RECENZJA: Wirtuozeria upadania i wstawania

Gwałtownie wchodzimy z butami w życie głównego bohatera (Robert Więckiewicz). Bezwstydnie obserwujemy go w najbardziej intymnych sytuacjach z drugą osobą. Od samego początku jesteśmy zakłopotani, a reżyser nie daje nam chwili wytchnienia. Pod Mocnym Aniołem nie ma w sobie tajemnicy, ale brutalnie obnaża ludzkie słabości. Bezwstydnie patrzy na upadek i zniewolenie przez nałóg. Nie odwraca wzroku, wyczekuje najtrudniejsze momenty i zmusza do refleksji.

W naszej kulturze alkohol jest obecny od zawsze. Przy kieliszku celebrujmy małe i duże święta. Znamy zachowania pijanych krewnych czy znajomych, które nieraz stanowiły przedmiot rodzinnych anegdotek, dlatego do przedstawionego tematu możemy podejść bardzo osobiście. Uśmiechamy się, widząc wpadki i potknięcia bohaterów, ale rozbawienie szybko ustępuje przerażeniu. Wbrew przyjętej przez dystrybutora strategii, film ten nie jest stworzony po to, aby bawić i śmieszyć. Smarzowski w charakterystyczny dla siebie naturalistyczny sposób przedstawia studium życia alkoholika, przechodząc przez wszystkie fazy: picie, wpadnięcie w ciąg alkoholowy, trafienie na odwyk, delirium, zespół Korsakowa i wreszcie obiecywanie trzeźwości. Sytuacje ulegają zapętleniu, tracimy poczucie czasu, obrazy zlewają się w jedno w dynamicznym pędzie pomiędzy upadaniem i wstawaniem. Razem z Jerzym (Robert Więckiewicz) tracimy rachubę i nie potrafimy powiedzieć, który to już raz wychodzi z terapii i rozpoczyna swoje życie na nowo.

Pod Mocnym Aniołem sprawia, że przestajemy się czuć komfortowo otoczeni dosłownością obrazów i organiczną muzyką Mikołaja Trzaski. Bolesne dźwięki opisują przedstawiany świat i towarzyszą bohaterowi. W tej opowieści znajduje się też miejsce dla metafizyki. W ten sposób Jerzemu cały czas towarzyszy dobry duch, anioł stróż, który bacznie przygląda się jego poczynaniom, wyczekując dogodnego momentu na interwencję. Jednak to Ona – Miłość (Julia Kijowska) jest najbardziej nieuchwytna i tajemnicza. Może nieść ze sobą wybawienie z nałogu, ale ta kwestia pozostaje do interpretacji widza. Smarzowski w charakterystyczny sposób opuszcza bohatera, zostawiając go na rozstaju dróg.

Reżyser upaja się już swym kunsztem i pozycją w polskim kinie, jasno i wyraźnie nawiązując do wcześniejszych produkcji (Małżowina, Drogówka, Róża). Ociera się tym o śmieszność samouwielbienia, ale tworzy kino autorskie, które daje mu pełną wolność wyrażania swoich koncepcji. Do projektu zaangażował swoją stałą ekipę aktorską, która otrzymawszy dobry materiał, mogła pokazać wirtuozerię budowania roli. Pod Mocnym Aniołem to kino dla ludzi o mocnych nerwach, to uczta intelektualna i wizualna z nutką nadziei, że każdy może odbić się od dna.