RECENZJA: Obłuda rosyjskiego raju

Mężczyzna oferuje małemu chłopcu słodycze, uśmiecha się przy tym łagodnie i roztacza wokół siebie ciepło, które niczym nie zwiastuje jego brutalnej natury. To mógł być materiał na mrożący krew w żyłach kryminał, gdzie podmiotem opowieści jest seryjny morderca obierający sobie za cel bezbronne dzieci. Zostaje on zmiażdżony przez polityczną opowieść o zmaganiu się jednostki z systemem. Na pierwszy plan wysuwa się dramat człowieka zatopionego w schizofreniczną atmosferę stalinowskiej Rosji, gdzie prawda zostaje zdeptana w zarodku na rzecz pochwały wspaniałego kraju, w którym niczym w raju nie ma morderstw („there is no murder in paradise”).

Cały ciężar historii spoczywa na barkach Leo (Tom Hardy), oddanego funkcjonariusza Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego, który poddany testowi na ślepe posłuszeństwo ma zadenuncjować swoją żonę Raisę (Noomi Rapace). Wybór pomiędzy śmiercią a życiem powoli otwiera mu oczy na fałsz instytucji, dla której przyszło mu pracować. Oddanie Rosji staje się najwyższą cnotą, a obywatele działający pod prąd są skazani na wygnanie i śmierć.

Amerykański tytuł Child 44 odnosi się do kryminalnej strony opowieści, gdzie 44 ofiara staje się przyczyną poszukiwań odpowiedzi na dręczące pytania. Jednak to polski System bardziej koresponduje z hybrydą gatunkową stworzoną przez Daniela Espinosę. Film, będący ekranizacją powieść Toma Roba Smitha, staje się uwypukleniem paranoi codziennego życia w totalitarnym państwie, gdzie kłamstwo staje się prawdą a ułuda rzeczywistością.

Reżyser uważa swojego odbiorcę za naiwnego laika, który wymaga tłumaczenia akcji. Serwuje rozbudowany wstęp i przegadane dialogi, które momentami ocierają się o melodramatyczną karykaturę. Nierównomiernie rozkłada akcenty, waha się pomiędzy dramatem, thrillerem politycznym a kryminałem, znajduje miejsce na romantyczne wątki i psychologiczne przemiany bohaterów, jednocześnie żadnemu z tych elementów nie poświęca wystarczającej uwagi. Tworzy postacie figury: wątpiącego przedstawiciela systemu, nieszczęśliwą żonę, sprytnego generała czy pokrzywdzonego przez los seryjnego zabójcę, którzy aktorsko wypadają ciekawie, ale tracą urok wpleceni w pozbawione napięcia ramy zbyt rozbudowanej historii.

System jest wszystkim i zarazem niczym. Nie sili się na dogłębne analizowanie ludzkich zachowań poddanych konformizmowi, szukanie źródeł zła czy kryminalną przygodę. Najciekawsze momenty filmu powstają wtedy, kiedy bohaterowie zatopieni są w błocie lub silnych uściskach walki i nie wiadomo kto jest kim, a milczenie przykrywa twardy rosyjski akcent anglojęzycznych aktorów. Całość prowadzi do nieco ironicznego podważenia istnienia stalinowskiego raju, co może być jedynym atutem tego filmu.