze karty. Żarty żartami (śmiech na sali kinowej obecny), lecz po głębszym zastanowieniu nad kwestiami wypowiedzianymi przez aktorów, widz zaczyna dostrzegać pewną przewrotność w postrzeganiu mężczyzn w relacjach z kobietami… pewne prawdy ubrane w dowcip. Facet w życiu prywatnym z założenia ma do odegrania określoną rolę. Poradzi sobie lub pójdzie w odstawkę. Budowana przez wieki taka właśnie pozycja płci brzydkiej wymusza na jej przedstawicielach pewne drapieżne zachowania, które kuriozalnie wykorzystywane są właśnie przeciwko facetom. Kobieta, delikatna i emocjonalna, zdaje się być tą właśnie zimną “królową śniegu”, która w sferze prywatnej zawsze stoi na wygranej pozycji. Łzami mężczyzny przecież nikt się nie przejmie – co najwyżej wzbudzą one śmiech. W oparciu o powyższe nasuwa się pewna myśl: podobno chłop baby nigdy nie zrozumie, ale czy baba chłopa już tak?


Czytając powyższą recenzję z pewnością dostrzegacie pewien schemat – zaczyna się niewinnie, może nawet śmiesznie, lecz z czasem dostajemy serię filozoficznych przemyśleń i oczywistych, choć nie poruszanych często, kwestii. Takie właśnie są "Baby" w reżyserii Marka Koterskiego – film, na którym i kobiety, i mężczyźni będą się śmiać, by z czasem zacząć się zastanawiać nad usłyszanymi stwierdzeniami. Kino typowo “koterskie” – zabawne, przemyślane i do bólu prawdziwe. Każdy miłośnik poprzednich wcieleń Adama Miauczyńskiego z pewnością nie będzie zawiedziony. Jest to jednak trochę inny film – jedno miejsce, dwóch aktorów. Coś jak półtoragodzinna scena spowiedzi. Warto jednak zapoznać się z tą produkcją, gdyż porusza tematy wszystkim dobrze znane w “smaczny” sposób. Nie jest to dosłownie Seksmisja naszych czasów (przynajmniej ja tego tak nie odebrałem), ale 7,5/10 dam z czystym sumieniem.

Pozostaje tylko pytanie, postawione kiedyś przez Joannę Chmielewską: “Swoją drogą, ciekawe, jakiej płci był wąż, który kusił Ewę – pierwszą kobietę?”.

Premiera w polskich kinach w najbliższy piątek, 14 października.


Adrian
Pasjonat filmu. Pasjonat rysunku. Pasjonat kobiety. Pasjonat trunku.