RECENZJA: Skolonizujmy Ziemię!

Filmów aktorskich, jak i animacji o kosmitach była cała masa. Sama wytwórnia DreamWorks na swoim koncie posiada przecież, takie tytuły jak Potwory kontra Obcy oraz Megamocny. Teraz, do tej listy można dopisać komedię animowaną Dom.

Historia ta opowiada o Boovach, sympatycznych przybyszach z innej planety, którzy postanawiają… skolonizować Ziemię. Wszyscy ludzie zostają zgromadzeni w jednym miejscu, gdzie wybudowano dla nich specjalne osiedla. Reszta planety należy od kosmitów. Wśród nich jest Och, który przez swój wieczny optymizm i ciągłą chęć zawierania przyjaźni, staje się wyrzutkiem tamtejszej społeczności. Pewnego dnia poznaje dziewczynkę o imieniu Tip, pragnącą za wszelką cenę odnaleźć matkę. Wskutek mniejszych i większych zbiegów okoliczności, łączy ona siły z Ochem i razem wyruszają w podróż pełną zwariowanych przygód. Towarzyszy im leniwy, aczkolwiek uroczy kot o imieniu Świniak.

Koncept scenariusza nie jest niczym odkrywczym, jednak po zagłębieniu się w tę historię wnioski mogą być już dosyć interesujące. Po obejrzeniu tego filmu nie sposób, nie doszukiwać się nawiązań do produkcji science-fiction, opowiadających o inwazji na Ziemię. Dla dzieciaków zapewne będą to nic nieznaczące momenty, kiedy to kolorowi przybysze z sympatycznymi mordkami porywają ludzi i – co tu dużo pisać – siłą przenoszą ich na jeden, wspólny kontynent, gdzie mają spędzić resztę swoich dni. Tak więc pod kołderką złożonej z całej palety barw animacji, milusich kosmitów i slapstikowego humoru dostajemy dosyć drastyczne wydarzenia.

Pisząc o kolonizacji zielonej planety przez Boovów, nie można nie wspomnieć o ich motywacjach. Po poprzednim akapicie może być trudno w to uwierzyć, ale to nie oni robią za tych złych. Zostali oni zmuszeni do ucieczki przed złowrogimi Gorgami, którzy zniszczyli ich dom. Większość ich poczynań spowodowana jest strachem przed śmiertelnym wrogiem, który nie spocznie dopóki nie znajdzie swoich ofiar.

Sm wygląd, jak i zachowanie sympatycznych kosmitów jest najmocniejszym punktem filmu. Na pierwszy rzut oka, każdy z nich wygląda tak samo (nawet jest jedna zabawna scena, w której Och próbuje zmienić wygląd za pomocą make-upu), ale dzięki fajnemu pomysłowi na zmianę koloru ciała, w zależności od emocji, jakie nimi targają potrafią wyróżniać się w wielomilionowym tłumie. Na osobne wyróżnienie zasługuje postać lidera Boovów, Kapitana Smeka który swoim głupkowatym zachowaniem, dziwnymi decyzjami i wykorzystywaniem niektórych sprzętów do czegoś całkiem innego niż zostały stworzone (chociażby grill robiący za kapelusz), z pewnością wywoła salwy śmiechu u młodszej widowni. Jeśli już jednak jesteśmy przy humorze prezentowanym przez Dom – wszak jest to film reklamowany jako animowana komedia – to dorośli widzowie, którzy zabiorą swoje pociechy na seans mogą czuć się rozczarowani. Brak tu jakichś większych kontrowersji, popkulturowych czy nawet politycznych nawiązań. Jest to grzeczna animacja stworzona przede wszystkim z myślą o dzieciach.

To co mnie osobiście mierziło przez większość seansu to polski dubbing i dialogi. Używanie niepoprawnych słów i przekręcanie ich, miało zapewne w założeniu być zabawne, a wyszło po prostu żałośnie. Przez to niektóre ze scen może wydawać się – szczególnie dla tego młodszego widza – niezrozumiałe. Dom powinien być jednak pozycją, po której dziecko wyjdzie z sali kinowej zadowolone. Rodzice i opiekunowie już niekoniecznie. Chociaż nie można odmówić twórcom dbania o szczegóły w elementach czysto wizualnych i dźwiękowych. Bo scenariuszowe braki i – rzadkie bo rzadkie, ale jednak – wkradające się nużące momenty są w jakimś stopniu tuszowane przez pełną kolorów animację i popowe kawałki, przy których nóżka sama chodzi.


Gracjan Mikitin
Redaktor Naczelny FDB. Od czasu do czasu, lubię obejrzeć sobie jakiś film :)