Black Bear Filmfest: Zamknięcie

Ostatni dzień Black Bear Filmfest należał do kina niezależnego zawierającego elementy grozy. Niestety, zawiodły Dziecięce igraszki. Tajemniczemu reżyserowi nie udało się wykrzesać esencji z historii. Zamiast studium psychologicznego człowieka, który musi zdecydować się, do jakiego stopnia chce się posunąć, aby powstrzymać mordujące dzieciaki, dostajemy płytką opowiastkę, której Amerykanie użyliby do nakręcenia niskobudżetowego horroru. Film dobija zbyt długa ekspozycja i pozbawione odwagi sceny przemocy.

Dosyć oryginalne, ale niestety nierówne, okazało się holenderskie Zmartwychwstanie drania. Opowieść o bezwzględnym gangsterze, który po postrzale przechodzi metamorfozę, chwilami fascynuje niezwykłymi w swojej prostocie scenami. Jednak w końcowym rozrachunku nietrudno ukryć niedosyt spowodowany tym, co wypełnia tę pełnometrażową fabułę. Po seansie czuć rozczarowanie z powodu wciśnięcia wątku z imigrantem, który do historii wniósł tak naprawdę niewiele. Mimo to film ma swoje momenty, głównie te z tytułowym draniem, czyli Yorickiem van Wageningenem.

Festiwal zamknął amerykański Jesteśmy czym jesteśmy. Z powodu długiego wprowadzenia do głównej historii trudno jest napisać coś o tym filmie, nie zdradzając jego większej części. Siłą tutaj są głębokie portrety psychologiczne oraz mroczny klimat.

Black Bear Filmfest dobiegł końca. Gdybym miał opisać tę imprezę jednym słowem, użyłbym określenia "różnorodność", o czym świadczy niżej zamieszczona lista filmów wartych wyróżnienia. Na festiwalu można było obejrzeć wiele form gatunkowych oraz, jak to bywa, filmy złe i dobre. Najlepsze sekcje to niewątpliwie FRESH BLOOD i zagraniczne krótkometrażówki. Poniżej przedstawiam najlepsze tytuły festiwalu:

1. Tom – dramat psychologiczny odważnie oscylujący na krawędzi z psychodelią i karykaturą.
2. Jesteśmy czym jesteśmy – mroczny dramat dwóch córek postawionych przez ojca przed niewyobrażalnie trudnym zadaniem.
3. Miłość na wieczność – piękny poetycki dramat o nekrofilu, poszukiwaniu miłości i więzi z drugim człowiekiem. Nagrodzony przez publiczność.
4. Tanie podniety – czyli jak daleko człowiek jest się w stanie posunąć dla pieniędzy. Zabawne i straszne zarazem.
5. Robin Hood – bardzo hollywoodzki film sensacyjny mówiony po niemiecku. Najwięksi spece od thrillerów z Fabryki Snów nie powstydziliby się takiej pozycji w swojej filmografii.
6. Go Goa Gone – rzadko głupie filmy mnie bawią, a temu się udało. Mógłby to być kolejny film z cyklu przygód Harolda i Kumara, którzy tym razem musieliby się zmierzyć z zombie. Indie tym filmem ośmieszyły Hollywood.
7. W imię syna – czarna komedia o pedofilii. Odważnie, brawurowo, szkoda tylko że do pewnego momentu.

Osobną kategorię stanowi krótki metraż:
1. Prima aprilis – zaskakujący i zabawny.
2. Cukier – jak łatwo z bycia niewinnym człowiek stać się mordercą.
3. Śmierć cienia – czyli czego to się nie robi z powodu miłości.
4. Niedźwiedź – dlaczego swojej dziewczynie nie należy robić niespodzianek.
5. Wielki skok – gdy troje aspirujących samobójców spotyka się na szczycie wieżowców, to nie może skończyć się dobrze.
6. Tumult – wikingowie napotykają wycieczkę współczesnych Brytyjczyków.
7. Owłosiony facet – kolejna krótkometrażówka, gdzie niewinny mężczyzna całkiem przypadkowo zaczyna wyglądać na mordercę.


Piotr Biernacki
Fan amerykańskiego kina niezależnego.