RECENZJA: Przetrwać niewolę

Ameryka, podzielona na dwa skrajne obozy: rasistowskie Południe i tolerancyjną Północ, jest tłem historii opowiadanej przez Steve'a McQueena. Reżyser sprawnie portretuje rozbieżności poglądowe i kulturowe, zakorzeniony od dawna sposób myślenia oraz działania, które był przyczyną największego wyzysku człowieka przez człowieka na tamtym kontynencie. Obserwujemy rzeczywistość sprzed wojny secesyjnej, kiedy dopiero rodzą się idee o wolności i równości również w umysłach białych ludzi.

Solomon Northup (Chiwetel Ejiofor) staje się dla nas przewodnikiem po tamtym świecie. Jest jednostką ponadprzeciętną, której siła i charyzma doskonale sprawdza się na ekranie kinowym. Równie duże wrażenie musi robić na kartach książki, która zainspirowała twórców do przedstawienia tych rzeczywistych wydarzeń z XIX w. Solomon urodził się jako wolny człowiek: założył rodzinę, pracował, miał szacunek wśród ludzi, był wykształcony i uzdolniony muzycznie. Pewnego razu dwóch przybyszy zaoferowało mu pracę, którą przyjął z wielką radością. To był początek jego cierpienia i walki o przetrwanie. Został porwany do Waszyngtonu, a stamtąd przewieziony na Południe, gdzie wraz z innymi czarnoskórymi został sprzedany jako niewolnik. Zyskał imię Platt i od tego czasu musiał się wyrzec swojej tożsamości i posiadanych umiejętności, ponieważ niewolnik nie może być wykształconym i samodzielnie myślącym człowiekiem, lecz maszyną do wykonywania zleconej pracy.

Steve McQueen słynie już z poruszania niełatwych tematów. Po Głodzie i Wstydzie przyszedł czas na rozliczenie się z niewolnictwem. Ten temat musiał zostać przedstawiony poprzez losy konkretnej jednostki, aby przywiązać emocjonalnie i poruszać serca widzów. Solomon Northup jest mądry, zdeterminowany i waleczny. Walczy o siebie, swoją tożsamość i wyznawane wartości. Staje się pragmatykiem, a na uwagę zasługuje jego powściągliwość. Tłumi emocje , starając dopasować się do oczekiwań właściciela plantacji, Edwina Eppsa (Michael Fassbender). Fassbender stworzył postać złą do szpiku kości, opanowaną przez ideologię. Nikt nie jest w stanie powstrzymać jego działań. A jego główną motywację stanowi chęć zysku i złość przeradzająca się w nienawiść. Epps jest nieszczęśliwym człowiekiem, któremu ulgę i radość daje poniżania i dręczenia innych. Swoich niewolników nie traktuje jak ludzi, ale jako własność, z którą można zrobić wszystko, czego się zapragnie.

Spośród obsady wyróżnia się debiutująca Lupita Nyong'o. Gra Patsey, młodą dziewczynę, ulubienicę pana, która pracuje najciężej i najbardziej efektywnie ze wszystkich. Musi poradzić sobie z wysiłkiem fizycznym oraz pożądaniem Eppsa. Nie otrzymuje ani chwili wytchnienia, jest pod ciągłym nadzorem i presją, co odbija się na jej psychice. Staje przed trudnymi wyborami, okazując akt desperacji.

Reżyser chłodnym okiem spogląda na historię niewolnika, nie upiększa i nie ucieka od obrazu przemocy. Delikatnie uderza w emocjonalne tony, ale nie rozczula się nad przedstawianym bohaterem. Mimo wszystko jednak nie łamie stereotypów i powiela schematy, przez co plasuje się wśród przeciętnych produkcji poruszających ten temat.

Pierwszy raz jestem rozczarowana muzyką Hansa Zimmera. Wykorzystuje wcześniejsze motywy, dlatego przez cały film towarzyszyło mi uczucie znajomości, jakbym gdzieś to już wcześniej słyszała.

Zniewolony jest filmem zachowawczym z pięknymi zdjęciami i schematycznie obsadzonymi rolami. Trwa zdecydowanie za długo. Uwięzieni w kinowych fotelach z wielką nadzieją oczekujemy na uwolnienie Solomona i szczęśliwie zakończenie historii, aby w końcu powrócić do domu.