Przygody szeregowca Konia

dwaj żołnierze

Stevena Spielberga nie trzeba nikomu przedstawiać. Jest to filmowiec, którego nazwisko stało się marką samą w sobie. Wybierając się na jakiś film sygnowany przez jego osobę, możemy być pewni, że będzie to dzieło co najmniej dobre. Ja osobiście, mając za sobą styczność z takimi filmami Spielberga poświęconymi tematyce wojennej jak Lista Schindlera czy Szeregowiec Ryan, postawiłam poprzeczkę bardzo wysoko.

Przyznam, że na ten film czekałam od długiego czasu w dużej mierze ze względu na samo nazwisko reżysera, a także na tematykę. Jeśli nie liczyć ekranizacji Na zachodzie bez zmian i Ścieżek chwały to kinematografia amerykańska ma mało filmów poświęconych I Wojnie Światowej. Prym wśród filmów z wojskowymi bezapelacyjnie wiedzie II – dlaczego tak się stało? Być może dlatego, że była znacznie bardziej okrutna od swojej poprzedniczki? Wiąże się z nią więcej kontrowersyjnych tematów, w czasie jej trwania odbyło się więcej spektakularnych operacji wojskowych? Przyznam szczerze, że na chwilę obecną nie przychodzi mi na myśl żadna sensowna odpowiedź.

Przed udaniem się na film Czas wojny należy uświadomić sobie jedną, bardzo ważną rzecz. Nie należy się spodziewać filmu wojennego w rodzaju wspominanego już Na zachodzie bez zmian czy Szeregowca Ryana. Najnowsze dzieło Stevena Spielberga jest bowiem ekranizacją powieści familijnej "War Horse" Michaela Morpurgo. Autora tego zainspirowały opowieści weteranów z I Wojny, którzy mieszkali w jego rodzinnym hrabstwie Devon. Wiarusi opowiadali różne historie, ale co do jednego byli zgodni – los jaki przypadł w udziale koniom był bardzo ciężki. Te zwierzęta oprócz tego, że używane były do jazdy wierzchem, ciągnęły armaty i ambulanse. Autor przeprowadził własne badania i statystyki okazały się przerażające. Kolejną inspiracją był dla niego widok chłopca, który budował więź ze swoim koniem poprzez mówienie do niego.
koń i jego chłopieckoń i jego chłopiec

A zatem, czego każdy widz powinien spodziewać się po tym filmie? Przede wszystkim wspaniałej epickiej opowieści o przyjaźni konia i człowieka. Celowo nie napisałam chłopca, ponieważ jak widz sam się przekona, ten wątek nie jest najważniejszy. Po drugie, to nie jest film wojenny i to należy sobie uświadomić najlepiej przed projekcją filmu, wtedy bowiem będziemy w stanie docenić w pełni kunszt i artyzm opowieści.

Czas wojny
zaczyna się w bardzo pozytywnym, pogodnym klimacie. Główny koński bohater rodzi się na łące, w tym czasie wszystko bacznie obserwuje młody chłopak, z którym potem los go połączy. Albert wielokrotnie odwiedza pastwisko, próbując zaprzyjaźnić się z koniem, jednak ten… ma go głęboko w okolicy ogona. Na chwilę obecną rumakowi całkowicie wystarcza kontakt z własną matką. Niestety po czasie zostaje on oderwany od rodzicielki i sprzedany na aukcji, gdzie trafia w ręce rodziny Narracottów. Warto zauważyć, że senior rodu miał kupić konia pociągowego, a nasz koński bohater raczej nie spełniał tych wymagań. W każdym razie zadziałało przeznaczenie, gdyż synem nabywcy konia był właśnie ów, wspominany już chłopak imieniem Albert. I taki był właśnie początek pięknej przyjaźni Joey’a i Alberta. Więź budowana jest w bardzo ciekawy sposób – chłopiec do konia mówi, próbuje go zrozumieć i w zasadzie traktuje go jak człowieka.
beztroska przejażdżkabeztroska przejażdżka

Szansą na przetrwanie konia było nauczenie go noszenia homonta i ciągnięcia pługu. Jak nietrudno domyślić się, zwierzę mimo iż było ewidentnie przeznaczony pod wierzch, dzielnie zaorało pole. Zła passa rodziny jednak się nie skończyła i ojciec Alberta sprzedał konia wojsku. W tym właśnie momencie rozpoczęła się wojenna odyseja Joey’ego.

W powieści narratorem jest koń. W filmie z tego zrezygnowano – mówiące zwierzęta zmusiłyby twórców do wejścia w konwencję znaną choćby z produkcji Disneya. Praca ze zwierzętami na planie jest bardzo trudna – zawsze wiąże się z zatrudnianiem sztabu ludzi od treserów po charakteryzatorów, a i zwierzęta również są na ogół mniej przewidywalne niż ludzie. Efekty specjalne z nimi związane za to bardzo wdzięczne dla oka. Nie mam pojęcia, jak się to twórcom Czasu wojny udało, być może to sugestia, albo jeszcze coś innego, ale podczas oglądania filmu, trudno oprzeć się wrażeniu, że na pyskach końskich goszczą prawdziwe emocje – strach, rozpacz, radość itd. Koń uwikłany w wojenną zawieruchę pokazuje nam walkę z perspektywy zwykłego żołnierza, ponadto jako bohater bezstronny, jakby to dziwnie nie zabrzmiało, przechodzi raz w ręce angielskie, raz w ręce niemieckie, by wreszcie odnaleźć swojego pana i przyjaciela.

przed szarżąprzed szarżą

Wojna jednak jest na drugim planie, nowy film Spielberga to zdecydowanie pozycja familijna. Jak jednak taki film może opowiadać o okrucieństwach wojny? Wszyscy znamy tego reżysera z dość mocnych, bezkompromisowych ujęć. W swoich filmach nie wahał się pokazywać urywanych kończyn, czy wiader krwi. Tymczasem w Czasie wojny w sposób mistrzowski unika brutalnych scen -owszem ludzie giną, co do tego nikt nie ma wątpliwości, ale jest to pokazane w sposób niezwykle sugestywny, mimo iż nie widać kropli krwi. W dobie kina, które nie ma zahamowań przed pokazywaniem przemocy, takie radzenie sobie ze śmiercią było bardziej poruszające niż jelita plączące się wokół nóg. Czuję się w obowiązku także wspomnieć, że twórcy filmu nie szczędzą nam wzruszeń i naprawdę, warto zabrać ze sobą na salę kinową paczkę chusteczek.

Zahaczając o temat wojny muszę jeszcze wyrazić swój szczery zachwyt nad scenami batalistycznymi, do których zdjęcia robił Janusz Kamiński. Szarża kawalerii zapiera dech w piersiach, podobnie jak ucieczka konia przed czołgiem. Jednak ten film to nie tylko sceny wojenne, ale także przepiękne, oszałamiające widoki hrabstwa Devon.

Czas wojny jest produkcją z całą pewnością niezwykłą. Steven Spielberg w sposób niezwykle wyważony połączył ze sobą uroczą opowieść o przyjaźni człowieka ze zwierzęciem i obraz poświęcony I Wojnie Światowej. Kino familijne nieraz kojarzone jest z papkowatym i naiwnym kiczem dla dzieci. Twórcy filmu tymczasem przekazują nam typowe dla gatunku prawdy takie jak miłość, wierność, bohaterstwo, czy poświęcenie w sposób niezwykle wyważony i zupełnie nienachalny. Wszystko to sprawia, że w tych "słodkich" scenach człowiek uśmiecha się do siebie i czuje ciepło, a nie łapie się za głowę z zażenowaniem. W Czasie wojny każdy znajdzie coś dla siebie – zarówno dorosły wielbiciel twórczości Spielberga i kina wojennego, jak i dzieci.

Źrodło: pokaz prasowy