Recenzja Życia Pi

Korzystając z okazji, jako nowy redaktor, pragnę przywitać wszystkich użytkowników fdb oraz każdego kinomaniaka z osobna. Z dniem dzisiejszym oficjalnie rozpoczynam, miejmy nadzieje owocną, współprace z portalem. Jako prezent powitalny mam dla Was mały tekst. Zapraszam do lektury.

Już jutro (tj. 24 kwietnia) premierę na DVD i Blu-Ray ma nagrodzony trzema Oscarami, w tym jednym za najlepszą reżyserię, film Anga Lee Życie Pi. Czy jednak warto wzbogacić swoją domową półkę o tą pozycję?

Ang Lee, to twórca wielopoziomowy. Ma w swoim dorobku produkcje, które różnią się od siebie pod wieloma aspektami. Reżyser nie bał się podejmować nowych wyzwań, eksperymentować i rozwijać swoich pomysłów. Oscarowe statuetki towarzyszyły mu niemal przez całą karierę aż wreszcie powędrowały do niego. Pierwsza nagroda za najlepszą reżyserie w Tajemnicy Brokeback Mountain była sporym zaskoczeniem. Bo kto by pomyślał, że Tajwańczykowi pozostanie coś więcej niż zielona złość po słabiutkim Hulku. Kolejne produkcje miały tylko przygotować widzów na kolejne uderzenie. Statuetka za pracę na Życiem Pi to była formalność.

Życie Pi to ekranizacja bestsellerowej powieści Yann’a Martel’a o tym samym tytule.
Film opowiada historię Pi Patela, który wraz z rodziną przeprowadza się z Indii do Kanady. Rodzina Patel’ów zabiera ze sobą także swój wieloletni interes – zoo. Niestety podczas sztormu statek, który płynął do Kanady tonie. Katastrofę, na łodzi ratunkowej, przeżywa tylko Pi wraz z czwórką zwierząt; zebrą, orangutanem, hieną i tygrysem bengalskim o imieniu Richard Parker.

Takich obrazów tej produkcji nie brakujeTakich obrazów tej produkcji nie brakuje

Przeprowadzając wywiad wśród ludzi z mojego otoczenia często padały słowa efekty specjalne. Jeśli o nie chodzi; tak, film jest nimi przeładowany. Jest też przy tym niezwykle piękny i plastyczny. Podczas seansu ma się nieraz ochotę wyciągnąć rękę w nadziei znalezienia się troszkę bliżej piękna barw i krajobrazów bijących z ekranu. Lecz to co widzimy, nie jest u Lee najważniejsze. Wszelkie zabiegi jakie reżyser zastosował, są tylko narzędziem, które ma nas przybliżyć do zrozumienia puenty. Wszystko co zobaczymy, wszystko czym uraczył nas reżyser sprowadza się do ostatecznej konkluzji dzięki której większość, zapewne, skończy kiwając głową z mieszanką podziwu i zrozumienia dla autora (zarówno książki i filmu).

Aktorsko Życie Pi wypada przyzwoicie. Z resztą, jak nie trudno odgadnąć, to nie obsada miała tutaj grać pierwsze skrzypce. Jednak, mimo braku fajerwerków, każdy aktor wypełnia swoją rolę, postacie są prawdziwe i wiarygodne, a oglądanie, debiutującego, Suraja Sharma zmagającego się z głodem, upałem i tygrysim (nie)przyjacielem to czysta przyjemność.

Podsumowując, kolejna ekranizacja Anga Lee, to pozycja zdecydowanie warta uwagi i poświęcenia kilkunastu złotych na płytkę. Niebanalna, mądra historia wraz z przejmującym obrazem tworzy zaskakująco dobrą miksturę, którą wręcz trzeba zażyć. Kto jeszcze nie miał okazji zapoznać się z Pi, to czas najwyższy.

Marcin Darski


Marcin Darski
Nonkonformista. Samozwańczy krytyk i przyszły autor bestsellerów. Prowadzący bloga Jay's World.