Sekstaśma Diaz i Segela

Okres wakacyjny pozwala nam na rozluźnienie, odetchnięcie ze spokojem i czerpanie przyjemności z niewymagającej rozrywki. Hollywood co lato wychodzi naprzeciw oczekiwaniom, obwieszczając wejście na ekrany kolejnej komedii roku. Sekstaśma nie stanowi wyjątku w tej materii, sięgając po schematy, stereotypy, miłosne igraszki oraz znane twarze, zaprasza do znanego świata, który niczym nie zaskoczy. Można tylko zdziwić się, że do stworzenia tak banalnej i nudnej mieszanki, potrzebnych było aż trzech scenarzystów.

Film Jake’a Kasdana jest żywą reklamą Appla, ale przede wszystkim instrukcją, jak nie używać mobilnych urządzeń. Poradnik dla wciąż mało zorientowanych w multimedialnym świecie, gdzie każda rzecz zamieszczona w internecie zyskuje swoje drugie życie, trudne do wymazania czy usunięcia. Do tego należy dodać wartości przez lata wychwalane przez mainstreamowe kino hollywódzkie, takie jak miłość oraz niepodważalna integralność i bezpieczeństwo rodziny, a banalne klisze wypełnią przestrzeń półtoragodzinnego seansu. W ten sposób otrzymamy typowy amerykański film bazujący na marketingowym chwycie reklamowym: znane twarze i nośny temat.

Sytuacji nie ratuje znana z komedii Cameron Diaz (Anna) oraz jej partner Jason Segel (Jay), którzy miotają się na ekranie, zarzucają widownię gagami i produkowanymi naprędce przepychankami słownymi, które wywołują tylko delikatny uśmiech zwątpienia. Sama fabuła Sekstaśmy z góry skazana jest na porażkę swoją przewidywalnością i oczywistym dążeniem do happyendu. Segel uważany za talent komediowy (niezapomniany w Jak poznałem waszą matkę),zdaje się męczyć wpleciony w sieć, z której nie potrafi się wydostać. O dziwo sceny, w których bohaterowie nie wypowiadają ani słowa, wypadają najlepiej, ogrywając w ten sposób miałkość otrzymanego tekstu.
To Cameron Diaz błyszczy na ekranie w pełni świadoma swojej kuszącej fizyczności i to właśnie jej ciało może przyciągać męskie spojrzenia, powstrzymując widownię od opuszczenia sali kinowej.

Sekstaśma sprawnie została wciśnięta przez producentów w ramy komedii, lecz śmiesznych momentów jest jak na lekarstwo, co świadczy o wyeksploatowaniu dowcipu z podtekstem erotycznym oraz fascynacji możliwościami technologii. Film Kasdana staje się najbardziej prymitywną formą lokowania produktu oraz przewodnikiem po funkcjach iPada, kamerek internetowych czy serwisach porno, które mogą stanowić nieodkrytą przestrzeń dla pokolenia naszych rodziców.

Chciałoby się powiedzieć, że w tym projekcie tkwił ogromny potencjał, który został zaprzepaszczony, jednak nie potrafię odnaleźć żadnych pozytywnych elementów. Powstaje coraz mniej komedii, które w prosty sposób bawią, nie powodując przy okazji rozczarowania i zniesmaczenia banalnością opowiadanej historii.