Recenzja: Dawca pamięci

Wybrałam się do kina ze sporymi oczekiwaniami wobec premierowego filmu Dawca pamięci, mimo tego, że porusza dość mocno zużyty ostatnio obraz (anty)utopijnego społeczeństwa, w którym ludzie są ściśle podporządkowani panującej władzy. Film oparty jest jednak na bestsellerowej powieści Lois Lowry, a w obsadzie zgromadziło się sporo nazwisk, po których można się wiele dobrego spodziewać. Nie mogę powiedzieć, że film mi się nie podobał, jednak najwyraźniej moje oczekiwania były trochę zbyt wysokie.

Zacznę, może nietypowo, od tego, co mi się najbardziej nie podobało, żeby później móc spokojnie przejść do pochwał. A więc najsłabszym punktem filmu jest niestety fabuła, która pokazana zbyt płytko, wydaje się ucięta i oglądając czegoś mi wyraźnie zabrakło. Książki niestety nie czytałam, żeby móc porównać, ale film należy raczej do tych krótszych (94 minuty), więc podejrzewam, że sporo wątków zostało pominiętych, co nie wpłynęło pozytywnie na całościowy odbiór filmu. Ostatnia popularność antyutopijnych światów w kinematografii na pewno zwiększa nasze wymagania do kolejnych produkcji o tej tematyce i widz dużo łatwiej się nudzi. Z drugiej strony, podobało mi się, choć niesubtelne, ukazanie za jaką cenę daje się osiągnąć porządek i harmonię wśród ludzi.

Co na pewno warto w filmie wyróżnić, to wrażenia estetyczne, zarówno wizualne jak i dźwiękowe. Świetny efekt twórcy uzyskali dzięki zastosowaniu w części filmu czarno-białej kolorystyki, a przejścia do pełnego koloru były bardzo subtelne. Młodzi aktorzy poradzili sobie całkiem nieźle ze swoimi rolami, ale na ekranie prawdziwym królem był Jeff Bridges. Wspaniale odegrana rola, przyćmiewa postać głównego bohatera, Jonasa, w którą wcielił się nieznany mi wcześniej Brenton Thwaites. Podobała mi się również rola Meryl Streep jako zasadniczej Przewodniczącej Rady Starszych, jednak nie był to szczyt możliwości mojej ulubionej aktorki.

Całość oceniłam na 7/10, bo mimo, że obraz dobrze się ogląda, a przedstawiona historia jest ciekawa, to po zakończeniu filmu, pozostaje u widza spory niedosyt i wrażenie płytkości całej historii. A co gorsze, podejrzewam, że nie pozostanie zbyt długo w mojej pamięci.


Natalia Karzel
Po prostu kocham kino :)