Serialowa jesień 2013, cz. 1

"Sleepy Hollow"

Serialowa jesień z dnia na dzień zasypuje nas kolejnymi nowościami. Systematycznie będziemy oceniać wchodzące na antenę produkcje.

W tym tygodniu na amerykańskiej stacji FOX pojawił się jeden z najbardziej oczekiwanych seriali tej jesieni, Jeździec bez głowy. Jednak jeśli ktoś spodziewał się, że ta produkcja będzie serialową wersją filmu Jeźdźca bez głowy, to może się przeliczyć. Nie tylko akcję filmu przeniesiono do czasów współczesnych, ale także poczyniono widoczne zmiany w fabule.

Crane budzi się po 250 latach z martwych. Niewielkie ma pojęcie o współczesnym świecie, a jego wygląd i zachowanie od razu budzą u stróżów prawa podejrzenie, że mogą mieć do czynienia z przestępcą lub co najmniej osobą z zaburzeniami psychicznymi. Ufa mu tylko jeden stróż prawa, Abbie Mills. Razem postanawiają dociec, jak to możliwe, że po ponad dwóch wiekach spędzonych w piachu Ichabod nagle ożył. Z martwych powstał również szalony jeździec bez głowy, który terroryzuje miasteczko Sleepy Hollow.

Nie spodziewajcie się, że serial będzie skupiony na próbie pojmania bezgłowego mężczyzny. W pilotowym odcinku twórcy zawiązują kolejne wątki: mistyczne zjawiska i ludzkie intrygi. Jeździec bez głowy wpisuje się w trend, jakim jest uwspółcześnianie baśniowych historii, zapoczątkowane w telewizji przez Dawno, dawno temu oraz Grimm. Serial o Ichabodzie ma o tyle przewagę, że nie zapowiada się jako typowy procedural. Główny wątek został wyraziście zarysowany już w pierwszym odcinku, a styl narzucony przez Lena Wisemana na pewno przypadnie do gustu wielbicielom familijnej grozy.

Mocną stroną Jeździec bez głowy jest także obsada. Główni bohaterowie, wykreowani przez Toma Misona i Nicole Beharie, od razu zdobywają sympatię widzów, szczególnie Nicole, której kariera może w końcu nabierze rozpędu. Gorzej natomiast wygląda na razie drugi plan, w którym brakuje wyrazistych, ciekawych postaci. Może twórcy wynagrodzą ten mankament interesującymi postaciami epizodycznymi?

Na długie wieczory Jeździec bez głowy jest jak znalazł dla widzów lubiących mroczne opowiastki. Ale co z fanami komedii? Kanał FOX zaserwował swoim widzom dwie takowe produkcje: Brooklyn 9-9 oraz Dads.

Brooklyn 9-9 mógłbym w skrócie określić "amerykańskim 13 posterunkiem". Czyli mamy bandę policjantów dziwolągów, której nieformalnie przewodzi nonszalancki Jake Peralta (Andy Samberg). Po pierwszym odcinku ciężko ocenić czy ma on więcej szczęścia, czy rozumu. Na pewno jest w czepku urodzony. Jednak na posterunku pojawia się nowy, na pozór srogi, kapitan, który ma na celu wprowadzić w jednostce najwyższe standardy.

Pilot się broni dzięki dobrym, sympatycznym postaciom. Jedyną wadą może być Andy Samberg, którego występy można odbierać ambiwalentnie. Potrafi on tak samo rozbawić, co zirytować. Wśród postaci drugoplanowych wyróżnia się groźnie wyglądająca Rosa (Stephanie Beatriz), a zwłaszcza jej relacje z kolegą z pracy, ciamajdowatym Charlesem (Joe Lo Truglio). Z tym serialem zamierzam kontynuować dalszą przygodę.

Natomiast druga propozycja komediowa FOX-a zawodzi na całej linii. Dads to niczym niewyróżniający się sitcom o problemach na linii ojciec-syn. Przepraszam… owszem, wyróżnia się, ale jałowymi postaciami. Na dodatek takimi, które nie potrafią rozbawić. Przy oglądaniu marzyłem, żeby jak najszybciej znikały z ekranu. Ale kto miałby pojawić się w ich miejsce? Zapracowany Seth MacFarlane użyczył swojego nazwiska chyba tylko do czołówki, bo serialowi brakuje jego pikantnych, kąśliwych żartów, które potrafią rozśmieszyć najbardziej ponure twarze. Dads na żyletki!

Ostatnim serialem, jakiemu przyjrzymy się w tej części, będzie Masters of Sex telewizji Showtime. Jest to prawdziwa (?) historia pionierów badań nad seksualnością człowieka, którzy przecierali naukowcom szlaki obyczajowe w latach 50. Akcja rozgrywa się przeważnie w szpitalu, gdzie duet prowadzi swoje badania. Williama Mastersa (Michael Sheen) interesuje naukowa, zmierzona urządzeniami medycznymi, natura seksu, natomiast Virginia Johnson (Lizzy Caplan) bardziej woli go doznawać niż mierzyć liczbami. Jednak mimo wszystko nawiązują współpracę.

Pierwszy odcinek to długa ekspozycja. Dowiadujemy się dużo o dwójce bohaterów, również o ich życiu seksualnym. Sheen i Caplan świetnie się sprawdzają w swoich rolach, zwłaszcza ten pierwszy. Bacząc na tematykę, seksu w serialu jest sporo, ale pojawia się on głównie w żartobliwym kontekście. Jest lekko i przyjemnie, ale przydałoby się kilka dodatkowych postaci, które ubarwiłyby drugi plan.


Piotr Biernacki
Fan amerykańskiego kina niezależnego.