RECENZJA: Szaleństwo mediów

Wolny strzelec jeszcze przed wejściem na kinowe ekrany rozpętał dyskusję o wolności mediów, o moralności i wątpliwej etycznie walce podejmowanej przez stacje dążące do podbijania słupków oglądalności przy pomocy sensacji, krwi i przemocy. Choć film Dana Gilroya można rozpatrywać z szerokiej społecznej perspektywy, to dla mnie jest przede wszystkim opowieścią o psychopatycznej jednostce, która nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć swój cel.

Od pierwszych minut widzimy, że Louis Bloom (Jake Gyllenhaal) ma szaleństwo wypisane w oczach. Zapomniany przez społeczeństwo drobny złodziejaszek, który walczy o przetrwanie na ulicach Los Angeles staje się odzwierciedleniem mitu self-made-men’a, wykorzystując ponad przeciętną inteligencję i nieprzebrane zasoby internetowych poradników i krótkich kursów. Choć posługuje się bełkotliwą mową manipulacji i kreacji, zdobywa pieniądze na pierwszą kamerę i nasłuchując policyjnych komunikatów, wyrusza na polowanie na newsa.

Reżyser dostarcza nam barwną paletę postaci i wydarzeń, sprytnie wprowadza w ruch maszynę grozy i pędu akcji. Film wypada niezwykle dobrze jak na dość skromny budżet, a nie brakuje w nim spektakularnych pościgów i krwawych inscenizacji, jednak to aktorstwo stanowi największą siłę. W Wolnym strzelcu ściera się bezkompromisowość mediów w postaci Niny (fantastyczna Rene Russo) z moralnymi wątpliwościami i upartym dociekaniu prawdy jej współpracownika. Gilroy nie pozostawia złudzeń kto wygrywa w tej bitwie, nie oszczędzając w żadnym stopniu narastającej tabloidyzacji mediów. W ten sposób dokłada cegiełkę do piętnowania bezrefleksyjnego kreowania i odbierania informacji przedstawionego równie dosadnie w Zaginionej dziewczynie Finchera.

Debiut reżyserski Gilroya sprawdza się jako dobrze zbudowany thriller o wyrazistym protagoniście, który zagarnia całe show. Gyllenhaal przywodzi na myśl psychopatycznego Patricka z American Psycho, który już nie snuje wizji, lecz „reżyseruje” swoją historię od początku do końca, nie uciekając od poprawiania rzeczywistości czy całkowitego jej kreowania. Przenikliwe spojrzenie, przetłuszczone włosy i zdecydowane działanie stają się znakiem rozpoznawczym Louisa, a taka metamorfoza może zapewnić Gyllenhaalowi nominację do Oscara. Intrygująca postać w dość poprawnym filmie.