W ciemności - recenzja

W ciemności

Najnowszy film Agnieszki Holland jest dramatem opartym na prawdziwych wydarzeniach z okresu II wojny światowej. Reżyserka swoim dziełem stworzyła jasny promyk nadziei oświetlający polskie kino pogrążone w ciemności. Dlaczego W ciemności jest aż tak dobre?

Kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat – taki właśnie napis widnieje na odwrocie medalu przyznawanego ludziom uhonorowanym tytułem "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata". Wśród tych najbardziej zasłużonych prym wiedzie Polska. Nasza historia niejednokrotnie dała dowód, że nawet w najtrudniejszych czasach jesteśmy w stanie zdobyć się na bohaterstwo. To właśnie Polacy podczas II Wojny Światowej uratowali najwięcej Żydów.

W ciemnościW ciemności

Co nimi kierowało? Czy tylko dobre serce? Czy może pragnienie zdobycia profitów materialnych? Czy bali się? Myślę, że takie pytania postawił sobie choć raz każdy, kto stykał się z podobnymi historiami. W naszej świadomości, jacy by oni nie byli przed wojną, jawią się wspaniali, dzielni ludzie. Jednakże, Lista Schindlera pokazała nam, że nikt nie rodzi się od razu bohaterem. Oskara Schindlera na samym początku filmu Spielberga naprawdę ciężko jest choćby polubić.

Agnieszka Holland w swoim najnowszym filmie W ciemności sięgnęła po ten jakże lotny temat, ukazując widzom historię Leopolda Sochy, który przez 14 miesięcy ukrywał w kanałach Lwowa grupę Żydów. Socha, w tej roli fenomenalny Robert Więckiewicz, jest postacią bardzo niejednoznaczną. Kanalarz, drobny złodziejaszek, zwykły przeciętniak, czy taki ktoś może zdobyć się na wzniosłe czyny, wymagające niepospolitej odwagi? W tym bohaterze nie ma ani krzty sentymentalizmu, jest do bólu prawdziwy. Owszem przechodzi swoistą przemianę, jednak jego dorastanie do człowieczeństwa jest długie. I właśnie ten realizm sprawia, że postać Leopolda Sochy jest tak fascynująca.

Jednakże nie wolno nam zapomnieć o samych ukrywających się Żydach. Grupa ludzi, która też nie składa się z samych pozytywnych bohaterów. Wszyscy oni przebywają w nieludzkich warunkach, na co dzień towarzyszy im strach, ciemności, głód, o środkach czystościowych nie wspominając. Zgromadzenie różnych charakterów na ograniczonej przestrzeni musi wiązać się z tym, że będzie między owymi ludźmi iskrzyć. Ściany kanału były świadkami rozmaitych ludzkich zachowań, była miłość, zdrada, morderstwo, rozpacz, zabawa. Łączyło ich jednak jedno – wola przeżycia. O życie walczyli niemal w każdej sekundzie spędzonej pod ziemią. Całość tworzy przejmujący i niezwykle realny obraz. Niezaprzeczalnym atutem całej historii jest też to, że nagle pod wpływem wspólnych przeżyć wszyscy przebywający w kanałach nie stają się jedną wielką, szczęśliwą rodziną. Łączy ich przede wszystkim jeden cel. Więzi owszem wytwarzają się, co jest zupełnie naturalne przy zaistniałej sytuacji, jednakże pozbawione są radosnej egzaltacji. W tym trudnym czasie jednak znalazło się miejsce na to najważniejsze uczucie. Miłość Mundka i Klary podobnie jak uczucie łączące małżeństwo Sochów ukazana jest jak coś co wspiera i dodaje siły do działania, nadaje życiu sens. W tym miejscu pragnę podkreślić, że nie znajdziemy tu romantycznych uniesień. Wszystko jest nieco obdarte z tej magicznej otoczki, do której przyzwyczaiło nas kino, jednakże, to nie umniejsza nic przedstawianej historii.

Przyznam szczerze, że muszę powstrzymywać się, by nie napisać za dużo o bohaterach opowieści, bo można na nich poświęcić oddzielną recenzję. Istotne są jednak inne rzeczy, które sprawiają, że ten film wyróżnia się pomiędzy innymi dziełami poświęconym tematyce Shoah.

W ciemnościW ciemności

Większość akcji filmu rozgrywa się w mrocznym świecie kanałów Lwowa. Sława ujęć autorstwa Joanny Dylewskiej wyprzedziła pojawienie się filmu na ekranach kin. Przed Dylewską stanęło niełatwe zadanie. Dotychczas ujęcia w takich miejscach jak kanały realizowano przy zastosowaniu światła kontrowego. Ten typ oświetlenia nadaje obrazowi większą głębię poprzez oddzielenie od siebie filmowanego przedmiotu czy też osoby od tła. Jeśli chodzi o osoby, to światło kontrowe pada z reguły z tyłu głowy. co tworzy efekt aureoli. Jednakże Agnieszka Holland powiedziała, że film ma być kręcony bez użycia tego rodzaju oświetlenia. Szum wokół tych zdjęć z pewnością zdradził już potencjalnym widzom, że operatorka stanęła na wysokości zadania. Jednakże warto naocznie się przekonać, jak Dylewska zręcznie i realistycznie wyciąga z mroków bohaterów opowieści.

Skoro już mowa o kanałach. Z podziemnym światem zestawiony jest ten zewnętrzny. Mimo iż jest dotknięty przez okrucieństwo wojny, to jednak słońce i niebo stają się mrocznym obiektem pożądania ukrywających się. Warto zwrócić uwagę na sposób ukazania Lwowa czasu wojny. Miasto oglądamy wyłącznie z perspektywy Leopolda Sochy. Ośrodkiem wszystkiego jest dom kanalarza, ale także miasto. Widzimy, gdzie zrobić zakupy, żeby wyżywić rodzinę i Żydów, przeżywamy nie do końca chcianą znajomość z ukraińskim wojskowym, oglądamy zbrodnicze działania Niemców. Wszystko jest ukazane pobieżnie, chaotycznie niemal, gdyż całe życie Sochy koncentrowało się w kanałach i na pomaganiu uciekinierom z getta. Tam właśnie został przeniesiony ciężar opowieści.

Klimat filmu został także podkreślony przez fakt, iż bohaterowie porozumiewają się między sobą w gwarze lwowskiej i w jidysz. Widzowie mogą docenić docenić to w pełni dzięki temu, że w filmie są napisy. Ja osobiście chylę czoła przed Robertem Więckiewiczem, Krzysztofem Skoniecznym i Kingą Preis za trud włożony w naukę tego, nieużywanego już w sumie, języka.

W ciemnościW ciemności

Agnieszce Holland udało się coś niebywałego. Wraz z operatorką Jolantą Dylewską wykreowały przerażający, podziemny świat, który może trwać wiecznie, a także runąć w jednej chwili. Widz zostaje przeniesiony w klaustrofobiczny, duszny świat kanałów w sposób niezwykle sugestywny, budzący przerażenie i gęsią skórkę.

Film nie ma jakichś specjalnych zwrotów akcji, pokusiłabym się nawet o określenie go mianem statycznego, jednakże twórcom udało się wytworzyć niezwykłe napięcie, które będzie towarzyszyło widzom aż do napisów końcowych.

W ciemności gloryfikuje, tak nie bójmy się tego słowa, najlepsze cechy ludzkiego charakteru, siłę woli, umiłowanie życia, zdolność do poświęceń, heroizm, jednak czyni to w sposób niezwykle wyważony. Sama przemiana głównego bohatera wiązała się z szeregiem pułapek, do których przyzwyczaiło nas kino. Socha nie wygłasza ani jednej patriotycznej kwestii, nie walczy na barykadach, a mimo to nikt nie ma wątpliwości co do jego przemiany. Jak to powiedział kiedyś ktoś mądry, najlepsze scenariusze pisze samo życie.

Ocena: 8/10

Źrodło: pokaz prasowy