RECENZJA: Boyhood - magia prostej historii

Boyhood to filmowy projekt, który zachwyca prostotą i banalnością, ukazując codzienne, przyziemne sprawy rodziny Masona (Ellar Coltrane). Richard Linklater nie stosuje upiększeń, lecz zajmuje się dokumentacją procesu dorastania, przy okazji opisując zmiany zachodzące w USA: polityczne, modowe czy muzyczne. Tworzy kino przyziemne i pesymistyczne w swej wymowie, pozostawiając widza z refleksjami na temat sensu życia. Zachwyty krytyków nie okazały się na wyrost, bo chyba jeszcze nigdy nie byliśmy tak blisko zwykłego życia bohaterów, odnajdując w nim swoje bolączki, problemy i radości.

Linklater przez 12 lat utrwalał momenty z życia Masona, Samanthy (Lorelei Linklater), ich mamy (genialna Patricia Arquette) i ojca (Ethan Hawke), a długi okres produkcji i nieszablonowe podejście do przedstawiania postaci tylko dodał im uroku. Reżyser głównie spoglądał na Masona, którego poznajemy jako uroczego sześciolatka, który z w trakcie filmu staje się mężczyzną, stawiając pierwsze samodzielne kroki w dorosłość, rozwija swoje pasje, odkrywa czym jest miłość i przyjaźń. Co istotne reżyser uciekł od stereotypowego i utrzymywanego przez produkcje mainstreamowe obrazu zbuntowanego nastolatka, który jest pochłonięty tylko imprezowaniem i hedonistycznym egzystowaniem. Mason to młody człowiek, który poszukuje miejsca w świecie, stawia pytania, szuka odpowiedzi na to, kim jest, kim chce być i co powinien osiągnąć w życiu.

Boyhood to przede wszystkim sytuacje i rozmowy, które prowadzą ze sobą bohaterowie, to uśmiechy, spotkania z ojcem czy kłótnie z mamą i siostrą, blaski i cienie życia splecione w fabularną opowieść. Natrafimy tutaj na niebanalne poczucie humoru, które potrafi rozładować chwile rodzinnego napięcia.

Filmowa opowieść o dorastaniu nie błyszczy, nie oferuje fajerwerków, a mimo to wywołuje łzy wzruszenia. Trzygodzinna projekcja nie nudzi, lecz pozwala w pełni czerpać z pojawiających się obrazów, dając możliwość wspominania lat 90. (czasy mojego dzieciństwa, które niosą ze sobą piosenki Britney Spears czy magiczny świat Harrego Pottera). Linklater sprawił, że to chwila złapała mnie w bezruchu i zatrzymała ze sobą. Myślę, że to właśnie jest magia kina.