RECENZJA: Walka o przetrwanie wojny

Wielowarstwowa opowieść o powstawaniu zła, jego przejawach i konsekwencjach to produkcja Michela Hazanaviciusa, który postanowił oderwać sie od klimatycznych i komediowych filmów na rzecz kina wojennego i społecznie zaangażowanego. Rozdzieleni stają się przede wszystkim emocjonalna podróżą pomiędzy trzema bohaterami zatopionymi w działaniach podczas drugiej wojny czeczeńskiej.

Kolia (Maksim Emelyanov), młody rosyjski chłopak, trafia do wojska po przyłapaniu na paleniu marihuany, Hadji (Abdul Khalim Mamutsiev) jest świadkiem morderstwa swoich rodziców, a Carol (BéréniceBejo) jako przedstawicielka zachodniego świata staje się unijnym obserwatorem wojennych, a przede wszystkim emocjonalnych zgliszczy. Losy tych bohaterów splatają się, wzajemnie na siebie wpływają, determinując ich zmiany oraz nabywanie doświadczeń.

Hazanavicius wprowadza niesamowicie wbijająca się w pamięć klamrę kompozycyjną, wkłada w ręce jednego z żołnierzy kamerę VHS i tak rozpoczyna obserwację rosyjskich działań w Czeczeni, aby wkrótce samodzielnie przejąć stery i doprowadzić do ujawnienia twarzy operatora i oprawcy. Dzieli świat swojej fabuły na dwie płaszczyzny, które się przenikają. Choć wątek nastolatka może intrygować procesem narodzin zła, łamaniem psychicznym i niszczeniem moralności, gdzie przemoc staje się środkiem do osiągnięcia celu, o tyle relacja pomiędzy Hadjim a Carol ociera się o pompatyczną śmieszność.

Rozdzieleni są osadzeni na najwyższych emocjonalnych tonach, dość szybko bohaterowie zyskują naszą sympatię i z zapartym tchem kibicujemy ich poczynaniom, choć rażą powielane schematy i naiwność fabularna. Carol komunikuje się z dzieckiem w języku francuskim, papla nieustannie, jakby nie zdawała sobie sprawy, że dziewięciolatek nie rozumie ani słowa. Aż w końcu muzyka staje się ich wspólną nicią porozumienia, odzwierciedla nastrój i daje możliwość wyrażania emocji. Donośnie rozbrzmiewają dźwięki zespołu Bee Gees niosące namiastkę radości i wolności.

Reżyser Artysty w chłodnych zdjęciach Guillaume Schiffmana przygląda się miejscu, które jest koszmarem dla miejscowej ludności i jednocześnie jawi się rajem dla młodych żołnierzy opuszczających koszary. Serwuje produkt doskonały pod względem emocjonalnym, angażujący widza we wspólne przeżywanie, choć ułomny formalnie, gdzie powiela schematy i stereotypu, nie próbując ani przez chwilę się od nich odciąć. Mimo wszystko te drobne niedociągnięcia nie mają znaczenia, kiedy wybucha bomba pełna sentymentów i uczuć.