RECENZJA: Niemy krzyk samotności

Sierpień jest upalnym miesiącem w hrabstwie Osage. Ludzie chowają się w domach przed skwarem lejącym się z nieba. Atmosfera robi się duszna i gęsta, ujawniając wszelkie instynkty, waśnie i spory. Przy takiej temperaturze do wybuchu agresji może doprowadzić nawet najmniejszy gest czy słowo. W takich okolicznościach po latach rozłąki spotyka się rodzina Westonów. Zasiadają przy wspólnym stole i rozpoczyna się istny teatr słowa i wzajemnych pretensji.

Film powstał na podstawie tekstu Tracy'ego Lettsa i zdaje się usilnie potwierdzać tezę, że z rodziną wychodzi się najlepiej na fotografii. Spotkanie silnych osobowości prowadzi do wojny, wzajemnego obwiniania się i niesprawiedliwych ocen, a słowna agresja jest formą ukrycia emocjonalności i bezradności. W tej nadmiernej szczerości króluje Violet (Meryl Streep), która odurzona lekami i ukrywanej rozpaczy, nie ma nic do stracenia. Violet cierpi na raka jamy ustnej, a mimo to odpala papierosa od papierosa i wygłasza krytyczne opinie o życiu swoich trzech córek (Julia Roberts, Julianne Nicholson, Juliette Lewis). Nie należy do budujących matek, podcina skrzydła dziewczynom i brutalnie demaskuje ich słabości i niepowodzenia. Jej poczynania zwiększają zarzewie konfliktu, nie zwiastując pojednania. Bohaterowie oddalają się od siebie, ich rodzinne więzi zdają się poszarpane, a każdy żyje swoim życiem. W Sierpniu w hrabstwie Osage nie odnajdziemy wzajemnej czułości czy zrozumienia, ale samotność i zagubienie. Bohaterowie nie dają sobie nawzajem wsparcia, ale nawet nie poszukują go wśród rodziny.

Tyrady wygłaszane przez Violet budują napięcie, które na szczęście rozładowują celne riposty. Zamknięta przestrzeń domu kontrastuje z pięknymi krajobrazami tamtych rejonów. Opuszczanie kamerą pola bitwy daje czas na oddech i zebranie sił do następnej rundy, podczas gdy poszczególni bohaterowie rezygnują z naprawiania rodzinnych relacji. Największą siłę niesie ze sobą Barbara (Julia Roberts), która chce pomóc matce. To właśnie na linii Streep-Roberts rozgrywa się istny pojedynek aktorski. Wirtuozeria gestów i słów wprowadziła mnie w zachwyt. Choć Meryl staje się już żywą legendą, to Julia Roberts rolą Barbary udowodniła mi, że jest dobrą aktorką. Nie sposób opisać każdego z aktorów, którzy wzięli udział w tym filmie, ale stworzyli niesamowity i poruszający zespół. Dawno nie widziałam tak współgrających i dopełniających się osób na ekranie.

Mogłabym zachwycać się nad Sierpniem w hrabstwie Osage, bo już dawno nie byłam tak rozedrgana emocjonalnie po seansie, ale myślę, że to trzeba przeżyć samemu. John Wells pokazuje nam największe lęki maskowane zachowywaniem dystansu i głęboko skrywanymi emocjami. Myślę, że każdy znajdzie w tej opowieści coś dla siebie i choć przez chwilę zastanowi się nad kruchością ludzkich relacji.