Leone o krytyce Bitwy pod Wiedniem

fragment plakatu bitwa pod wiedniem (2012)

W ostatnich tygodniach pojawiło się wiele nieprzychylnych recenzji filmu Bitwa pod Wiedniem, współprodukcji polsko-włosko-tureckiej, w reżyserii Renza Martinelliego. W mediach zawrzało od oskarżeń i zarzutów pod adresem między innymi fabuły i niedociągnięć technicznych, ale również finansowania filmu.

Polska premiera odbędzie się już jutro, 12 października 2012r. Tymczasem prezentujemy oficjalne stanowisko producenta Alessandro Leone w odpowiedzi na ostrą krytykę mediów.

Odnosząc się do wszystkich recenzji filmu Bitwa pod Wiedniem, jako
producent, dla dobra filmu i z szacunku do wszystkich osób, które nad nim
pracowały, nie mogę nie odpowiedzieć publicznie.

Każdy film, od najmniejszego do największego, jest wynikiem długiej i
ciężkiej pracy setek osób, które zapewne bardziej niż ja, jako producent,
mogą się poczuć niesprawiedliwe dotknięte i poniżone przez przesadnią
krytykę. Mam na myśli w szczególności polskich aktorów grających w filmie.

W ostatnich dniach prezentowane recenzje okazały się coraz bardziej
agresywne. Nie przeczę, że film ma swoje wady. Zgadzam się z niektórymi
technicznymi krytykami filmu, ale nie ze wszystkimi i przede wszystkim nie z
tymi wyrażonymi w sposób chamski, arogancki i niezbyt merytoryczny. Staję w
obronie polskich i zagranicznych aktorów, którzy w tym filmie pokazali
wielki kunszt swojego warsztatu artystycznego i cieszę się że polscy aktorzy
będą oglądani za granicą ponieważ ich praca warta jest zaprezentowania.

Wydaje mi się, że taki stosunek mediów stanowi sygnał trudnej chwili dla
Polski, która dzisiaj przeżywa nadal sprzeczności przejścia z komunizmu do
kapitalizmu, i ta chwila zachęca dziennikarza pozbawionego pokory do
poszukiwania własnego sukcesu, próbując stać się bohaterem spektaklu lub
autorem najbardziej skandalicznego artykułu.

Drugim powodem ataków jest fakt, że niektóre polskie instytucje przyczyniły
się do finansowania filmu. Atak nie jest skierowany tylko na film, ale także
na Polski Instytut Filmowy i na KGHM, bo miały czelność wspierać film, w
którym reżyser i producent nie są Polakami. To mnie bardzo zasmuca, bo
decyzje PISFu i KGHMu były słuszne i dalekowzroczne. Całość finansowego
zaangażowania KGHMu nie była zarządzana przez moją spółkę ale przez
dystrybutora na kampanię promocyjną w Polsce i całość kwoty została wydana w
Polsce. Na ulicach i w telewizji widzimy niesamowity rezultat tych działań.

Jeśli chodzi o 2 miliony złotych finansowanych przez PISF, to 80% tych
pieniędzy zostało wydane w Polsce. Chciałbym podkreślić, że inwestycja PISF
stanowi 4,5% budżetu filmu. Pomimo małego procentu udziału w budżecie,
inwestycja PISFu była istotnym i niezbędnym warunkiem do tego aby Polska
miała w filmie swoich aktorów. Jest to atak instrumentalny i
niesprawiedliwy, przede wszystkim ponieważ prawdopodobieństwo, że ten film
zwróci do PISFu dotacje dzięki dystrybucji, jest dużo większe niż w
przypadku innych produktów przez niego finansowanych.

Moim celem była promocja Polski jako kraju silnego, nowoczesnego,
pozytywnego i nie ciągle zatrzymanego na wizerunku ofiary drugiej wojny
światowej. Moje pytanie brzmi: czy Polacy muszą być reprezentowani tylko
przez filmy, gdzie pokazuje się Polskę biedy, problemów alkoholowych,
dramatów rodzinnych? Ja się z tym nie zgadzam. Winny jestem to Polsce,
która tak wiele mi dała.

W ostatnich miesiącach czytaliśmy i słyszeliśmy bardzo wiele o Janie
Sobieskim. Jestem dumny z tego, że film pozwolił Polakom wspomnieć ich
zwycięskiego bohatera i dyskutować o jego Zwycięstwie i o jego filmowym
przedstawieniu, zapominając na jakiś czas o wszystkich innych klęskach. Film
będzie wyświetlony jutro w Polsce na rekordowej ilości ekranów, został
wypromowany w sposób profesjonalny i na szeroką skalę. Zagranicą został
zakupiony przez 50 krajów. We Włoszech będzie pokazany w dwóch odcinkach w
telewizji RAI1 w prime time. We wszystkich innych krajach świata ludzie
zobaczą, że Polska była wielką potęgą, która była w stanie zmienić historię
Europy, że dysponowała wspaniałą kawalerią i ludźmi gotowymi do poświęceń.
Film opowiada o tym w sposób bajkowy, ale pewnie tak jest lepiej, nie każdy
naród uwielbia tragedie i klęski. I jeśli większość polskich widzów to będą
dzieci, jak niektórzy mówią, będę na pewno bardzo z tego powodu szczęśliwy.
Może przynajmniej oni nie będą dorastać z kompleksem klęsk, ale będą się
bawić z żołnierzykami Husarii i w karnawale będą się przebierać za
Sobieskiego, Kątskiego i Marysieńkę.

I jeszcze ostatnia rzecz. Film zaczyna się zdaniem, że jeśli dzisiaj żyjemy
w wolnej Europie zawdzięczamy to włoskiemu zakonnikowi i polskiemu królowi.
Może film jest kiepski, nie spodoba się i widz wyjdzie po 10. minutach z
sali, lub wyłączy telewizor, ale tę małą informację otrzyma i to według mnie
jest bezcenna wartość.

Alessandro Leone


Natalia Karzel
Po prostu kocham kino :)