One Man Show - recenzja Dla Ellen

Paul Dano w filmie Dla Ellen (2012)

10 maja 2013 roku w Łódzkim Domu Kultury podczas Festiwalu Krytyków Sztuki Filmowej KAMERA AKCJA odbyła się polska premiera filmu Dla Ellen. Z tej okazji przygotowałem dla was jego recenzję.

Mimo dość słabych ocen i recenzji płynących ze świata chciałem zobaczyć "Dla Ellen" z jednego, zasadniczego, powodu. Dla Paula.

Z Paulem Dano spotkałem się przy filmie „Ruby Sparks”. Zagrał tam ciekawie i przyjemnie pozostawiając pewien niedosyt; czuć było, że to jeszcze nie koniec jego przedstawienia. Odłożyłem więc w pamięci jego nazwisko i żyłem dalej pożerając kolejne filmy. Wczoraj miałem okazję wyciągnąć Dano z jednej z szuflad umysłu i raz jeszcze poddać ocenie. Wyszło podobnie jak za pierwszym razem.

Co intrygujące w osobie Dano, to fakt, że ilekroć pojawiał się w filmach jako postać drugo-trzecio planowa, jego występ widz rzadko kiedy odnotowywał. Przynajmniej ja miałem z tym problem. Pomyśleć by można więc, że ktoś kto nie zapada w pamięć nie nadaje się do roli wiodącej. Nic bardziej mylnego. Dano ma predyspozycje na świetnego aktora pierwszoplanowego.

W "Dla Ellen" głównym bohaterem jest, goniący za karierą, Joby Taylor (Paul Dano), ekscentryczny muzyk, który przyjeżdża z Nowego Jorku do małego, zaśnieżonego, miasteczka w celu zakończenia sprawy rozwodowej ze swoją żoną Claire. Po przyjeździe okazuje się, że, z pozoru, zwykłe złożenie podpisu na dokumentach to trudna rzecz. Decyzji nie pomaga fakt, że Claire pragnie pozbawić go praw opieki nad Ellen.

Powodem, dla którego tyle znaków poświęcam i poświęcę aktorowi jest jednoznaczność obrazu. Paul Dano jako Joby Taylor, rockowy muzyk i, nienadający się do tej roli, ojciec, jest jedynym zawodnikiem w tym wyścigu. Wszystkie postacie, włączając w to tytułową Ellen, są zepchnięte na boczny tor. Ekranowy czas ojca i córki to jakieś trzydzieści, może czterdzieści minut. A i tak większość kradnie nasz rockowy muzyk.

Niezręczność między ojcem a, od lat nie widywaną, córką wypada na plus.Niezręczność między ojcem a, od lat nie widywaną, córką wypada na plus.

W normalnym świecie Joby Taylor gubi się i tonie. Gdy dowiaduje się, że może stracić prawa do opieki nad Ellen szarpie się, lecz nie walczy. Podróż do ośnieżonego, śniętego miasta w którym mieszka jego córka to dla niego swego rodzaju pielgrzymka. Joby kontempluje, cierpi z powodu swojego braku odpowiedzialności i szuka odpowiedzi na pytanie "Co robić dalej?".

Całość jednak wypada bezbarwnie. Dano, co prawda, spisuje się w swojej roli, ale jako jedyny na placu boju może trochę męczyć. Jedyną odskocznią od jego występu jest żywe otoczenie; niezadowoleni koledzy z zespołu Jobyego, żyjący pod kloszem mamusi prawnik czy dziewczyna, której on sam za swoją dziewczynę nie uznaje. Podobne smaczki (np. dobry, choć niewielki, soundtrack) pozwalają usiedzieć przed ekranem.

Podsumowując "Dla Ellen" to wizytówka. Półtora godzinna wizytówka, która ma jakieś tam tło z ładnym podpisem, starannie wykonaną czcionką, głoszącym "Paul Dano – Twój kandydat na rolę pierwszoplanową". Warto zobaczyć jeżeli ma się dużo czasu i chęć na prostą opowieść bez fajerwerków.

Marcin Darski

Źrodło: Google, festiwal Kamera Akcja


Marcin Darski
Nonkonformista. Samozwańczy krytyk i przyszły autor bestsellerów. Prowadzący bloga Jay's World.