Recenzja kinowa: Stoker

Stało się! Chan-wook Park w końcu został zwerbowany przez siły Hollywood i nakręcił swój debiutancki obraz w Stanach. I chociaż Stoker jest filmem słabszym od poprzednich obrazów koreańskiego reżysera, to zachował on klimat i styl, tak charakterystyczny dla Parka. Z pewnością ci którzy widzieli wcześniej, któryś z thrillerów tego reżysera od razu poczuli to samo, co chociażby w sławnej trylogii zemsty jego autorstwa – strasznie duszny klimat, niejednoznacznych bohaterów, których można porównać do tykającej bomby oraz stylizowaną przemoc.

W rodzinie Stokerów dochodzi do tragedii. W wypadku ginie głowa rodziny, Richard. Od tego momentu jego żona Evelyn i córka India muszą radzić sobie same. Niespodziewanie na pogrzebie pojawia się brat Richarda, o którym India nigdy wcześniej nie słyszała. Początkowa fascynacja tajemniczym wujem Charlesem, przemienia się w próbę odkrycia jego prawdziwych intencji.

Fabuła filmu, wydawać by się mogło niezbyt odkrywcza, skupia się wokół relacji pomiędzy Indią, a jej wujem. Gdzieś tam w tle, buja się nie do końca stabilna emocjonalnie matka dziewczyny, grana przez Nicole Kidman. I chociaż próbuje ona szukać pocieszenia w ramionach swojego szwagra, on ma inny obiekt pożądania i to na córce Evelyn skupia swoją uwagę. Pomiędzy wujem, a bratanicą rozpoczyna się coś w rodzaju gry – mężczyzna chce pokazać młodej dziewczynie, że to właśnie on jest lekiem na całe zło, i tylko on potrafi ją zrozumieć. India uchodzi za klasycznego odmieńca, zamkniętą w sobie indywidualistkę, która dzień w dzień musi odbębnić w szkole kilka godzin, aby później móc wrócić do swojego azylu w domu na odludziu. Gra trwa, a Charles co raz mocniej napiera i uwodzi dziewczynę, próbując obudzić w niej ukryte żądze i pragnienia. India opiera się tym atakom, chcąc odrzucić "zaloty" własnego wuja, ale czy jest w stanie przeciwstawić się niebezpiecznemu urokowi bratu swojego ojca?

Chan-wook Park upodabnia swoje amerykańskie dziecko do poprzednich dzieł poprzez formę i narrację. Jest ona dosyć powolna, sporo w niej niedopowiedzeń, które na szczęście działają na korzyść samemu filmowi. Dzięki temu jest to obraz dużo bardziej tajemniczy, a znakomite, jak to zwykle u Parka bywa zdjęcia autorstwa Chung-hoon Chunga sprawiają, że klimatem można się dławić, jest po prostu czadowy (dosłownie i w przenośni). Co ciekawe pomimo tego, że atmosfera jest duszna to nie można o Stokerze powiedzieć, że jest to film mroczny. To znaczy jest, ale bardziej gdy myśli się o duszach głównych bohaterów i o złu, które w nich przebywa. Kompozycje i obrazy są raczej jaskrawe i czyste, mało tu czerni, która i tak wydaje się byłaby zbędna. Park ma w swojej głowie wszystkie przemyślane i od początku do końca wie jak chce poprowadzić swój film. I to czuć w czasie oglądania tego, jak i wcześniejszych filmów Koreańczyka.

Ciekawostką jest to, że autorem scenariusza jest aktor znany z serialu Skazany na śmierć, Wentworth Miller. Ja sam dowiedziałem się o tym dopiero przy okazji napisów początkowych, kiedy pojawiło się jego nazwisko. Naprawdę Miller wykonał całkiem dobrą robotę, bowiem Stoker pomimo tego, że nie jest niczym odkrywczym, jest logiczny, nie ma jakichś dziur, wszystko jest w miarę spójne i uporządkowane. Dialogi są niezłe, każde słowo wydaje się być potrzebne, nie ma głupich one-linerów, a portrety psychologiczne bohaterów nie są jednoznaczne co bardzo skrzętnie udało się wykorzystać Parkowi. Jedyne do czego mogę się przyczepić to zakończenie tego filmu. Z tego co mi wiadomo nie tylko ja na nie narzekam. Jest ono zbyt hollywoodzkie i w pewien sposób wyłamuje się ze wcześniejszej twórczości koreańskiego reżysera. Zbyt proste i zbyt przewidywalne, ale cóż taki urok Hollywood. Tak czy siak Chan-wook Park sprostał zadaniu stworzenia thrillera będącego odpowiednim daniem dla amerykańskiej widowni, nie zatracając przy tym swojego stylu i charakteru.


Gracjan Mikitin
Redaktor Naczelny FDB. Od czasu do czasu, lubię obejrzeć sobie jakiś film :)