Zabić bobra już w kinach!

Do małego domu, gdzieś pośrodku niczego, przyjeżdża Eryk (Eryk Lubos). Powraca do siebie z jakąś tajemniczą misją do wypełniania. Nie wiemy, kim jest i czym się zajmuje, a z biegiem czasu możemy budować jego portret w oparciu o domysły. Jan Jakub Kolski chciał nas zaprowadzić w meandry ludzkiej tajemniczości i determinacji, ale zagubił się gdzieś w nadmiernym artyzmie i poetyckości.

Zabić bobra to historia rozpisana na dwoje bohaterów, którym przyszło dzielić dom, jak i emocjonalne problemy. Eryk wyraźnie nie może się uporać z przeszłością, przez co buduje swoją własną rzeczywistość, w której licealistka Bezi (Agnieszka Pawełkiewicz) jest intruzem. Młoda dziewczyna zmaga się z problemami przemocy w rodzinie i dość szybko przywiązuje się do silnego i zdecydowanego mężczyzny. Ich relacja to nie tylko seks, który mimo wszystko zdaje się odgrywać drugorzędną rolę, ale przede wszystkim milczące porozumienie i poszukiwanie oparcia, wspólnych rozwiązań. To fragmenty, w których bohaterowie nic nie mówią, niosą największą wymowę. W między czasie Kolski wkłada w ich usta banały, które przyprawiają o śmiech. Trudno uwierzyć w prawdziwość łączących ich relacji, ponieważ między aktorami brakuje napięcia.

Historia zostaje osadzona wśród natury. Jej piękno kontrastuje z mrocznymi wnętrzami Eryka i Bezi. Tytułowy bóbr buduje tamę, która blokuje dostęp do traumatycznych przeżyć i emocji. Bohaterowie usilnie próbują ją zburzyć, ale czym im się uda… W pamięci zapada również wyeksponowanie słońca i księżyca, na którego tle przelatuje samolot. Obrazy te zdają się być nieudaną inspiracją zaczerpniętą z von Triera, ale tutaj nie wyznaczają żadnego naturalnego rytmu czy zwiastowania nadciągających wydarzeń.

Zabić bobra to opowieść z dużym potencjałem, której najmocniejszy element stanowi gra Eryka Lubosa. Jego bohater został zbudowany na niedopowiedzeniach, dzięki czemu z zaciekawianiem próbujemy dotrzeć do motywacji jego działań. Niestety jego autentyczność gubi się w nużąco rozegranej fabule.