Black Bear Filmfest: Otwarcie

W piątek wystartowała pierwsza edycja Black Bear Filmfest, nad którym fdb objęło patronat. Festiwal, składający się głównie z filmów grozy, zaserwował na początek widzom jednak belgijską czarną komedię W imię syna, którą poprzedziła błyskotliwa krótkometrażówka Śmierć cienia.

Pedofilia w Kościele katolickim, jakkolwiek by to nie zabrzmiało, nigdy wcześniej nie była tematem na czasie, jak obecnie. Jednak W imię syna podchodzi do sprawy w zupełnie inny sposób niż ten, jaki znamy chociażby z polskiej telewizji. W obrazie Vincenta Lannoo brakuje duchownego, który nie byłby obłudnikiem lub w skrajnych przypadkach – pedofilem, ale główny winowajca całego zamieszania, mimo swoich ciągot do młodych chłopców, jest całkiem miłym człowiekiem i największym źródłem śmiechu dla widza.

Trudno ojca Achille (świetny Achille Ridolfi) nie polubić. Bycie księdzem nie przeszkadza mu w chodzeniu do restauracji, aby pooglądać zmysłowy taniec brzucha pięknej niewiasty, czy pośpiewać o poranku wpadające w ucho piosenki. Nawet gdy w tej swojej frywolności przekracza granicę przyzwoitości, to i tak nie traci sympatii widza, czego najlepszym dowodem jest cichy śmiech na sali podczas sceny, gdy na księdzu leży nieletni chłopak.

Niestety, mniej więcej w połowie filmu następuje zmiana konwencji – śmiała groteska przeradza się w przeciętną fabułę z motywem vendetty. Odważny i bawiący czarny humor zaczyna się pojawiać coraz rzadziej, a śmierć, która do tej pory była nieprzewidywalna, nagle wsiąka w utarte klisze.

Reżyser po pokazie wyraził swoje obawy, jakie miał przed seansem w naszym – zdominowanym przez katolików – kraju. Jednak ku jego zdumieniu, nie było zbiorowych wyjść z sali ze słowem "hańba" na ustach. Widzowie dobrze się bawili podczas oglądania, czego wyrazem był aplauz po zakończonym pokazie. Film po roku od światowej premiery trafił na swój okres, kiedy zaczęło się otwarcie rozmawiać o pedofilii w Kościele. W tym roku reżyserowi udało się znaleźć odważnego dystrybutora w Belgii, który wprowadził W imię syna do kin. Może teraz nadszedł czas na Polskę? Ma potencjał frekwencyjny, bo temat jest na ustach ludzi, a teksty, jakie padają w filmie, brzmią jak wyrwane z debaty w polskim Kościele. U Vincenta Lannoo jeden z duchownych winę za pedofilię zwala na perwersyjne dzieci. Brzmi znajomo?

W imię syna zostało poprzedzone krótkometrażową fabułą Śmierć cienia, która została nominowana do Oscara 2013 w kategorii najlepszy fabularny film krótkometrażowy. Wyróżnienie zostało przyznane jak najbardziej zasłużenie. Surrealistyczna opowieść o mężczyźnie fotografującym cienie umierających ludzi urzeka stroną wizualną i podejściem do tematu śmierci i koniec końców – bezinteresownej, pełnej poświęcenia miłości. Główny bohater miał o tyle szczęścia, że mógł naprawić wyrządzoną krzywdę. W prawdziwym życiu to się nie zdarza zbyt często.

W sobotę (7 grudnia) zapraszamy do warszawskiej Kinoteki na kolejne pokazy:
15:30 Get Shorty (Zły szeląg, Prima aprilis, Strach przed lataniem, Śmierć cienia, Malaria, Samorództwo, Idealny narkotyk)
17:00 Młody detektyw Dee i potwór z głębin morskich w 3D
19:30 Tom
21:30 Upadek domu Usherów z muzyką DJ-a Shahafa Thalera
22:45 Zło


Piotr Biernacki
Fan amerykańskiego kina niezależnego.