Black Bear Filmfest: Dzień 5

We wtorek na Black Bear Filmfest można było obejrzeć zestaw polskich krótkometrażówek, które potwierdzają od lat znane prawidła, że ta forma w naszym kraju należy do animacji. Drwal, "On/Off" oraz "Walizka" są tego przykładem – pomysłowe, pięknie wizualnie. Natomiast filmy aktorskie, takie jak "Byk", "Anioł" czy "Zabicie ciotki", są przekombinowane i mają słabe dialogi. Osobną kategorię stanowi polsko-szwedzki Wielki skok, który od czasu swojej premiery zbiera sporo przychylnych opinii.

Z pełnometrażowych filmów pokazano wczoraj Filozofów z plejadą młodych aktorów znanych głównie z amerykańskich seriali, m.in. Sophie Lowe z Once Upon a Time in Wonderland, Katie Findlay z Pamiętników Carrie, Erin Moriarty ze Szkarłatnej wdowy. Na koniec szkoły średniej nauczyciel filozofii (James D'Arcy) przygotowuje zaliczenie przedmiotu. Uczniowie losują karteczki z zawodami, które będą mieć w hipotetycznej atomowej apokalipsie. Na podstawie ich statusu zawodowego muszą zadecydować, kto będzie mógł wejść do 10-osobowego bunkra. Filozofowie są filmem budzącym u widza ogromny apetyt na początku, by na koniec powiedzieć, że przez wcześniejszą godzinę serwowana była ptasia kupa. Coś, co zaczynało się jako pochwała nauki filozoficznej, skończyło się niczym odcinek brazylijskiej telenoweli. Mogło wyjść z tego Stowarzyszenie Umarłych Poetów, ale niestety po drugiej iteracji film kompletnie zmienia swój temat. Szkoda.

Z sekcji konkursowej wyświetlono hiszpańskie Trup. W filmie nie brakuje zawiłych tajemnic, zaskakujących zwrotów akcji, ale mimo to jest on strasznie nudny i bezstylowy. Brakuje ciekawego bohatera, z którym widz mógłby się utożsamić. Po kilkunastu minutach dochodzimy do konkluzji, że tutaj wszyscy są siebie warci. Trup mnoży kolejne znaki zapytania, bo tak naprawdę nic innego nie ma do zaoferowania.

W Midnight Madness znalazł się Łowca zombie, czyli kolejna szalona wariacja na temat filmów o żywych trupach. Bezimienny łowca przemierza Stany Zjednoczone, aby pomścić swoją rodzinę, zabijając zombie. Jednak w końcu na swojej drodze napotyka grupkę ludzi. Film w swoim założeniu jest głupi, obśmiewa wszystkie teksty i motywy, jakie znamy z produkcji o żądnych ludzkiego mięsa trupach. Tylko do oglądania w dobrym towarzystwie i sprzyjającym nastroju.

W środę (11 grudnia) zapraszamy do warszawskiej Kinoteki na kolejne pokazy:
15:30 Robin Hood
17:30 Get Shorty II
19:30 Koniec
21:30 Wędrowiec


Piotr Biernacki
Fan amerykańskiego kina niezależnego.