RECENZJA: Emigracja - biznes i walka

Ameryka po I wojnie światowej staje się upragnionym miejscem, ziemią obiecaną dla emigrujących Europejczyków. Nowy kontynent niesie nadzieje na lepsze życie, oferuje wiele, ale wymaga poświęceń i odwagi. Osierocone Ewa (Marion Cotillard) i Magda (Angela Sarafyan) Cybulskie przypływają z Katowic do Nowego Jorku, wierząc w nowy, lepszy początek.

Pragnienia polskich sióstr szybko schodzą na drugi plan, kiedy w grę zaczyna wchodzić walka o pozostanie w upragnionej Ameryce. Magda, chora na gruźlicę, zostaje zatrzymana i grozi jej deportacja. Na barki Ewy spada odpowiedzialność za wyciągnięcie siostry ze szpitala i zagwarantowanie im godnego życia. Pomocną dłoń wyciąga do niej mężczyzna. Wykupuje ją z kolejki do wydalenia. Działania Bruna (Joaquin Phoenix) nie są bezinteresowne, lecz podszyte głębokim zauroczeniem i fascynacją.

James Gray ukazuje Amerykę lat 20. jako powierzchownie pruderyjną i konserwatywną. W Nowym Jorku szaleje prohibicja, dzięki czemu prężnie rozwija się czarny rynek. Kwitnie nocne życie knajpek oraz prostytucja, a pilnie strzeżona przez policję moralność staje się mitem. Bruno działa w tym środowisku, wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu. Dostarcza rozrywki, radości i przyjemności, zyskując znajomych w różnych kręgach, dzięki czemu staje się wpływowym człowiekiem. Potrafi załatwić wiele spraw i powodzi mu się nie najgorzej. Otacza się gronem kobiet, które dla niego pracują, przy czym zapewnia im pomoc i opiekę. Staje się dla nich jedynym oparciem w obcym kraju.

To właśnie Joaquin Phoenix stworzył najbardziej barwną i wielowymiarową postać, która dostarcza skrajnych emocji. Nie można jednoznacznie osadzić go po stronie zła, szufladkując w roli alfonsa. Bruno to postać, która wpadła w sidła własnego myślenia . Nie potrafi wydostać się z błędnego koła. Pomaga tak, jak potrafi, nie dostrzegając innych rozwiązań, które dawałby wymierne zyski. Miłość do Ewy napędza jego działanie, a niepewność i lęk prowadzą do agresywnych zachowań. Dualizm natury Bruna przyciąga uwagę – męski mężczyzna, który ściąga swą maskę tylko w scenie wyznania swoich uczuć. Phoenix wypada jak zwykle dobrze i to on jest najmocniejszym elementem obrazu Graya. Przypomina Bestię z disnejowskiego obrazu Piękna i Bestia, z tą różnicą, że fatalny urok finalnie nie zostaje zdjęty z bohatera.

Imigrantka utrwala stereotypowy obraz Polki, tworząc z Ewy smutną, szarą myszkę oddaną religii, uległą i przestraszoną. Kobieta zdaje się pochodzić z szanowanego domu, w którym przestrzegano zasad moralnych i tworzyło się silne więzi rodzinne. Dla niej siostra jest najważniejsza, nawet za cenę własnej godności. Marion Cotillard włożyła mnóstwo wysiłku w przygotowania, od strony językowej, do zagrania tej roli. Mówi po polsku, choć niestety słychać, że nie przychodzi jej to łatwo. Tworzy bohaterkę bezbarwną i bierną, przez co nudną.

Reżyser chciał przedstawić melodramat, umieściwszy swoją bohaterkę pomiędzy dwoma mężczyznami: Emilem (Jeremy Renner) i Brunem. Ewa nie pała uczuciem do żadnego z nich. Jej celem jest wydostanie siostry. Skłania się w stronę tego, który jest w stanie więcej zaoferować. Stąd też brak miłosnych rozterek i sentymentalnych wzruszeń., a emocjonalna powściągliwość głównej bohaterki nie pozwala na empatyczne współodczuwanie.

Imigrantka doskonale buduje nastrój Nowego Jorku lat 20. Tajemne kluby, taniec i kabaret. Rozrywce towarzyszy smak elitarności. Cały obraz, dzięki zdjęciom Dariusa Khondji, jest przytłaczający i szary. Można poczuć duszną atmosferę wielkiego miasta.

James Gray stworzył obraz o wielkiej siostrzanej miłości, która jest silniejsza niż strach czy własna godność. O uczuciach opowiedział poprzez losy imigrantki, ale powielił utrwalone schematy i stereotypy.Imigrantka opiera się na przewidywalnej fabule i wolnym tempie. Zyskuje jedynie na dobrym aktorstwie, lecz to za mało, aby zachwycić i oczarować. Melodramat oddarty z wielkich emocji.